Kontrowersje wokół chińskiej zabudowy na spornym pograniczu

26 listopada 2020, 19:14
EnlU_xNW8AAZSFB
"Osada" zbudowana w 2020 roku na spornym pograniczu między Bhutanem a Chinami (współrzędne: 27°18'25.3"N 89°00'28.0"E). Fot. Maxar

Według satelitarnych analiz obrazowych amerykańskiej firmy Maxar Technologies, w naznaczonym roszczeniami terytorialnymi himalajskim regionie przygranicznym (uznawanym za ziemie Bhutanu, około 2 km od spornej granicy z Chinami) powstała w krótkim czasie znacznych rozmiarów nadrzeczna osada. Stworzona na przestrzeni 2020 roku infrastruktura nie jest jednak kojarzona z władzą zwierzchnią Bhutanu nad tym terytorium - zbudowana został przez chińskich konstruktorów, równolegle do powstałego nieopodal (już w obrębie chińskich ziem) militarnego składu zaopatrzenia. Dodatkowego kolorytu całej sprawie nadaje fakt, że zaledwie 11 km od nowo powstałej "wioski" przebiega też granica Chin z Indiami, a sam obszar był niedawno areną 70-dniowego klinczu militarnego między tymi mocarstwami.

Ujawnione chińskie zabudowania znajdują się na spornym pograniczu oddzielającym Chiny, Bhutan i Indie (w himalajskim regionie Doklam), leżącym w znacznej części w otulinie rezerwatu przyrody nad rzeką Torsa (Torsa Nge Czen Rangdżung Sungkjop - znanego również jako Ścisły Rezerwat Jigme Khesar). Swoje roszczenia mają do tego obszaru zarówno Chiny, jak i Bhutan - co było m.in. przyczyną silnych napięć jeszcze w 2017 roku, gdy stanęły tam naprzeciw siebie oddziały chińskie i sprzymierzone z Bhutanem siły indyjskie.

Chiny próbowały wówczas przeprowadzić domniemaną rozbudowę drogi leżącej na pograniczu z Bhutanem, co spotkało się ze sprzeciwem drugiej strony. W obliczu swoich zobowiązań sojuszniczych, Indie zareagowały 16 czerwca 2017 roku militarną blokadą chińskich prac - dokonaną z zaangażowaniem kilkuset żołnierzy i dwóch buldożerów wyprowadzonych naprzeciw personelu chińskiego. Doszło wówczas do trwającego przeszło dwa miesiące klinczu, w trakcie którego miały miejsce okazjonalne, nieregularne starcia. Ostatecznie, po negocjacjach obie strony ugodowo podjęły decyzję o wycofaniu swoich sił ze spornego rejonu.

W kontekście obecnej sytuacji tło rysuje się zgoła inaczej. Sprawa z domniemanym wkroczeniem chińskich ekip budowlanych ponad 2 km w głąb terytorium Bhutanu nabrała międzynarodowego rozgłosu w obliczu udostępnienia analizy obrazowej z zasobów firmy Maxar Technologies. Stworzona została na podstawie serii zobrazowań satelitarnych wykonywanych do 28 października 2020 roku. Bazując na tych danych, stwierdzono „wyraźną aktywność budowlaną”, jaka miała miejsce „na całej długości obszaru doliny rzeki Torsa" (Amo-cz'u). Jak odnotowano w cytowanym przez zagraniczne media komunikacie firmy, w rejonie płaskowyżu Doklam zauważono też powstanie "nowych militarnych bunkrów magazynowych”.

Przedstawiciele Maxar twierdzą, że na zdjęciach widoczna jest nowo wybudowana wieś Pangda, mieszcząca się wyraźnie i w całości po bhutańskiej stronie granicy - co należy tutaj podkreślić, spornej i kwestionowanej w przeszłości przez obie strony. Z kolei wybudowany równolegle (też tego roku) skład zaopatrzenia umieszczony jest już po stronie chińskiej.

