US Space Command: wypatrzono rosyjski test pocisku antysatelitarnego

18 grudnia 2020, 09:56
Nudol
Moment przygotowań do testu systemu obrony przeciwrakietowej A-235 - próba na poligonie Sary-Szagan (sierpień 2018 roku). Fot. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej [mil.ru]

Działające w strukturze Departamentu Obrony USA połączone dowództwo kosmiczne (US Space Command) zarzuciło Rosji przeprowadzenie kolejnego w tym roku testu kinetycznej broni antysatelitarnej. Próba miała nastąpić w nocy z 15 na 16 grudnia i przebiegać pod baczną obserwacją amerykańskich systemów wczesnego ostrzegania - nie stwierdzono przy tym, by jej założeniem było zniszczenie satelity. W ogólnym opisie zdarzenia wskazano natomiast, że sprawa dotyczy rakietowego pocisku bazowania lądowego.

US Space Command (SPACECOM) wydało oświadczenie w sprawie domniemanej rosyjskiej próby antysatelitarnej krótko po jej przeprowadzeniu, tj. w środę 16 grudnia 2020 roku. W komentarzu wypomniano Rosji wprowadzanie dodatkowych napięć do sfery działalności kosmicznej oraz stosowanie podwójnych standardów, wobec forsowanego rozwoju arsenału antysatelitarnego przy jednoczesnym oficjalnym nawoływaniu do działań na rzecz zapobiegania militaryzacji kosmosu. "Rosja uczyniła z kosmosu teatr działań bojowych, testując broń orbitalną i naziemną przeznaczoną do namierzania i niszczenia satelitów" - przekazał w oficjalnym oświadczeniu obecny szef dowództwa kosmicznego, gen. US Army James Dickinson. Przedstawiciel Pentagonu podkreślił, że jest to postawa sprzeczna z "publicznymi twierdzeniami Moskwy, że Rosja stara się zapobiec konfliktowi w kosmosie".

US Space Command (SPACECOM) utrzymuje, że Rosja rozwinęła w ostatnich latach i testowała na przestrzeni 2020 roku dwojaki potencjał środków rażenia obiektów satelitarnych. Pierwszy to pociski antysatelitarne odpalane w atmosferze i kierowane prosto w cel na orbicie (Direct Ascent Anti-Satellite weapon, DA-ASAT). Drugi wskazywany rodzaj to natomiast satelitarne systemy ofensywne rozmieszczane w przestrzeni pozaziemskiej (Co-orbital ASAT). Jak się wspomina, na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie dochodziło do przypadków testowania przez Rosję obu takich rodzajów uzbrojenia.

Obecny test rozpoznano jako odpalenie rakietowego pocisku bazowania lądowego zdolnego do niszczenia obiektów satelitarnych na niskiej orbicie okołoziemskiej. Jak wynika tymczasem z treści niedawnej rosyjskiej depeszy notyfikacyjnej kierowanej rutynowo do personelu morskiego (Notice To All Mariners, wersja lotnicza: Notice To AirMen – NOTAM), w tych dniach faktycznie miało dojść do wystrzelenia dużego pocisku rakietowego. Przelot zadeklarowano nad północnymi obszarami morskimi względem terytorium Rosji - z wyszczególnieniem Morza Łaptiewów w pobliżu archipelagu Ziemi Północnej. Jak zauważa część komentatorów, wskazuje to prawdopodobnie na testowe odpalenie efektora systemu PL-19 (14C033 – ros. 14Ц033) Nudol z bazy w Plesiecku.

Pocisk tego rodzaju może mieć zarówno zastosowanie przeciwbalistyczne, jak i przeciwsatelitarne, jako specyficzny wariant wyposażenia rosyjskiego systemu obrony rakietowej A-235. Używany w nim efektor najdalszego zasięgu (o sygnaturze 14А042) działa w oparciu o dwusegmentowy silnik rakietowy na stały materiał pędny i startuje najprawdopodobniej z mobilnej wyrzutni. Nie jest przy tym przesądzone, że chodziło o test ASAT, choć pocisk tego typu może z powodzeniem wykonywać loty suborbitalne na wysokości przekraczające 750 km (niekiedy wspomina się nawet o 1600-2000 km nad Ziemią).

