Orbitalne zasady walki. Siły kosmiczne a prawo międzynarodowe [ANALIZA]

4 listopada 2019, 09:36
140902-F-II211-904
Fot. US Air Force/Airman 1st Class Krystal Ardrey [af.mil]

Kiedy 20 lipca 1969 roku Neil Armstrong i Edwin Aldrin jako pierwsi wylądowali na powierzchni Księżyca, jednym z ich zadań – oprócz zasadniczej eksploracji - było pozostawienie na Srebrnym Globie pamiątkowej metalowej tabliczki z podpisami załogi oraz ówczesnego prezydenta USA, Richarda Nixona. Widniały na niej również słowa: “Przybyliśmy w pokoju dla całej Ludzkości”. I choć za tą deklaracją stał znacznie mniej romantyczny kontekst zaciekłego wyścigu kosmicznego oraz politycznej rywalizacji wielkich mocarstw, pokojowe współistnienie państw w przestrzeni pozaziemskiej stało się fundamentem rozwoju polityki kosmicznej następnego półwiecza. Współcześnie obserwowana dynamika narodowych aspiracji kosmicznych sygnalizuje jednak możliwość zerwania z tym schematem – pisze Bartłomiej Gerałt w najnowszej analizie dla Space24.pl

Szturmowanie orbit – militaryzacja kosmosu wczoraj i dziś

Pod koniec lipca 2019 roku prezydent Emmanuel Macron ogłosił zamiar powołania sił kosmicznych Republiki Francuskiej, mających działać przy obecnie istniejących siłach powietrznych. Głównymi celami nowo powołanego podmiotu ma być rozwój i umacnianie francuskiej obecności w przestrzeni kosmicznej oraz aktywna ochrona francuskich satelitów przy pomocy “patrolujących” konstelacji nanosatelitów lub bliżej nieokreślonego rodzaju broni laserowej, mającej za zadanie “oślepić” satelity przeciwnika. W założeniu plany te stanowić mają odpowiedź na zwiększoną aktywność wojskową Chin i Rosji w przestrzeni kosmicznej, w szczególności w świetle incydentu z 2017 roku dotyczącego możliwych działań dywersyjno-szpiegowskich podjętych na orbicie przez Rosję. Kreml, za pośrednictwem satelity Louch-Olymp, miał “podsłuchiwać” transmisje z francuskich satelitów.

Plany ogłoszone przez Francję wpisują się w trend postępującej militaryzacji przestrzeni kosmicznej. Pod koniec 2018 roku prezydent Donald Trump zapowiedział utworzenie Space Force, docelowo odrębnego komponentu amerykańskich sił zbrojnych, mającego bardzo zbliżone w swej naturze zadania, jak w propozycji francuskiej - rozwój niezbędnych technologii oraz zwiększenie zdolności do reagowania i obrony amerykańskich satelitów przed obcym atakiem.

W grudniu 2019 roku natomiast - podczas londyńskiego szczytu - przywódcy NATO mają pochylić się nad kwestią uznania przestrzeni kosmicznej za możliwy teatr działań zbrojnych. Możliwości stricte militarnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej analizuje również Japonia. Wszystko to odbywa się w tym samym czasie, w którym Chiny i Indie przeprowadzają testy naziemnej broni antysatelitarnej. Można zatem odnieść wrażenie, że światowe mocarstwa dopiero niedawno zdały sobie sprawę z możliwości jakie kosmos oferuje operacjom wojskowym.

Sam fakt wykorzystywania przestrzeni kosmicznej w celach militarnych lub przeprowadzania testów broni przeciwsatelitarnej nie jest jednak niczym nowym. Rozwój badań i eksploracji przestrzeni kosmicznej od samego początku był przedsięwzięciem niosącym ze sobą zastosowania wojskowe. Najlepszym, chociaż nie jedynym tego przykładem jest powszechne wykorzystanie technologii GPS, rozwijanej i początkowo przeznaczonej wyłącznie na użytek wojskowy, obecnie dostępnej dla większości gałęzi gospodarki.