Indyjskie media i lokalni komentatorzy eksponują tutaj dodatkowo wątek przeznaczenia nowo powstałej chińskiej osady. Ich zdaniem, ma ona zakamuflowane zastosowanie militarne, pełniąc rolę posterunku poszerzającego strefę oddziaływania ChRL na terytoria jej nie podlegające.

image
Podgląd na sporne pogranicze między Bhutanem a Chinami - zobrazowanie z satelity GeoEye-1. Fot. Maxar

W kontekście tak zarysowanej sytuacji pewnym zaskoczeniem może być reakcja Bhutanu. Jak donosi CNN, ambasador tego państwa w Indiach, gen. Vetsop Namgyel oświadczył, że „wewnątrz Bhutanu nie ma chińskiej wioski”. Sprawy nie komentuje wprost także rząd Indii, co przedstawiciele lokalnych ośrodków i agencji informacyjnych tłumaczą obojętną postawą sojusznika - z założenia krępującą Indie w kwestii dyplomatycznego i militarnego reagowania na ewentualne naruszenie jego suwerenności.

W odpowiedzi cytowanej przez CNN, przedstawicielstwo resortu spraw zagranicznych Chin miało natomiast stwierdzić, że sprawa dotyczy „normalnej działalności budowlanej Chin na własnym terytorium". Jak wskazano, jest to "całkowicie przedmiotem suwerenności Chin i nie ma w tym nic złego”.

Sytuacja na płaskowyżu Doklam będącym pograniczem pomiędzy wspomnianymi trzema państwami ma duże znaczenie dla Indii. Sporny region leży w bezpośrednim sąsiedztwie strategicznego terytorialnego przesmyku łączącego indyjskie północno-wschodnie stany z pozostałą częścią państwa. Wskazuje się, że jego utrata spowodowałaby odcięcie od macierzy dziesiątek milionów obywateli i wielu linii zaopatrzeniowych. „Przemierzając zaledwie 130 kilometrów, chińskie siły zbrojne mogłyby odciąć Bhutan, Bengal Zachodni i północno-wschodnie stany Indii. Około 50 mln osób w północno-wschodnich Indiach byłoby odciętych od kraju” – ocenił analityk Syed Fazl-e-Haider w artykule opublikowanym przez australijski think tank, Lowy Institute.

Wcześniejszy kryzys z 2017 roku wybuchł, gdy Bhutan zarzucił Chinom budowę drogi na bhutańskiej ziemi i „bezpośrednie naruszenie” zobowiązań traktatowych. Chiny, które nie utrzymują z Bhutanem formalnych relacji dyplomatycznych, zaprzeczyły tym zarzutom - twierdząc, że obszar ten leży w granicach ChRL.

Bhutan uznawany jest tradycyjnie za sojusznika Indii i blisko współpracuje z nimi w polityce zagranicznej. Wskazuje się przy tym, że postawa tego państwa staje się bardziej ambiwalentna i pasywna, zwłaszcza w związku z nasileniem napięć w stosunkach między Pekinem a Delhi.

W sytuację tę wpisują się liczne tarcia graniczne w innych rejonach spornych między Indiami i Chinami. Zwłaszcza w Himalajach doszło w tym roku do znacznej eskalacji trwającego od dekad sporu terytorialnego. Na 70-kilometrowym frontowym odcinku granicy w regionie Ladakh od miesięcy stacjonują dziesiątki tysięcy chińskich i indyjskich żołnierzy wyposażonych w artylerię, czołgi i samoloty. W 2020 roku dochodziło już zresztą tam do krwawych walk, które wcale nie wymagały zaawansowanego uzbrojenia - jak w czerwcu br., gdy w starciach wręcz i z użyciem prowizorycznych środków (pałki, kamienie) zginęło w sumie po obu stronach kilkudziesięciu żołnierzy.

Brytyjski dziennik „Daily Telegraph” podał z kolei na początku listopada, powołując się na anonimowych polityków w Nepalu, że chińska armia zajęła ponad 150 hektarów terytorium tego państwa, przesuwając słupki graniczne i budując na zajętym terenie bazy wojskowe. Chińskie MSZ określiło te doniesienia jako „całkowicie bezpodstawne plotki”.

Opracowanie: PAP/S24


image
Reklama - z oferty Sklepu Defence24.pl

 

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
easyrider
sobota, 28 listopada 2020, 18:40

Beztresowym dzieciom trudno to zrozumieć ale granice zawsze kształtowały się w wyniku wojen a nie wskutek protestów i malowania kredkami po asfalcie. Chiny grają tak jak pozwala przeciwnik. Zdobywają teren. Nie tylko fizyczny obszar ale także przestrzeń ekonomiczną. My "rozwój" ideologiczny, oni rozwój gospodarczy, technologiczny, militarny i terytorialny.