Takie zasięgi umożliwiałyby rażenie zdecydowanej większości istotnych satelitów rządowych i komercyjnych znajdujących się na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO). Znajduje się tam wiele systemów satelitarnych wykorzystywanych do celów zwiadowczych, teledetekcyjno-obserwacyjnych, jak również komunikacyjnych.

Generał Dickinson wyraził w tym kontekście przekonanie, że Rosjanie starają się pozyskać środki, które ugodzą w zależność USA od "systemów rozlokowanych w kosmosie". Szef SPACECOM zastrzegł przy tym, że siły zbrojne USA są gotowe i zdeterminowane, by zapobiec agresji i bronić swoich zasobów, jak również sojuszniczych przed "wrogimi działaniami w kosmosie". Amerykański dowódca zwrócił przy tym uwagę, że jeśli rosyjska broń zostanie użyta wobec "prawdziwego satelity", to spowoduje powstanie na orbicie rozległego obszaru zalegania niebezpiecznych odłamków, które zagrożą wszystkim okolicznym instrumentom - w tym komercyjnym i "nieodwracalnie zanieczyszczą domenę kosmiczną".

image
Test systemu obrony przeciwrakietowej A-235 - próba na poligonie Sary-Szagan (sierpień 2018 roku). Fot. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej [mil.ru]

Kolejne eksperckie analizy na przestrzeni ostatnich lat konsekwentnie zwracały uwagę rządu USA na coraz większą skalę wyzwań związanych z ochroną krytycznie ważnych satelitów wykorzystywanych do komunikacji, nawigacji i teledetekcji. W kontekście tych ostrzeżeń zadecydowano m.in. o przywróceniu w strukturze Departamentu Obrony USA zniesionego przed laty wspólnego dowództwa kosmicznego różnych rodzajów sił zbrojnych (US Space Command), a także utworzenia świętujących właśnie swoją pierwszą rocznicę istnienia Sił Kosmicznych USA (US Space Force - powołane jako 6. niezależny rodzaj amerykańskich sił zbrojnych 20 grudnia 2019 roku).

Będący jeszcze do niedawna głównodowodzącym odrodzonego US SPACECOM, gen. John „Jay” W. Raymond (zastąpiony na tym stanowisku w sierpniu 2020 roku przez gen. Dickonsona) nadal pełni rolę szefa operacyjnego US Space Force. Jako najwyższy rangą oficer Sił Kosmicznych USA nadzoruje obecnie proces organizowania tego najnowszego komponentu oraz transfer oficerów i nowo przydzielonego personelu.

Decyzję o utworzeniu Sił Kosmicznych USA tłumaczono głównie konfrontacyjną postawą innych mocarstw kosmicznych (głównie Chin i Rosji) oraz zakrojonymi na szeroką skalę ich militarnymi programami, godzącymi zdaniem USA w bezpieczeństwo wspólne na orbitach. Rząd Stanów Zjednoczonych oraz dowództwo tamtejszych sił kosmicznych wielokrotnie wskazywały na incydenty, do jakich dochodziło na orbitach oraz rozwój potencjału technicznego dającego możliwość blokowania amerykańskich działań w kosmosie. Pentagon uznał to za przejaw polityki kwestionowania amerykańskiej dominacji w sferze pozaziemskiej i konfrontacyjnego ograniczania swobody rozwijania infrastruktury kosmicznej.


image
Reklama - z oferty Sklepu Defence24.pl

 

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 46
im bardziej Puchatek zaglądał do środka tym bardziej nie było tam Prosiaczka
niedziela, 20 grudnia 2020, 13:49

Rosja nie ma i w najbliższych dekadach nie będzie miała żadnej broni antysatelitarnej co wielokrotnie na Tym portalu stwierdził wielki autorytet towarzystwa wzajemnej adoracji. Nie wiem więc dlaczego obecny szef dowództwa kosmicznego, gen. US Army James Dickinson opowiada takie brednie-nie czytał radosnej twórczości Daviena?

czytelnik D24
środa, 30 grudnia 2020, 22:04

A czy ktoś kiedykolwiek widział trafienie celu przez rosyjską rakietę? Bo póki co zawsze coś tam rzekomo macie a jak przychodzi wyłożyć karty na stół to się okazuje że nie macie nic i do tego się sprowadzają wasze tajemnice państwowe - nie ukrywacie czegoś co macie tylko ukrywacie fakt że nie macie nic.

