Wracają. Crew Dragon z załogą odcumował od stacji kosmicznej

2 sierpnia 2020, 05:14
1500x500
Fot. NASA [nasa.gov]

W terminie 2 sierpnia o godz. 01.35 czasu polskiego zakończył się dwumiesięczny pobyt pierwszej załogi statku Crew Dragon na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Dwójka astronautów NASA - Robert Behnken oraz Douglas Hurley - pomyślnie odłączyła swoją kapsułę od ISS, by wprowadzić ją następnie na kurs powrotny ku Ziemi. Przy sprzyjających warunkach (pełnej sprawności pierwszego komercyjnego statku załogowego i spokojnej pogodzie), pojazd powinien po kilkunastu godzinach obniżania orbity dokonać wodowania na Atlantyku u wybrzeży USA.

Bardzo ważna dla NASA misja Demo-2 dobiega końca. Kapsuła Crew Dragon (nazwa wywoławcza - Endeavour) z astronautami Bobem Behnkenem i Dougiem Hurleyem na pokładzie została bez przeszkód odłączona od śluzy modułu ISS Harmony. Kolejne kilkanaście godzin (co najmniej) zajmie ściągnięcie załogi na Ziemię. Amerykańska agencja liczy tutaj na sprzyjające warunki pogodowe i pełną niezawodność testowanego statku. Wcześniej obawiano się, że w rejonie wyznaczonych stref wodowania (jest ich 7) mogą występować utrudnienia związane z burzami tropikalnymi.

Krótko przed dokonanym odcumowaniem, duet odlatujących astronautów został uroczyście odprawiony przez pozostającą nadal na ISS trzyosobową załogę (Chris Cassidy, Anatolij Iwaniszyn oraz Iwan Wagner). Po zameldowaniu się obsady Crew Dragona na pozycjach startowych, rozpoczęto kilkudziesięciominutową sekwencję zamykania i zabezpieczania szczelności włazu. Finalnie umożliwiło to skuteczne odcumowanie statku i jego powolne oddalenie się od stacji orbitalnej.

Przy tej okazji NASA podzieliła się ciekawymi statystykami pobytu załogi Endeavour na ISS. Jak wskazano, statek pozostawał zadokowany przez 62 dni pobytu astronautów na orbicie. W tym czasie stacja okrążyła Ziemię blisko 1024 razy, a jej zespół spędził w sumie 114 godzin na prowadzeniu eksperymentów badawczych. W czasie misji załogi Crew Dragona miały miejsce na ISS też 4 spacery kosmiczne (uczestniczyli w nich Chriss Cassidy i Bob Behnken).

Do momentu dotarcia wyprawy z powrotem na Ziemię NASA prowadzi bezpośrednią transmisję z przebiegu wydarzenia. Można śledzić ją poniżej.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Davien
poniedziałek, 3 sierpnia 2020, 10:33

No i bezpiecznie wyladowali.

AB
poniedziałek, 3 sierpnia 2020, 17:44

A przy okazji transmisji można było zobaczyć jakie to wielkie w porównaniu z Sojuzowym słoikiem po ogórkach.

Urko
środa, 5 sierpnia 2020, 17:02

"Słoik po ogórkach" to nie jest dobre określenie. Słoiki nie są tak opancerzone. Sojuz przez to nie jest dużo lżejszy od Dragona. (7,2 do 9,5) Zdziwiłbyś się też pewnie tym, że objętość hermetyzowana jest w Sojuzach nawet większa (10,5 do 9,3) Tyle tylko, że w Sojuzach jest ona beznadziejnie rozplanowana i nie do użycia w całości w czasie startu i lądowania. A to co na prawdę czyni różnicę wielkości to ten ponad 12 metrowy bagażnik...

AB
środa, 5 sierpnia 2020, 20:21

Słoikiem po ogórkach, nazwałem hermetyzowaną cześć Sojuza, który wraca na Ziemię. To raz. Dwa. Dragon jest w stanie wziąć siedmiu ludzi i sprowadzić ich z powrotem. Trzy, za fotelami jest kupa przestrzeni w której można schować sporo ładunku (widać to na świetnie na jednym z filmów z wnętrza Dragona). Cztery. Zewnętrzy bagażnik, który jak zauważyłeś tez robi swoje. Pięć. Odzyskiwany pierwszy człon rakiety. Sojuz jest statkiem z poprzedniej epoki i nie wytrzymuje porównania z Dragonem pod żadnym względem.

Urko
czwartek, 6 sierpnia 2020, 05:27

Tak, chyba nie od razu zrozumiałem :) Ale ta "nieadekwatność" Sojuza (jak mówią Rosjanie) to nie sprawa epoki. Problem w tym, że projektowano go do zupełnie innych celów. Gdyby zrobiono go bez kombinowania - z jedną dużą częścią, wystarczyło by zmienić tylko wyposażenie i wtedy kształt obudowy nie miałby większego znaczenia. Już w czasach stacji Salut i Mir powinni zauważyć, że coś zrobili nie tak jak trzeba, bo przecież tam też trzeba było przewozić dużo towaru na orbitę. Ale, że to jakoś działało i relatywnie sprawiało mało problemów, to się tego trzymali i z tym zostali ... do dzisiaj :)

AB
czwartek, 6 sierpnia 2020, 12:57

No i właśnie problem był i jest w tej "jednej dużej części", która już Korolew uważał, że jest za ciasna. Podobno aby to udowodnić chciał tam wsadzić współpracownika na czas symulowanego lotu.Jednak ostatecznie liczył się każdy gram i zostało jak zostało Sojuz miał wrócić i to jeszcze z Księżyca, przy czym pierwotnie miał transportować dwóch ludzi. Równocześnie miał zostać autobusem do stacji orbitalnych i wozić tam trzech ludzi. Był tylko jeden myk. Ci ludzie mieli latać bez skafandrów. Po tragedii Sojuza 11 doszli jednak do wniosku, że to jest naprawdę głupi pomysł, zatem załogę ograniczono do dwóch ludzi w skafandrach. Jeszcze potem progresy przejęły role transportowców i powrócono do trójosobowej załogi w Sojuzach. Tylko, że tych ludzi trzeba tam wsadzić w skafandrach. I w ten sposób, powstał nasz "Słoik po ogórkach" :)