Ech
niedziela, 29 listopada 2020, 15:20

Ciekawe ze "ideolgje" tez mozna exporowac. Np niektrzy w Chinach udaja zachdnuch hipisow:) Zreszta w Japoni to samo i Koreii.

easyrider
poniedziałek, 30 listopada 2020, 11:48

Działa to w każdym kierunku. U nas też dzieciaki oglądają japońską mangę albo dostają amoku od koreańskiego popu. Jeśli kogoś zdominuje się kulturowo, to nie ma potrzeby podbijać go terytorialnie.

Fakt
wtorek, 1 grudnia 2020, 09:09

Dlatego też podstawowym towarem eksportowym USA jest ich "demokracja i styl życia" i to w wiekszości przypadków działa a na opornych mają armię. ZSRR a obecnie Rosja ma z tym większy problem bo ich "oferta" w tym zakreie jest dla wiekszości nieatrakcyjna a siła militarna nie ma mozliwości oddziaływania globalnie.

Kek
wtorek, 1 grudnia 2020, 03:29

Przepraszam ale mało wasze wypowiedzi mają do realiów. Japonia jest tak nastawiona do Chin jak my do Rosji i na odwrót. To co robią Chiny z imperialną ekspansją, denerwuje praktycznie wszystkie kraje sąsiadujące. W tym Koreę i Japonię. Wszystkie kraje w regionie są wrogo nastawione Chinom. Wrzucać wszystkich Azjatów do jednego wora to tak jak by wrzucić wszystkich Europejczyków a wiadomo jest dużo różnic.

Andrettoni
sobota, 28 listopada 2020, 18:34

Granica między Chinami a Bhutanem jest jednoznacznie ustalona? O ile mi wiadomo to nie jest, więc wszystko zależy od tego jakiej używamy mapy. Skoro Bhutan nie protestuje, to w czym problem? Widocznie się dogadali jakoś.

Ech
sobota, 28 listopada 2020, 03:28

Inna rzecz ze Chiny zainwestwaly 9.9 miliarda dolarow w szybka kolej z Chin centralnych do Lhasy (stolica regionu tybetu) - i dalej do Yatong. Co ma umoziwic sprwadznie ok 7 dywizji w ciagu tygdnia i 32 dywizji w ciagu miesiaca. ale generalnie z najnwszej wypowiedzi XI wynika ze Chiny zamierzaja pokonac Indie nie wojskiej a...inwetsycjami...budownictwem, infrastruktra itp itd.

Ech
sobota, 28 listopada 2020, 03:15

Dzis czytam w Indyjskiej gazecie ze na 4056 km wspolnej granicy z Chinami, spor dotyczy tylko malego wycinka. Artykol uspokajajacy biorac pod uwage ze te 4000 km to zazwczaj bardzo wysoko

Niuniu
piątek, 27 listopada 2020, 23:42

Może to jednak Bhutan wybudował tą osadę? Może za chińskie pieniądze. Ale jak chciał tak zrobił i nic do tego amerykańskiej firmie będącej pewnie przybuduwką CIA. Indie i Chiny kilka tygodni temu uzgodniły plan rozładowania napięcia wzdłuż kontrowersyjnej linii granicznej w Himalajach. I jakoś bez kolejnych incydentów udaje się to realizować. Ale jak widać nie wszystkim uspokojenie stosunków między tymi olbrzymimi krajami się podoba. Władze Indii są zakładnikami własnej skrajnie nacjonalistycznej polityki wewnętrznej. Trochę wyssanych z brudnego palucha "newsów" w "wolnych" mediach i hinduscy nacjonaliści zmobilizują swój Rząd do powrotu do polityki konfrontacji z Pekinem. Nic tak nie ucieszy nowego Prezydenta USA jak mała "lokalna" wojenka Chin lub Rosji najlepiej daleko od granic USA. Jedyny problem to Bhutan - nie mogli przyklasnąć i potwierdzić, że to nie ich wioska?

Tweets Space24