Reklama

Technologie wojskowe

USA: tajny wojskowy prom wrócił na Ziemię. Rekordowy pobyt w kosmosie

Autor. USSF/Staff Sgt. Adam Shanks

Amerykański wojskowy dron kosmiczny X-37B wylądował w sobotę na przylądku Canaveral na Florydzie w USA po spędzeniu prawie dwóch i pół roku na orbicie Ziemi - poinformował koncern lotniczy Boeing. Był to rekordowy pobyt w przestrzeni kosmicznej, który zakończył się pod znakiem także i naukowych sukcesów.

Reklama

Bezzałogowy wahadłowiec, którego pierwszy lot odbył się w 2010 roku, spędził w kosmosie łącznie ponad dziesięć lat, wykonując w tym czasie sześć misji – dodał amerykański producent w komunikacie prasowym. Była to także pierwsza misja pod nadzorem nowo utworzonych Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych (za poprzednie pięć odpowiadały Siły Powietrzne USA).

Reklama

"Nadal bije rekordy i zapewnia naszemu krajowi niezrównaną zdolność do szybkiego testowania i integrowania nowych technologii kosmicznych" – oświadczył Jim Chilton, wiceprezes Boeing Space. W trakcie misji doszło do uwolnienia lekkiego satelity FalconSat-8. Wahadłowiec miał także dwa ładunki Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej zaprojektowane do badania wpływu promieniowania na różne materiały i nasiona roślin uprawnych, a także eksperyment mikrofalowy Naval Research Laboratory. Ten ostatni (PRAM - Photovoltaic Radio-frequency Antenna Module) pozwolił na testy metody konwersji energii słonecznej na wiązki promieniowania mikrofalowego, umożliwiające przesyłanie na odległość skumulowanych dawek zasilania.

Czytaj też

X-37B został zaprojektowany dla Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych przez United Launch Alliance, spółkę joint venture pomiędzy Boeingiem i Lockheed Martin. Ma dziewięć metrów długości, rozpiętość skrzydeł 4,5 metra i jest zasilany panelami słonecznymi. Wynoszony jest wewnątrz przestrzeni ładunkowej rakiet nośnych takich jak Atlas V lub, jak to miało raz miejsce, Falcon 9. Pojazd lotem ślizgowym przedziera się przez ziemską atmosferę i ląduje na wyznaczonym lotnisku (a jest nim Shuttle Landing Facility, czyli obiekt należący do NASA i służący przed wieloma laty do lądowań załogowych wahadłowców kosmicznych STS).

Reklama

Ostatnia misja drona, o kodzie wywoławczym OTV-6 (Orbital Test Vehicle 6), rozpoczęła się w maju 2020 r. Jej celem było przetestowanie reakcji niektórych materiałów w kosmosie, ocena wpływu promieniowania otoczenia w kosmosie na różne nasiona i przekształcenie promieniowania słonecznego w energię radiowo-elektryczną. Trwała 908 dni, 21 godzin i 8 minut, a zatem był to rekordowy pobyt w przestrzeni kosmicznej. Poprzednia misja, OTV-5 z lat 2017-2019 trwała "zaledwie" 779 dni, a każdy wcześniejszy lot był rekordowy pod kątem długotrwałości operacji.

Czytaj też

Warto też dodać, że obecnie w przestrzeni kosmicznej znajduje się chiński klon (pod względem konstrukcyjnym) amerykańskiego wahadłowca. Co ciekawsze, w ostatnich dniach 18. Eskadra Obrony Przestrzeni Kosmicznej Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych raportowała, że od pojazdu odłączył się bliżej nieokreślony obiekt (Obiekt J) o numerze NORAD 54218 (nadano także numerację COSPAR: 2022-093J). Według analityków ładunek rozdzielił się od rakietoplanu pomiędzy 24 a 31 października br.

Pomimo wielu niejasności można domniemywać, że tajemniczy obiekt jest mikro bądź nanosatelitą demonstracyjnym. Może on w ograniczonym stopniu robić pomiary przestrzeni kosmicznej wokół pojazdu-matki, bądź rejestrować i przekazywać dane obrazowe. Nie jest również wykluczone, że satelita może być niczym innym jak modułem serwisowym wahadłowca. Zdaniem obserwatorów oznaczałoby to i wskazywałoby na nadchodzący moment ponownego wejścia promu w ziemską atmosferę i lądowania w bazie, najpewniej Lob-Nor w Sinciangu, czyli tam, gdzie lądował pierwszy z chińskich pojazdów kosmicznych wielokrotnego użytku.

Badając chiński przypadek należy wziąć pod uwagę, że nie była to pierwsza bezzałogowa misja promowa. We wrześniu 2020 r. Chiny wykonały start zaliczany również do owej kategorii. Co ciekawsze, podczas pierwszej misji także doszło do wypuszczenia w przestrzeń kosmiczną niewielkiego ładunku. Ze względu na brak jakichkolwiek informacji na temat rzekomego urządzenia nie można było z całą pewnością stwierdzić, czy działając samodzielnie (tj. niezależnie od wahadłowca) satelita był sprawny, a jeśli tak, to jakie zadania mógł wykonywać. Po dwóch latach orbitowania prom powrócił na Ziemię.

Czytaj też

Źródło:PAP / Space24
Reklama

Komentarze

    Reklama