Podobna sytuacja miała miejsce w zakresie komunikacji satelitarnej, kiedy podczas obydwu wojen w Iraku wojska koalicji skupionej wokół USA, aby zapewnić niezbędną wymianę danych pomiędzy poszczególnymi oddziałami i rodzajami sił zbrojnych, wykorzystywały nie tylko satelity stricte wojskowe, lecz również korzystały z usług cywilnych przedsiębiorstw. Wreszcie, sama problematyka broni przeciwsatelitarnej, opracowanie jej koncepcji, jak i pierwsze testy takich urządzeń sięga swymi korzeniami lat 50. XX wieku.

Jednak to, co odróżnia zapowiedzi USA i Francji od dotychczasowych działań to wyrażona wprost koncepcja aktywnej obrony zasobów, jakimi dysponują państwa w przestrzeni kosmicznej. Jej podstawą jest uznanie przestrzeni kosmicznej za ekwiwalentny, osobny wymiar prowadzenia ewentualnych działań zbrojnych. Ma ona zatem podlegać regułom i doktrynom prowadzenia walki w stopniu identycznym, jak operacje wojskowe na lądzie, morzu, w powietrzu i cyberprzestrzeni. W wywiadzie autoryzowanym przez Institut de Relations Internationales et Stratégiques (IRIS), jego wicedyrektor Jean-Pierre Maulny wprost wspomina z kolei o możliwości zastosowania represaliów oraz użycia siły w odpowiedzi na wrogi atak w kosmosie.  Powstaje zatem pytanie, czy oraz w jakim zakresie wspomniane propozycje USA oraz Francji pozostają zgodne z prawem międzynarodowym.

Tło normatywne

By udzielić odpowiedzi, musimy po pierwsze odróżnić od siebie administracyjne wydzielenie komponentu sił kosmicznych od charakteru faktycznie podejmowanych przez nie działań – niezależnie od tego, czy mają charakter obronny bądź odwetowy. Po drugie, trzeba wziąć też pod uwagę zarówno normy prawa międzynarodowego dotyczące przestrzeni kosmicznej, jak i konfliktów zbrojnych jako takich.

image
Fot. U.S. Air Force/Staff Sgt. Julius Delos Reyes [af.mil]

Nie ma wątpliwości, że sam fakt powołania oddzielnej gałęzi sił zbrojnych, bądź wydzielenia komórki w ramach już istniejących struktur poświęconej wyłącznie działaniom w przestrzeni kosmicznej nie może stanowić naruszenia jakiejkolwiek normy prawa międzynarodowego, stanowiąc przykład aktu władczego państwa. Odrębnym problemem pozostaje jednak zgodność działań podejmowanych przez taki podmiot w przestrzeni kosmicznej. Ze względu na charakterystykę traktatów poświęconych przestrzeni pozaziemskiej, wszelkie działania tam podejmowane podlegają zarówno regulacjom stricte dotyczącym kosmosu, jak i pozostałym gałęziom prawa międzynarodowego, włączając w to prawo konfliktów zbrojnych. W przedmiocie działań o charakterze militarnym, Układ Kosmiczny z 1967 roku rozróżnia kwestie obecności i aktywności państw w przestrzeni kosmicznej oraz na ciałach niebieskich.

Według artykułu 4. Układu Kosmicznego możliwość jakiejkolwiek działalności militarnej, włączając w to testy uzbrojenia oraz manewry i ćwiczenia wojskowe została całkowicie wyłączona w stosunku do ciał niebieskich, o tyle w przestrzeni kosmicznej wyraźnie zabronione jest jedynie testowanie i umieszczanie broni masowego rażenia. Powyższa klasyfikacja działań dozwolonych na ciałach niebieskich oraz w przestrzeni kosmicznej wykorzystywany jest jako dowód na legalność militarnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej.

Przemawiałaby za tym również wspomniana praktyka, gdzie technologie satelitarne zapewniały niezbędne wsparcie wywiadowcze i logistyczne, w niektórych obszarach - jak np. rozpoznania obrazowego - całkowicie lub w znakomitej większości wypierając uprzednio używane technologie i metody (np. wykorzystanie samolotów U-2 oraz SR-71 przez Amerykanów w trakcie Zimnej Wojny). Co więcej, takie rozumienie artykułu 4. byłoby zbieżne z przywoływaną każdorazowo zasadą “Co nie jest zabronione, jest dozwolone”, mającą swoje korzenie w sprawie statku Lotus z 1926 roku.

