Misja Chang'e 5 zakończona. Kapsuła z księżycowymi próbkami już w Chinach

17 grudnia 2020, 09:51
6785689
Fot. CNSA [cnsa.gov.cn]

Dobiegła końca chińska wyprawa księżycowa, której założeniem było przewiezienie na Ziemię pierwszej od blisko 45 lat próbki materii ze Srebrnego Globu. Warunek ten wypełniono wraz z potwierdzonym lądowaniem kapsuły powrotnej w północnej części Chin.

Po blisko miesiącu od startu z kosmodromu Wenchang (w nocy z 23 na 24 listopada br.), Chang'e 5 - księżycowa misja Państwa Środka wykonała pełen złożony cykl przelotu. Zwieńczenie wyprawy nastąpiło wieczorem 16 grudnia br., wraz z lądowaniem kapsuły powrotnej zawierającej zadeklarowane 2 kg materii księżycowej, w chińskiej prowincji Mongolia Wewnętrzna (a ściślej, jednostce administracyjnej Siziwang Qi).

Aby cenny ładunek mógł w ogóle trafić na Ziemię, musiał zostać zebrany krótko po udanym posadzeniu lądownika na Księżycu, czyli w czasie od 1 do 3 grudnia 2020 r. W ciągu kilkunastogodzinnej operacji pozyskano blisko 0,5 kg próbek pochodzących z odwiertu na głębokość 2 metrów oraz dalsze 1,5 kg materii z księżycowej powierzchni. Po stwierdzeniu powodzenia tej części wyprawy, od lądownika Chang'e 5 oddzielił się do lotu powrotnego na orbitę niewielki pojazd ucieczkowy z zabezpieczonym pojemnikiem wypełnionym próbkami regolitu. Jak się później okazało, jego wystrzelenie poskutkowało prawdopodobnym uszkodzeniem lub zniszczeniem lądownika, gdyż utracono z nim kontakt jeszcze przed nadejściem księżycowej nocy nad obszarem realizacji jego misji (Mons Rümker w rozległym rejonie Oceanus Procellarum - Ocean Burz). Należy tutaj przypomnieć, że lądownika Chang'e 5 nie wyposażono w radioizotopowe ogniwa termoelektryczne, a korzystał jedynie z energii słonecznej.

Miejsce lądowania misji Chang'e 5 zostało sfotografowane z orbity Księżyca przez NASA z wykorzystaniem sondy Lunar Reconnaissance Orbiter (zdjęcia z 2 grudnia br.). Natomiast już 3 grudnia ok. godz. 16:10 czasu polskiego (CET) aparat powrotny chińskiej misji rozpoczął swój wzlot na orbitę okołoksiężycową. Następnie, 5 grudnia ok. 22:42 CET przeprowadzono udane cumowanie do bazowego orbitera Chang’e 5. Dzięki temu dokonano transferu i zabezpieczenia próbek księżycowych, po czym zbędny już pojazd powrotny odłączył się, by potem opaść z powrotem na powierzchnię Srebrnego Globu.

Przez następne kilka dni orbiter pozostawał na trajektorii wokół Księżyca, oczekując na wyliczony dogodny moment do rozpoczęcia transferu w stronę Ziemi. Stało się to 13 grudnia br. ok. godz. 06:40 CET - wraz z odpaleniem napędu orbitera Chang’e 5 na czas potrzebny do skierowania maszyny na właściwy tor lotu w stronę Błękitnej Planety (silniki pracowały 22 minuty). Manewr przebiegł prawidłowo, dzięki czemu już 16 grudnia przed godz. 18.00 czasu polskiego kapsuła przedarła się przez ziemską atmosferę i wylądowała bezpiecznie w Chinach. Udane lądowanie potwierdzono po ok. 90 minutach.

Kapsuła powrotna została szybko przechwycona, by rozpocząć jej transport do uprzednio przygotowanego laboratorium. Na kilku następnych dni zarezerwowano czas niezbędny do dokładnego sprawdzenia i zważenia zawartości chińskich próbek.

Zakończona już misja Chang’e 5 to kolejna tego typu wyprawa w ramach chińskiego programu księżycowego. Każda kolejna stawia przed inżynierami z Chin coraz większe, praktyczne wymagania. Cykl rozpoczęła misja Chang’e 1, obejmująca pierwszy chiński orbiter wprowadzony na trajektorię wokół naturalnego satelity Ziemi. Jej realizacja trwała od października 2007 do marca 2009 roku. Po niej przyszedł czas na wyprawę Chang’e 2 (październik 2010 - czerwiec 2011 roku), która wykonała oblot wokół Księżyca, a następnie (w grudniu 2012) roku udała się w pobliże planetoidy Toutatis.

Rok później natomiast (w grudniu roku 2013) doszło do pierwszego chińskiego lądowania na powierzchni Księżyca - dokonał tego lądownik Chang’e 3 wraz z łazikiem Yutu. Było to zarazem pierwsze bezpieczne lądowanie na Srebrnym Globie od 37 lat, czyli momentu trwania radzieckiej misji Łuna 24 (tej samej, która jako ostatnia zbierała próbki na Księżycu).

