Agni-V: Indyjski sposób na nuklearne odstraszanie Chin

5 czerwca 2018, 15:18
Agni-V
Rakieta Agni-V. Fot. DRDO

Indie przeprowadziły szóstą udaną próbę międzykontynentalnego pocisku balistycznego Agni-V. Broń ma wkrótce zostać wdrożona do użytku. Te rakiety dalekiego zasięgu dają istotną szansę na wzmocnienie pozycji kraju w stosunkach z jego wielkim azjatyckim sąsiadem.

Pierwszy próbny lot międzykontynentalnej indyjskiej rakiety balistycznej miał miejsce 19 kwietnia 2012 r. Ostatni test, przeprowadzony w niedzielę 3 czerwca, był już szóstą pod rząd udaną próbą wystrzelenia tego typu pocisku. Należy przy tym zaznaczyć, że dwa pierwsze wystrzelenia przeprowadzono z wyrzutni stacjonarnych, zaś cztery następne z urządzeń mobilnych.

Dnia 3 czerwca około godziny 9:50 rano czasu lokalnego rakieta wzbiła się z poligonu na wyspie Dr. Abdula Kalama. Pokonała 5000 km, z czego 4800 km w czasie 19 minut, i spadła w zaplanowanej lokalizacji na wodach australijskich. Podczas całego lotu międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM) był śledzony przez radary i stacje naziemne. Agni-V leciała zgodnie z planem i trafiła w cel z dokładnością do kilku metrów. Podczas próby ICBM udało się prawidłowo zrealizować wszystkie istotne założenia tego zadania.

Agni-V została zbudowana w Indiach zupełnie od podstaw. Głównym odpowiedzialnym za ten projekt podmiotem jest Defence Research and Development Organisation (DRDO). Szczególnie dwa laboratoria należące do DRDO dostarczyły podzespoły kluczowe dla całej konstrukcji.

ICBM Agni-V to pocisk ziemia-ziemia. Jego zasięg wynosi 5000 km. Rakieta mierzy 17,5 m wysokości oraz dwa metry średnicy. Waży 50 ton i może przenosić do 1,5 tony ładunku, przy czym zdolna jest transportować głowicę jądrową.

Sama rakieta stanowi pojazd trzystopniowy, zaś wszystkie stopnie napędzane są stałym materiałem pędnym. Podczas próby z 3 czerwca poszczególne stopnie prawidłowo się odłączały by spadać we właściwych momentach do Zatoki Bengalskiej.

Agni-V wyposażona jest m. in. w nowoczesny system nawigacji i komputer pokładowy. Broń może trafiać w wyznaczony cel z dużą precyzją. Już po osiągnięciu maksymalnej wysokości na swojej trajektorii lotu rakieta zwiększa prędkość dzięki wykorzystaniu ziemskiego przyciągania. Podczas wchodzenia w atmosferę temperatura na obudowie pocisku przekracza 4000 stopni C, jednak wewnątrz, w przedziale na ładunek użyteczny, temperatura utrzymuje się wówczas poniżej 50 stopni C.

Prawdopodobnie zostanie wykonany już tylko jeden test tego rodzaju ICBM, po czym pociski rychło znajdą się w arsenale będącym do dyspozycji indyjskiego Dowództwa Sił Strategicznych.

Posiadanie rakiet Agni-V w gotowości operacyjnej może w istotnym stopniu wpłynąć na równowagę geopolityczną w regionie. Wzrośnie pozycja New Delhi względem Pekinu. Mając w zasięgu własnych ICBM zarówno stolicę Chin, jak i Szanghaj, Indie będą mogły z większą skutecznością stosować wobec Państwa Środka swoją politykę odstraszania.

Oprócz Chin, dysponujące Agni-V Indie będą miały w zasięgu tej broni Pakistan, część Europy i część Afryki. Należy przy tym podkreślić, że ten konkretny ICBM będzie można potencjalnie wyposażać w system przenoszenia wielu niezależnych głowic bojowych - Multiple Independently Targetable Reentry Vehicles (MIRV).

KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Siemasz
wtorek, 5 czerwca 2018, 18:11

A my co mamy? Dialogi.

Anni
środa, 6 czerwca 2018, 02:36

kolejny ruski bełkot...jak pod każdym artykułem w jakikolwiek sposób dotyczącym Polski(a nawet jak nie dotyczy,to zawsze można Polsce przysrać...)co widać w poście powyżej..Saszka....Polska nie aspiruje do bycia jednym z mocarstw atomowych...

