Optymizm Boeinga po przeglądzie odzyskanej kapsuły Starliner

3 stycznia 2020, 19:17
starliner_gallery10_960x600
Fot. Boeing [boeing.com]

Po swoim niedawnym powrocie z niepewnego debiutu w kosmosie kapsuła załogowa Boeing CST-100 Starliner przeszła wstępny przegląd techniczny, mający wykazać zdatność maszyny do dalszych prób naziemnych. Choć pojazd nie dotarł do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, pierwsze sygnały inżynierów Boeinga i NASA zdają się sugerować dobrą kondycję kapsuły.

Zgodnie z komunikatem z 28 grudnia 2019 roku, technicy firmy Boeing przeprowadzili już zasadniczy przegląd kapsuły załogowej Starliner, która wylądowała 22 grudnia na poligonie rakietowym White Sands w Nowym Meksyku, po blisko dwudniowym bezzałogowym locie testowym. Wnioski z niego są pozytywne - Boeing podkreślił dobry stan techniczny statku kosmicznego, zwracając uwagę na jedynie „niewielkie nadpalenia” powstałe przy ponownym wejściu w atmosferę ziemską. Wnętrze kapsuły określono jako nienaruszone i pozbawione śladów wpływu zaistniałych przeciążeń.

Ponadto pojazd w fazie końcowej lotu wykorzystał tylko niewielką część swojego paliwa zarezerwowanego na korygowanie powrotu - według firmy, sugeruje to aerodynamiczną i techniczną zdatność statku kosmicznego do działania. „System podtrzymywania życia był w pełni operacyjny podczas lotu i działał zgodnie z przeznaczeniem, a układ wnętrza pozostał w stanie nadającym się do utrzymania lotu członków załogi w przyszłości” - zadeklarowali przedstawiciele Boeinga.

W oświadczeniu nie zawarto jednak żadnych informacji na temat problemu z zegarem misji, który był przyczyną nieoczekiwanego skrócenia planowanej ośmiodniowej wyprawy do zaledwie dwóch dni - bez planowanego dokowania na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Czas, jaki podano komputerowi pokładowemu misji, ustawiony przy komunikacji przedstartowej z rakietą Atlas 5, był ustawiony z błędem aż 11 godzin odchylenia od czasu właściwego. To spowodowało, że statek kosmiczny "zareagował" tak, jakby znajdował się w innej fazie swojej misji, po oddzieleniu od górnego stopnia rakiety, wyzwalając przedwcześnie start manewru podnoszenia orbity, który zużył nadmierne ilości paliwa, zanim centrum kontroli naziemnej mogło przejąć kontrolę i awaryjnie wyłączyć silniki. Powód tak znaczącego odchylenia (a tym bardziej, jego niewykrycia) pozostaje nieujawniony.

Po wylądowaniu kierownictwo NASA oświadczyło, że bądź co bądź kuriozalny problem niekoniecznie powstrzyma Boeinga przed lotem próbnym z załogą. „Nie jest to rzeczą, która powstrzyma nas przed szybkim postępem naprzód” - powiedział administrator NASA, Jim Bridenstine podczas odprawy po lądowaniu 22 grudnia 2019 roku. „Nadal możemy szybko iść naprzód. Możemy to naprawić” - cytuje jego wypowiedź portal SpaceNews.

Statek kosmiczny, ochrzczony mianem „Calypso” przez astronautkę NASA, Sunitę Williams, skierowano do przetransportowania z powrotem do obiektów Boeinga w Kennedy Space Center na Florydzie. Po powrocie na Florydę statek zostanie odnowiony na potrzeby pierwszej operacyjnej misji załogowej Boeinga. Misja ta prawdopodobnie zabierze Williams i jej kolegę z NASA, Josha Cassadę, a także dwóch innych astronautów wyznaczonych przez partnerów programu ISS, na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Szymon
poniedziałek, 20 stycznia 2020, 15:46

Powtórka z MAXami?

Mi
niedziela, 5 stycznia 2020, 20:07

Dokowanie nie było planowane i tyle.

Adam
niedziela, 5 stycznia 2020, 15:44

Czyli faworyzowania Boeinga ciąg dalszy ;p

konkretny
piątek, 3 stycznia 2020, 22:42

Jak Boening mówi to mówi...