Crew Dragon po próbie ewakuacji w locie. Ostatnia prosta do misji załogowej [WIDEO]

20 stycznia 2020, 14:22
39684490143_6ca2a58d37_k
Fot. SpaceX via Flickr [spacex.com]

W niedzielę 19 stycznia doszło do testowego awaryjnego zrzutu eksperymentalnej kapsuły załogowej Crew Dragon. Nowy pojazd SpaceX przeszedł próbę ewakuacji z pozytywnym rezultatem... i w widowiskowym stylu. Start - z dwoma manekinami na pokładzie - stanowił kluczowy kamień milowy programu, bezpośrednio poprzedzający zapowiadane od dawna pierwsze podejście do lotu z prawdziwą załogą na pokładzie.

Ważna próba awaryjnego zrzutu kapsuły Crew Dragon rozpoczęła się odpaleniem "jednorazowej" wersji rakiety Falcon 9 w niedzielę 19 stycznia 2020 roku o godz. 16:30 czasu polskiego (CET). Początkowo test był planowany na sobotę, ale przełożono go o jeden dzień z powodu niesprzyjających warunków pogodowych, m.in. silnego wiatru.

Jedyny dostępny w tym momencie egzemplarz statku Crew Dragon (po stracie pierwszego lotnego prototypu w kwietniu 2019 roku) wystartował z Przylądka Canaveral na Florydzie. Po niecałych dwóch minutach lotu, na wysokości 19 km nad Ziemią, od systemu nośnego oddzieliła się kapsuła pasażerska z dwoma manekinami w swoim wnętrzu. Wykorzystała do tego zestaw swoich własnych silników SuperDraco. Krótko potem, po osiągnięciu bezpiecznego dystansu przez statek załogowy, główny stopień rakiety uległ samozniszczeniu w efektownej eksplozji. Jego szczątki opadły następnie do Atlantyku.

Kapsuła natomiast kontynuowała samodzielnie wznoszenie aż na wysokość 44 km, po czym zaczęła kierować się w stronę Ziemi i na spadochronach opadła także do oceanu - ok. 32 km od wybrzeży Florydy. Cały test trwał 9 minut.

Próba była z założenia finalnym etapem serii testów bezpieczeństwa sprzętu firmy SpaceX, które miały na celu otrzymanie certyfikacji NASA na regularne transportowanie ludzi na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Pierwszymi astronautami, którzy zasiądą w statku kosmicznym Elona Muska, mają być Bob Behnken i Doug Hurley. Ich lot powinien odbyć się jeszcze w tym roku.

Wraz z definitywnym wycofaniem w 2011 roku ze służby amerykańskich wahadłowców Państwowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA) została pozbawiona własnych środków transportowania astronautów i zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Wymiana członków załogi stacji realizowana jest obecnie wyłącznie za pomocą rosyjskich statków Sojuz.

Aby zmienić ten stan rzeczy, władze USA i kierownictwo NASA postanowiły zwrócić się do amerykańskich spółek prywatnych, zamiast podejmować kosztowny własny program budowy nowych pojazdów do współpracy z ISS. Dzięki temu Boeing udostępni NASA swe załogowe statki Starliner, wynoszone w kosmos przez rakiety Atlas, a w przypadku SpaceX będą to statki Dragon w wersji załogowej (Crew Dragon) i jego rakiety nośne Falcon-9.

Statki Starliner i Dragon nadają się do wielokrotnego użycia, co dotyczy również pierwszego stopnia rakiety Falcon-9. Towarowa wersja Dragona wykonała już kilkanaście lotów zaopatrzeniowych na ISS.