Finał misji Chang’e 3 nastąpił realnie dopiero w 2018 roku. Wówczas też zajęto się kolejną wyprawą, Chang’e 4 – w jej ramach doszło do wystrzelenia drugiego chińskiego lądownika księżycowego (z łazikiem Yutu 2), ale tym razem przeznaczonego do działania po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. Wraz z jego udanym lądowaniem Chiny stały się pierwszym państwem, które zdołało osadzić sprzęt na tej bardziej oddalonej od Ziemi półkuli.


image
Reklama - z oferty Sklepu Defence24.pl

 

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 38
Eytu
sobota, 19 grudnia 2020, 21:33

To teraz powinniśmy pomyśleć o locie na Ross 128b. Jest bardzo daleko - 11 lat świetlnych. Do napędu można użyć reaktora jądrowego. Pędnikiem bezmasowym może być promieniowanie podczerwone - ciepło. Ponieważ bez specjalnego ekranowania ciśnienie promieniowania będzie dawać wypadkową zero- brak ruchu, trzeba zbudować szczególną formę silnika - minimalnie 3 warstwy "termosów", lecz z metalowymi miedzianymi "zakrętkami" przez które będzie wypromieniowywane ciepło, tak aby promieniowanie podczerwone stanowiło rodzaj ukierunkowanej wiązki. Te termosy - "matrioszki" muszą być dość mocne, aby wytrzymywały podciśnienie. Reaktor jądrowy wewnątrz najmniejszego termosu.

Wania
piątek, 25 grudnia 2020, 18:28

Zapomniales podac z jaką prędkością bedzie leciec to cudo? I ile lat ziemskich potrwa misja...

Niuniu
piątek, 18 grudnia 2020, 16:35

Osiągnięcie chińskie nie jest mniejsze niż japońskie (lot na asteroidę i powrót z próbkami jej "gruntu"). Nie umniejszając osiągnięć Japonii i też im GRATULUJĄC twierdzę, że jednak lot na Księżyc i powrót z próbkami to bardziej złożone i trudniejsze przedsięwzięcie. Na asteroidę leciał ten sam pojazd który na niej wylądował pobrał próbki i następnie po starcie wrócił z nimi na ziemię. Było możliwe gdyż asteroida posiada pole grawitacyjne i wytwarza minimalne przyciąganie, lądowanie oraz start z jej powierzchni wymaga znikomej siły a "predkość ucieczki" jest o kilka rzędów wielkości niższa niż z Księżyca. Na Księżycu ląduje specjalny lądownik który musi oddzielić się od statku startującego i lądującego na Ziemi. Do tego pobrane na Księżycu próbki dostarczone do pojazdu krążącego po okołoksiężycowej orbicie musiały być przetransportowane z lądownika do statku lądującego na Ziemi. Stopiń komplikacji nieporównywalnie większy do misji japońskiej. Do tego zupełnie nieporównywalne wymagania rakiet nośnych. Japończycy musieli wynieść poza Ziemie obiekt kosmiczny o rząd wielkości mniejszy (lżejszy) niż Chiński. To tak w dużym skrócie dla czego technicznie łatwiej jest polecieć na asteroidę i z niej wrócić niż na księżyc lub inne duże "ciało" kosmiczne. To nie ta sama "kategoria wagowa". Oczywiście Chińczycy powielili wcześniejsze osiągnięcia USA i Rosji ale przez 50 lat nikt inny nie próbował tego powtórzyć. Tym większe osiągnięcie Chin i tym większe oczekiwania w stosunku do Ich programu kosmicznego. Jest to też kolejny dowód na zmiany we współczesnym świecie i koniec dominacji XX wiecznych mocarstw.

Pip
sobota, 19 grudnia 2020, 11:06

No w mniejszym skrócie - odległość Ziemia-Księżyc ok. 400 000 km; odległość Ziemia-planetoida Ruygu ok. 180 000 000 km średnio. Misja chińska kilka tygodni w kosmosie, japońska 6 lat. I na koniec - japońska sonda nie wróciła na Ziemie jak twierdzisz , poniżej krótki opis z naukowego podsumowania jej misji: Sonda najpierw wysłała na Ryugu lądownik, potem na chwilę sama na niej wylądowała, żeby pobrać większe próbki do badań, a w kwietniu 2019 roku umieściła na planetoidzie ładunek wybuchowy. Dzięki eksplozji możliwe była obserwacja i pobranie próbek z wnętrza planetoidy. 11 lipca sonda pobrała ostatnie próbki, a 13 listopada 2019 roku opuściła Ryugu i ruszyła w drogę powrotną na Ziemię. Ostatni etap tej podróży odbył się w ciągu ostatnich kilku dni. W sobotę (5 grudnia) Hayabusa2 zbliżyła się do naszej planety na tyle, by wypuścić samodzielną kapsułę (tj. na około 220 tysięcy km), która poleciała w stronę planety. Na wysokości około 10 kilometrów otworzył się spadochron i kapsuła zaczęła spokojnie opadać, wysyłając sygnały, które umożliwiły jej lokalizację. Nad ranem kapsuła wylądowała dokładnie tam, gdzie zaplanowano to 6 lat wcześniej – w tak zwanej Strefie Zakazanej Woomera, czyli zamkniętej strefie militarnej australijskich wojsk lotniczych. Sonda Hayabusa2 wcale nie zakończyła jeszcze swoich prac. Ruszyła teraz w kolejną podróż, która potrwać możne nawet 10 lat (w jedną stronę), w kierunku planetoidy 1998KY26. Celem sondy będzie sprawdzenie naszych umiejętności zmiany kierunku lotu planetoidy.