sylwester
środa, 6 czerwca 2018, 09:48

jaki Ruski bełkot ? jakie przysrać ?? fakt faktem na dialogi i inne rozmowy koncepcję założenia tracimy mnóstwo kasy i czasu , prowadzimy projekty które następnie zarzucamy , co chwilę zmieniamy wymagania w projektach które niweczą prace badawcze Właśnie takie działania powiedział bym są działaniem obcych wywiadów i lobbystów mających na celu osłabienie zdolności militarnych naszego kraju Kiedy w końcu wprowadzą mustanga , system zarządzania polem walki , nowy system łączności , i śmiech na sali ile lat jeszcze będą opracowywać nowe hełmy dla żołnierzy , napisałem tutaj o tych najprostszych do wdrożenia systemach które już dawno powinny być i co nie ma ich i nie wiadomo czy za 10 lat sie pojawią za to na pewno będzie setka dialogów , czy ktoś prowadzi śledztwa czy aby nie są to działania na szkodę Polskiego państwa

fefe
środa, 6 czerwca 2018, 08:29

AAAA no tak czyli super? Jedyny skuteczny gwarant bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach broń atomowa nam jest nie potrzebna ?? Krajowi który znikał z mapy świata 3 razy a ostatnio na 123 lata??? Izrael ma atom i co??? Ile razy znikał z mapy świata?Jakie reperkusje go za to spotkały? A my za to niemamy atomu, bo lepiej należeć do elitarnego(sic) klubu państw nie posiadającyh atomu? Już Ukraina pozbyła się niuków i wiadomo co się u nich dzieje

Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda
środa, 6 czerwca 2018, 14:03

Panie fefe! Oczywiście, że Polsce nie jest potrzebna broń jądrowa. Nie posiadamy takiej broni i nie zapowiada się, abyśmy w dającej się przewidzieć przyszłości, posiadali arsenał jądrowy. Osobiście nie wierzę, aby Wojsko Polskie, kiedykolwiek dysponowało własnym arsenałem jądrowym i, co bardzo istotne, środkami przenoszenia broni jądrowej. Podkreślam: nie ma takiej potrzeby! Natomiast Pana argument, że Polska kilkakrotnie znikała z mapy świata (m.in. na skutek rozbiorów) - nie stanowi żadnej wartości dla Kierownictwa NATO i - de facto - Amerykanie na pewno nie wyrażą zgody na to, abyśmy kiedykolwiek dysponowali własnym arsenałem jądrowym. Ale nie jest Pan pierwszy ani ostatni, który na forum D24, ujawnia swoje marzenia i pragnienia związane z ewentualnym posiadaniem przez Polskę broni jądrowej. Zupełnie bez sensu. Proszę przyjąć do wiadomości, że spośród członków NATO, arsenały jądrowe oraz techniczne środki przenoszenia broni jądrowej, posiadają jedynie Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi. I to w zupełności wystarczy. Łączna ilość głowic jądrowych, będących w dyspozycji tych trzech krajów, z pewnością wystarczy, aby odstraszyć potencjalnego przeciwnika. Ponadto, moim zdaniem, jakoś nie bardzo wierzę, aby kiedykolwiek broń jądrowa została gdziekolwiek użyta podczas hipotetycznego konfliktu zbrojnego? Broń jądrowa, nadal nie służy do walki lecz do wzajemnego odstraszania. Taka jest jej rola! Rzeczywiste skutki użycia broni jądrowej, byłyby na tyle poważne, że pod znakiem zapytania, byłoby dalsze istnienie naszej cywilizacji - przynajmniej w dotychczasowym kształcie. Dotyczy to także Korei Północnej, której niedawne straszenie świata, w tym przede wszystkim USA, było zwyczajnym blefem! Z pewnością różnie możemy patrzeć i oceniać niepodzielnego władcę tego kraju, Kim Dzong Una, ale nie wydaje mi się, aby był szaleńcem? Wierzę, że Kim zna dokładnie granicę, której nie może przekroczyć oraz realną siłę i możliwości swojego państwa i jego sił zbrojnych? I naprawdę, nie życzę Koreańczykom z Północy, aby musieli się o tym naocznie przekonać. Oczywiście pozory mogą mylić! ------------------------------------------------------------------------------------- I na koniec: nie wiem, na ile Pan zna realia współczesnej Ukrainy, którą Pan przywołał w swoim wpisie? W marcu bieżącego roku, w okresie kilku tygodni, przebywałem po raz kolejny na Ukrainie, m.in. we Lwowie, w Tarnopolu oraz w Odessie. I stwierdzam, że na Ukrainie jest jeszcze bardzo daleko do pełnej stabilizacji politycznej i gospodarczej. O innych elementach oraz codziennych realiach życia na Ukrainie - nawet nie wspominam. I myślę, że można postawić tezę, iż dobrze się stało, że Ukraina przekazała Rosji swój arsenał jądrowy. Pomijam już okoliczności, w jakich do tego doszło. Gdyby Ukraina nadal posiadała broń jądrową, to przecież by jej nie użyła, nawet w momencie zajęcia przez Rosję Krymu w 2014 roku! Ale jednocześnie wiem, że zdania na ten temat (oczywiście także wśród Ukraińców) są bardzo podzielone. I sprawa ostatnia: również nie jest Pan pierwszy ani ostatni, który na forum D24 - przy okazji tzw. <tematyki jądrowej> - porównuje Polskę z Izraelem. Otóż, proszę przyjąć do wiadomości, że wszelkie porównania tego dotyczące, są fałszywe i bezprzedmiotowe. Izrael, od chwili swego powstania, tj. od 14 maja 1948 roku, jest otoczony przez wrogie mu państwa muzułmańskie. Wielokrotnie, przywódcy krajów muzułmańskich stwierdzali publicznie, że ich podstawowym celem polityczno-militarnym na Bliskim Wschodzie, jest fizyczna likwidacja Państwa Izrael i zepchnięcie Izraelczyków do morza! Ponadto, Izrael cały czas, znajduje się na pierwszej linii walki ze światowym terroryzmem, nie tylko muzułmańskim. Nie wspominam już nawet różnic demograficznych oraz terytorialnych, pomiędzy Izraelem, a światem muzułmańskim w tamtym regionie świata. Tak więc, na co mieli czekać Izraelczycy? Aż kraje muzułmańskie spełnią swe groźby i unicestwią państwo żydowskie? Izraelczycy nie mieli innego wyjścia - chcąc zachować swoją państwowość - w chwili, kiedy podjęli decyzję dot. posiadania własnego arsenału jądrowego. Przypomnę jedynie, że w pierwszym, pionierskim okresie pozyskiwania dostępu do broni jądrowej, Izraelowi udzieliła znacznej pomocy w tym zakresie Francja. Pyta Pan retorycznie, czy Izrael spotkały jakieś reperkusje z tego powodu, że posiada arsenał jądrowy? Oczywiście, że spotkały - nienawiść oraz wrogość ze strony wielu państw świata na różnych kontynentach! Ta wrogość oraz nienawiść - w wielu przypadkach - trwa do chwili obecnej. Czy współczesna Polska, znajduje się w takiej bądź podobnej sytuacji polityczno-militarnej, jak Izrael? Odpowiedź może być tylko jedna! Nie, nie znajduje się! Dlatego podkreślam jednoznacznie: jakiekolwiek porównania dot. współczesnych realiów Polski z Izraelem, są bezprzedmiotowe i powodują jedynie stratę czasu na jałowe dyskusje.