Niuniu
sobota, 19 grudnia 2020, 19:16

Dvien - o czym ty znów bredzisz? Testowna rakieta NUDOL wg rosyjskiego oświadczenia ma zasięg 2000 km i zapewne może razić rakiety balistyczne na wysokościach ponad 50 km. I co z tego, że ma głowicę atomową? Jednostka rakiet przeciwlotniczych NEWA w podwarszawskim Nadarzynie, kiedy w niej służyłem na początku lat osiemdziesiątych miała na wyposażeniu rakiety przystosowane do przenoszenia taktycznych ładunków jądrowych (rakiety nie były w takie ładunki uzbrojone ale ich konstrukcja umożliwiała ich zastosowanie). A to były rakiety przeciwlotnicze średniego zasięgu.

GB
wtorek, 22 grudnia 2020, 22:58

Wybuch głowicy atomowej wysoko nad powierzchnią ziemi jest związany z impulsem elektromagnetycznym, fala uderzeniową itp. Po takim wybuchu masz gwarantowane że żadna rakieta OPL przez jakiś czas nic nie zestrzeli. To samoboj dla OPL.

wtorek, 22 grudnia 2020, 12:55

A mnie wydawano dozymetr przy ćwiczeniu i utrwalaniu procedur związanych ze zdjęciem niewypałù z wyrzutni w DeeRTerze.

Kot nr 398
sobota, 19 grudnia 2020, 17:26

Ten orzeł ze strzałami w szponie to gołąbek pokoju?

kibic
sobota, 19 grudnia 2020, 13:59

Kinetyczna broń antysatelitarna będzie miała problem. Elon Musk wysłał w kosmos już kilka tysięcy minisatelitów (docelowo 14tys). Jeżeli wojsko postąpi podobnie, to nikt nie bedzie w stanie wyprodukować tylu antyrakiet. Nawet Chiny.

Andrettoni
sobota, 19 grudnia 2020, 10:29

Argument o "zanieczyszczeniu" orbity szczątkami jest chyba nie na miejscu. Z punktu widzenia przeciwników USA jest to zaleta, a nie wada, bo utrudnia rozlokowanie nowych satelitów. Zaleta nikogo nie powstrzyma od działania. USA przoduje we wszystkich technologiach satelitarnych, więc uderzenie w te sferę należy rozpatrywać jako "atak asymetryczny", tylko "odwrócony", bo przynosi większe korzyści słabszemu przeciwnikowi. Takie "zaśmiecenie" mogłoby nawet dać korzyści w późniejszym okresie. Silne kraje mogły by oczyścić i nadzorować "okna" tworząc coś w rodzaju "cieśnin" i nadzorując ruch . Zauważcie, że duże zagęszczenie "konstelacji" satelitów kiedyś doprowadzi do podobnej sytuacji. Nie ma reguł ruchu "drogowego", więc nikt nie ma obowiązku ustąpić z drogi przy starcie. Ludzie są pomysłowi. W Indiach ktoś zarejestrował nazwę Playstation 5, by móc ją sprzedać. Kiedyś może misja na Marsa nie będzie mogła wystartować , bo akurat jakaś "konstelacja satelitów" zamknie jej "okno". W momencie gdy przestrzeń kosmiczna do nikogo nie należy, to nikt jej nie nadzoruje. Chyba popełniono błąd nie regulując tego. Przecież właścicielem można było uczynić np. ONZ.

GB
wtorek, 22 grudnia 2020, 23:02

Orbity są zamieszczone na skutek zestrzelenia chińskiego satelity przez chińska rakietę antysatelitarną. Nie przeszkadza to umieszczać kolejnych satelitów na LEO, a SpaceX chce mieć ich w ciągu kilku lat kilka tysięcy, docelowo więcej. W przypadku W satelity będą zestrzeliwane to oczywiste. Tylko to państwo które będzie dysponowało kilkoma tysiącami satelitów będzie w lepszej sytuacji. Rosja, czy Chiny nie mają technologii i techniki aby zniszczyć tyłu satelitów.

Tweets Space24