Starship Mk1 ucierpiał podczas naziemnego testu

22 listopada 2019, 15:21
starship_mk1_night_v2
Fot. SpaceX [spacex.com]
Space24
Space24

Pierwszy z pełnowymiarowych prototypów statku kosmicznego Starship firmy SpaceX – nieukończony jeszcze model Mk 1 - doznał uszkodzenia na platformie testowej podczas wstępnej próby wtłaczania silnie schłodzonego składnika paliwowego. Test doprowadził do widowiskowej erupcji rozprężonej materii z wyrwy powstałej u szczytu budowanego pojazdu.

Prace nad pierwszym pełnoskalowym prototypem nowego statku kosmicznego SpaceX, Starship Mk1, postępowały do tej pory bez większych komplikacji w ośrodku doświadczalnym Boca Chica w stanie Teksas. Sytuacja zmieniła się w środę 20 listopada ok. godz. 15:27 czasu lokalnego (22:27 czasu polskiego, CET), kiedy to doszło do nagłego przerwania wstępnego testu wtłaczania kriogenicznej substancji (zawierającej schłodzony tlen lub azot) do zbiorników paliwowych rozwijanego systemu nośnego. Nastąpiło to w wyniku rozerwania górnej części nieobudowanego szczytu rakiety pod wpływem ciśnienia wpompowanego składnika paliwowego.

Choć zdarzenie miało widowiskowy przebieg (nad stanowiskiem szybko pojawiła się rozległa chmura uwolnionej materii, a na pobliski teren opadły oderwane strzępy korpusu rakiety), zaistniałe uszkodzenia nie okazały się zbyt rozległe. Wkrótce po upublicznieniu pierwszych amatorskich nagrań z przebiegu incydentu przedstawiciele SpaceX zapewnili, że wystąpienie anomalii nie wpłynie poważnie na dalsze plany rozwojowe. „Celem dzisiejszego testu było maksymalne zwiększenie ciśnienia w systemach, więc wynik nie był całkowicie nieoczekiwany” - podano w oświadczeniu wydanym około dwóch i pół godziny po wydarzeniu. „Nie było żadnych obrażeń, nie jest to też poważne utrudnienie” - zadeklarowano.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Elona Muska (jakie padły m.in. podczas pierwszej publicznej prezentacji zalążka pełnowymiarowego statku Starship z 28 września 2019 roku), spodziewano się nieodległego wykonania z użyciem modelu Starship Mk1 pierwszego testowego lotu atmosferycznego tej konstrukcji (na wysokość ok. 20 km). Jak wyjaśnił jednak krótko po wypadku szef SpaceX w swoim wpisie na mediach społecznościowych, Mk1 nie jest już brany pod uwagę jako lotna platforma testowa. Wskazał przy tym, że model spełnił już swoje zadanie w przecieraniu szlaku dalszego rozwoju konstrukcji i przygotowań do lotu, zaś sama finalna wersja maszyny startowej będzie znacząco się od niego różnić. Jak przyznał Musk, zespół projektu jest aktualnie skupiony na wersji Mk3, projektowanej już do lotu na orbitę.

Pod koniec września br. Elon Musk zapowiadał, że prace nad Mk3 rozpoczną się w ciągu następnego miesiąca, a jego budowa potrwa ok. trzech miesięcy. W tym samym czasie osobny zespół zajął się doskonaleniem prototypu Mk2, w innym ośrodku SpaceX w Cocoa na Florydzie. Jak się sądzi, po ukończeniu rozbudowy Mk2 zostanie przewieziony do pobliskiego Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego, gdzie zostanie rozstawiony do startu na historycznym stanowisku LC-39A – obecnie trwa tam budowa infrastruktury obsługującej statek Starship. Jak dotąd, stan dalszych prac w tym elemencie nie był w ostatnim czasie bliżej komentowany i relacjonowany.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 12
AB
piątek, 29 listopada 2019, 00:22

Panie był i wybuchł... ja rozumiem, że każda choćby najmniejsza wtopa człowieka wyniósł na kopach Rosję z rynku rakietowego, powoduje tam u was przegrzanie styków z radości. Tylko, że kolejne prototypy Starshipów powstają jak nie przymierzając parówki. Zatem i tak poleci zanim Angarze/Sojuzowi 5/Jenisejowi czy co tam Rosja akurat próbuje w tym miesiącu wyklepać, uda się wystrzelić pierwszy ładunek na orbicie.

był...i wybuchł
poniedziałek, 25 listopada 2019, 10:01

Jak widać wytyczne w końcu dotarły do "wszystkich". Więc do boju cowboyu.

Davien
piątek, 22 listopada 2019, 22:34

No popatrz płaczku nawet nei doczytałes, że sprawdzali jakie cisnienie moze wytrzymac zbiornik :) Tyle ze w USA robia to na testach a nie jak w Rosji podczas startu rakiety:)

był...i wybuchł
piątek, 22 listopada 2019, 20:11

To straszne i wstrząsające zarazem. Przecież chłopcy z Montany się załamią. Mogą przegrzać styki próbując wymyślić jak przykryć tę wpadkę. Samodzielnie pewnie się nie uda i trzeba będzie czekać na wytyczne z centrali.