Davien
środa, 6 czerwca 2018, 09:37

A co ci dziecko da brońatomowa bez środków jej przenoszenia a tych nie mamy i miec nie będziemy?Może juz sie ie osmieszaj na całego.

gato
środa, 6 czerwca 2018, 12:16

Tu akurat się z tobą nie zgodzę. Polski problem polega na tym, że niczego nie potrafimy zaplanować i przeprowadzić do końca z poszanowaniem wydawanych na to publicznych pieniędzy. Zasadą powinno być, że jak się podjęło jakąś decyzję, to należy ja do końca zrealizować, bo środki w to zainwestowane (materialne, rzeczowe, intelektualne) nie mogą zostać zmarnotrawione. Tylko takie postępowanie zwiększa realnie potencjał państwa, również militarny. Krótko mówiąc: trzeba wiedzieć, co się robi. Tzw. polityka odstraszania miałaby sens jedynie wtedy, gdybyśmy rzeczywiście byli w posiadaniu broni lub strategii, która mogłaby mocno zaszkodzić potencjalnemu napastnikowi. Czy mamy coś takiego? Wiele rakiet ziemia-ziemia dalekiego zasięgu? Brak. Silne lotnictwo z pociskami manewrującymi? Brak. Okręty podwodne z rakietami dalekiego zasięgu? Brak. Silna cyberarmia? Brak. Broń atomowa? Brak. Skoro nie mamy niczego i zrobienie czegokolwiek w tym zakresie wymaga od nas działań \"od podstaw\" i rozłożenia tego w długim czasie, to dlaczego nie mielibyśmy zacząć rozwijać broni atomowej jednocześnie ze środkami jej przenoszenia? A jeśli już w żaden sposób nie stać by nas było na oba te projekty razem, to może warto by rozważyć przygotowanie ładunków jądrowych dla pocisków \"Homara\"? Zasięg 300, czy 500 km głowic taktycznych to poważny problem dla agresora. Jakąś drogę do uzyskania polskiej atomówki nasi naukowcy już pokonali w latach gierkowskich i zapewne gdzieś dorobek intelektualny tego projektu jest zmagazynowany, mimo nielicznych informacji o jego utracie. Prawdziwym problemem byłoby tylko utajnienie wznowienia tych prac, bo oficjalnie nie możemy tego robić ze względu na porozumienia międzynarodowe, które podpisaliśmy. Ale, ostatecznie, w dziedzinie konspiracji też uzyskaliśmy przecież niezłe doświadczenie. Zresztą, na tym forum możemy sobie tylko tak dywagować, przerzucając się abstrakcyjnymi argumentami, bo do jakiejkolwiek rzeczowej dyskusji nie dopuszcza nasz rząd nie podejmując JAKICHKOLWIEK strategicznych decyzji w sprawie naszej obronności. Zamiast tego nasz los składa wyłącznie w ręce USA, co będzie miało swoje dalekosiężne konsekwencje, o których też teraz nikt z rządu nie chce wiedzieć.

Namion
środa, 6 czerwca 2018, 09:59

F-16 może przenosić broń jądrowa.

Rafal
środa, 6 czerwca 2018, 12:00

Owszem, ale nie nasze F-16.