Należy jednak pamiętać, że prawo międzynarodowe nie tylko gwarantuje państwom uprawnienia, lecz nakłada na nie skorelowane z nimi obowiązki. Umieszczenie satelitów o stricte militarnym charakterze - jak wynika z inicjatywy francuskiej - nadal musiałoby mieścić się w ramach Układu Kosmicznego, to jest być dokonane w celach pokojowych, promujących współpracę międzynarodową, z poszanowaniem charakteru przestrzeni kosmicznej jako “dorobku całej ludzkości”, oraz nie powodując utrudnień, ograniczenia lub wykluczenia możliwości wykorzystania przestrzeni kosmicznej przez jakiekolwiek państwo.

W przypadku podjęcia represaliów, działania możliwe do podjęcia przez państwo poszkodowane są ograniczone do zawieszenia wykonywania określonych zobowiązań traktatowych, i w żadnym przypadku nie mogą stanowić działań o aktywnym, pozytywnym charakterze, ani polegać na użyciu siły. Muszą one ponadto pozostać współmierne do naruszenia oraz umożliwić ponowne wykonywanie zobowiązań traktatowych. W razie jeśli wspomniana odpowiedź polega na podjęciu aktywnych działań mających sprzeciwić się takiemu działaniu, musi ona podlegać wszystkim wyszczególnionym wyżej wymaganiom wynikającym z Układu Kosmicznego.

Z kolei gdyby którekolwiek państwo musiało odpowiedzieć na zbrojną napaść na jego satelity, tego typu reakcja musiałaby pozostawać w zgodzie z prawem konfliktów zbrojnych. Tym samym, na mocy Pierwszego Protokołu Dodatkowego do Konwencji Genewskich z 1949 roku, jakakolwiek zbrojna odpowiedź państwa nie mogłaby skutkować długotrwałymi, negatywnymi skutkami dla środowiska naturalnego oraz naruszać zasad proporcjonalności i rozróżniania poprzez wywołanie nadmiernych cierpień ludności cywilnej.

image
Fot. US Air Force [af.mil]

Zniszczenie kilku lub kilkunastu satelitów oraz związane z tym zanieczyszczenie orbit okołoziemskich tysiącami – jeśli nie dziesiątkami tysięcy śmieci kosmicznych – może mieć destrukcyjny wpływ nie tylko na infrastrukturę kosmiczną innych państw, lecz również na związane z nimi usługi służące ludności na powierzchni ziemi. Długotrwałe ograniczenie zasięgu i skuteczności systemów satelitarnych wykorzystywanych przez służby ratunkowe i porządkowe bez wątpienia miałoby rozsiane skutki na społeczeństwa wszystkich państw, nie tylko tych zaangażowanych w dany konflikt – tym samym doprowadzając do pogwałcenia zasad rozróżniania oraz proporcjonalności.

Nie sposób bowiem uznać, że korzyść taktyczna płynąca z oddalenia zagrożenia stwarzanego np. przez satelitę komunikacyjnego na orbicie geostacjonarnej, który w oczywisty sposób wspiera wysiłek wojenny jednej ze stron, jest proporcjonalna do sprowadzenia zagrożenia dla obiektów kosmicznych wszystkich pozostałych państw.

Współczesne „wojny gwiezdne”? Najpierw praktyka relacji międzynarodowych

Charakterystyka dotychczasowej praktyki państw, o ile faktycznie wskazuje na dość powszechne wykorzystanie technologii kosmicznych przez siły zbrojne, jednocześnie ogranicza się jedynie do określonych rodzajów technologii związanych z geolokalizacją, działaniami wywiadowczymi oraz zapewnieniem komunikacji. Jakiekolwiek jednak obserwowane próby potraktowania przestrzeni kosmicznej jako obszaru swobodnej aktywności militarnej – wbrew przedstawionym propozycjom – spotykały się dotychczas ze względnie ostrą i szybką reakcją międzynarodową.