Yaro
sobota, 19 grudnia 2020, 00:51

Bzdury. Mniejsza grawitacja planeroidy to utrudnienie, bo można się od niej odbić zamiast wylądować. Odległość jest dużo większa, misja trwa czasami wiele lat w czasie których trzeba wykonywać manewry asysty grawitacyjnej by przyspieszyć/zwolnić. No i oczywiście sonda musi "przeżyć" te lata w otwartej przestrzeni kosmicznej. Duża odległośc wyklucza jakiekolwiek zdalne sterowanie w czasie rzeczywistym - sonda musi być autonomiczna. Natomiast na księżyc nikt nie lata bo nie ma poco - jest on wystarczająco dobrze zbadany.

ŁuKrk
poniedziałek, 21 grudnia 2020, 15:32

Nieprawda żę nie ma już po co latać a tym bardziej że wszystko czy prawie wszystko wiemy. A na Antarktydzie są i czas działają stacje badawcze !!

wtorek, 22 grudnia 2020, 04:38

co nie zmienia faktu że są ciekawsze obiekty badań: Enceladus, Ganimedes....

AB
piątek, 18 grudnia 2020, 18:53

Aczkolwiek pierwszym prawdziwym testem na to czy Chińska astronautyka weszła w dwudziesty pierwszy wiek, będzie lądowanie i działalność ich marsjańskiego łazika.

Wed
sobota, 19 grudnia 2020, 10:52

W takim razie USA weszło w XXI wiek pięćdziesiąt lat temu, kiedy na Marsie bezpiecznie wylądował pierwszy amerykański pojazd.

AB
niedziela, 20 grudnia 2020, 19:07

I był on łazikiem? Choćby takim resorakiem jak Sojourner? (Radzieckie Marsy też miały pseudołaziki przymocowane do głównej sondy kablem, ale żadnemu z nich się nie udało).

Eytu
niedziela, 20 grudnia 2020, 16:05

Czas prawie się zgadza. Tylko, że to był łazik radziecki - PrOP-M i wcale nie bezpiecznie ponieważ kontakt z łazikiem został utracony. Pierwsze bezpieczne lądowanie było w 1997 - Pathfinder, tym razem rzeczywiście USA.

Wed
poniedziałek, 21 grudnia 2020, 21:24

No cóż, wystarczy sprawdzić choćby w wikipedii - amerykańskie sondy viking 1 i 2 dolatują do Marsa, a przewożone przez nie lądowniki bezpiecznie lądują na Marsie na ponad dwadzieścia lat przed Pathfinderem. Lądowniki te się nie poruszają (nie są łazikami), niemniej dokonują bezpiecznego lądowania na powierzchni Marsa i realizują swoją misję przesyłając dane na Ziemie. Na Marsie poza Amerykanami (którzy oprócz ww. lądowników bezpiecznie osadzili także trzy łaziki i dwa lata temu kolejny lądownik) bezpiecznego lądowania nie dokonał jak dotąd nikt.

Autor
piątek, 18 grudnia 2020, 10:14

Prawie każdy naukowiec z tego programu studiował w USA a jak nie to korzysta z "pozyskanej" myśli technicznej z USA.

easyrider
piątek, 18 grudnia 2020, 07:16

I to jest konkret i to jest rozwój. Oni rozwój gospodarki, technologii, ekspansja ekonomiczna. My - Zachód - taplanie się w ideologicznych wojenkach, ze sztandarowym produktem eksportowym - dwoma tatusiami z adoptowanym dzieckiem.

suawek
piątek, 18 grudnia 2020, 12:50

Zachód realizował już misję na komety (Rosetta) i Tytana - księżyc Saturna (lądownik Huygens). Tak więc nawet z dwoma tatusiami i adoptowanym dzieckiem potrawi więcej niż Chiny z przymusową aborcją i egzekucjami więźniów politycznich.

wed
piątek, 18 grudnia 2020, 00:49

Kilka dni temu japońska sonda przywiozła próbki odległej o miliony kilometrów asteroidy i jakoś nie było tam komentarzy o wyższości japońskiej nauki nad resztą i marzeniach tej reszty. Ze o amerykańskich łazikach na Marsie nie wspomnę. Lot na księżyc w porównaniu z lotem na asteroidę czy na Marsa, to jak wyjazd na działkę za miasto i podróż do Nowego Jorku, wystarczy sprawdzić odległości.

piątek, 18 grudnia 2020, 12:39

Jeszcze były misje badawcze komet. Ale o tym chinofile też nie raczą pamiętać.

Tweets Space24