Opracowanie: PAP/MK

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 29
wielkie brawa dla filantropa z RPA
środa, 22 stycznia 2020, 06:02

Przestrzeń kosmiczna – przestrzeń poza obszarem ciał niebieskich. Za granicę pomiędzy ziemską atmosferą a przestrzenią kosmiczną przyjmuje się umownie wysokość 100 km nad powierzchnią Ziemi, gdzie przebiega umowna linia Kármána. Tak więc rzeczonego wydarzenia nie można niestety zaliczyć do kategorii lotów kosmicznych... ;-)

GB
środa, 22 stycznia 2020, 12:16

Test miał na celu sprawdzenie czy statek kosmiczny sprawnie i bezpiecznie oddzieli się od rakiety wtedy gdy ta leci w z największymi przeciążeniami czyli tzw. Max-Q. Wtedy istnieje największe prawdopodobieństwo że z rakietą coś się stanie. I test rakieta i statek Dragon 2 przeszły pomyślnie.

wielkie brawa dla filantropa z RPA
środa, 22 stycznia 2020, 17:58

Po stracie pierwszego lotnego prototypu Crew Dragon w kwietniu 2019 roku oraz wcześniejszej wielce spektakularnej eksplozji rakiety nośnej Falcon 9, to z pewnością pomyślna wiadomość dla przeżywającego kryzys tzw. sektora kosmicznego USA... ;-)

rED
wtorek, 21 stycznia 2020, 00:11

Brakuje tylko komentarza jak to USA nie potrafi opanować technologi niemającego analogów RD-180

ok
środa, 22 stycznia 2020, 14:41

oraz informacji ze już niedługo będziecie się mogli cieszyć jeszcze bardziej z RD-180 bo nikomu już nie będzie potrzebny

ale czad
wtorek, 21 stycznia 2020, 21:56

Ależ biedactwo, każdy wysokorozwinięty naród to ma opanowane-Rosja dziesiątki lat temu a teraz USA ma szansę dołączyć! Brawo USA!

Łowca trolli
środa, 22 stycznia 2020, 05:54

Faktycznie żal jest jankeskich zdobywców przestrzeni kosmicznej, którzy zostali osieroceni po odejściu pokolenia niemieckich inżynierów z Wernherem von Braunem na czele... ;-)

fscynujące
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 23:03

Oto co może osiągnąć łebski szef mający śmiałe wizje. Przecież w jego fabrykach Tesli, Space X, ludzie nie pracują za darmo. Akcjonariusze także nie pakują swoich pieniędzy w niepewne interesy. Jest z kogo brać przykład.

Adrian tdw
wtorek, 23 czerwca 2020, 21:30

Odpowiedź to wszystko i nic czyli dźwięk

IJK
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 22:11

"Aby zmienić ten stan rzeczy, władze USA i kierownictwo NASA postanowiły zwrócić się do amerykańskich spółek prywatnych, zamiast podejmować kosztowny własny program budowy nowych pojazdów do współpracy z ISS." - to było trochę inaczej, NASA miała konkretne plany po wycofaniu z użycia wahadłowców już od 2004 roku, co było skutkiem katastrofy Columbii. Program Constellation dotyczyć miał zarówno obsługi niskiej orbity, jak i lotów księżycowych czy pośrednio w bliżej nieokreślonym scenariuszu marsjańskich. Problem pojawił się dopiero gdy Obama doszedł do władzy i nieoczekiwanie w 2010 roku (czyli zaledwie rok przed zakończeniem programu wahadłowców) postanowił go anulować. Jako alternatywę przedstawiając właśnie program komercyjny co do orbity niskiej i w kontekście lotów w przestrzeń głęboką państwowy program SLS (który to początkowo był jakąś żenadą nieprzewidującą nawet lądowania na srebrnym globie tylko jakiejś fantazyjnej planetoidzie, a dopiero od niedawna przyjmuje sensowny kształt w połączeniu z innymi projektami). Sam program komercyjny miał być tańszy i bardziej uniwersalny, ale w praktyce pojawiły się inne problemy - zarówno SpaceX jak i Boeing mają znaczne opóźnienia w realizacji kontraktu, zatem ze względu na zależność od Rosji politycznie skończyło się jednak trochę niefortunnie.

AB
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 15:55

Rakieta była w konfiguracji jednorazowej, (pozbawiona "tarek" i nóg do lądowania). Natomiast sama rakieta była użyta już po raz czwarty. Cztery loty jednego boostera stają się już standardem w Space X.

Adrian tdw
wtorek, 23 czerwca 2020, 21:33

Chuj z tą rakietą wiecie że całą inteligencje już mamy tylko trzeba ją połączyć w całość