W odpowiedzi na Chińską próbę z 2008 roku premier Wielkiej Brytanii oraz rzecznik amerykańskiej National Security Council wyrazili zaniepokojenie jej potencjalnymi skutkami dla przyszłej współpracy międzynarodowej. Premier Japonii oraz Minister Obrony Federacji Rosyjskiej wprost stwierdzili, że militaryzacja przestrzeni kosmicznej jest niedopuszczalna. Podobnie chłodna reakcja towarzyszyła próbie przeprowadzonej przez Indie w tym roku.

Jeszcze wyraźniejszym sygnałem mówiącym o braku zgody na aktywną militaryzację kosmosu jako takiego są starania i przyjmowane w związku z nimi rezolucje Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Najnowsza spośród nich – rezolucja 71/32 – nawołuje państwa do nie umieszczania jako pierwsze na orbitach okołoziemskich jakiegokolwiek uzbrojenia. Podobnie, rezolucja 70/26 nawołuje państwa do nierozpoczynania wyścigu zbrojeń w kosmosie. Co ciekawe, za przyjęciem obydwu wspomnianych rezolucji głosowały zarówno Chiny, jak i Federacja Rosyjska, podczas gdy USA bądź to były przeciwne, bądź wstrzymały się od głosu.

Wniosek, jaki nasuwa się już po pobieżnej analizie regulacji międzynarodowych dotyczących prowadzenia działań zbrojnych w przestrzeni kosmicznej wskazuje raczej na pewne trudności z uznaniem ich za całkowicie legalne – bądź warunkuje taką tezę dodatkowymi obowiązkami, jakie musiałby być spełnione przez strony danego konfliktu. Niezależnie od tego do argumentów jakiej strony będziemy się przychylać – społeczność międzynarodowa musi pamiętać o tym, że skutki prowadzenia działań wojskowych w przestrzeni kosmicznej mogą być odczuwalne dla całej ludzkości na długo po tym, jak związany z nimi konflikt stanie się jedynie wzmianką w treści podręczników historii powszechnej.


Autor: mgr Bartłomiej Gerałt - doktorant w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Stypendysta Justus Liebig University of Giessen. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących komparatystyki krajowych i międzynarodowych regulacji poświęconych badaniu i wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej oraz wpływowi, jaki mają na komercyjną działalność kosmiczną.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Bart
piątek, 8 listopada 2019, 12:47

Sytuacja zmieniła się od czasu pojawienia się na orbicie i poza nią większej ilości graczu z ambicjami. Przy rywalizacji ZSRR-USA łatwiej było wszystko kontrolować. Teraz nigdy nie wiadomo z czym wyskoczy Iran, Izrael, czy ZEA, albo Pakistani i Indie.

MAZU
piątek, 8 listopada 2019, 09:56

Nie mamy (na razie ) polskich satelitów, ale możemy relatywnie tanio (w cenie jednego satelity) zbudować kilkanaście mobilnych systemów laserowych do oślepiania satelitów (pewnie uznacie to za nudne, ale mamy w 7M taki projekt). W razie zagrożenia, takie systemy wyłączają (oślepiają chwilowo lub trwale) wrogie satelity, utrudniając lub uniemożliwiając ich użycie. Systemy te służą też do oślepiania i niszczenia dronow. M

Karkses
środa, 6 listopada 2019, 22:45

Naprawdę ktoś jeszcze wierzy w wartość prawa międzynarodowego? To może dziedzina dobra dla teoretyków ale w praktyce państwa korzystają z prawa międzynarodowego jako elementu kurtuazji dyplomatycznej i tylko do czasu kiedy jego normy są dla państw wygodne. Rezolucjami czy nawoływaniami albo niepokojem nikt realnie się nie przejmuje. To, że Rosja czy Japonia coś skrytykują nie oznacza, że zaraz same nie będą podejmowały podobnych działań. Oczywistym jest, że naturalną koleją rzeczy niestety jest militaryzacja kosmosu - jedyna bariera to wyłącznie bariera finansowo-technologiczna.

Andrettoni
wtorek, 5 listopada 2019, 20:49

Bądźmy realistami. Do niedawna nikt nie miał możliwości kontroli przestrzeni kosmicznej nad swoim terytorium. Na dzień dzisiejszy tylko kilka krajów potrafi niszczyć satelity, ale żaden nie potrafi zniszczyć kilkudziesięciu. Łatwo było wiec postanowić, że "nie będziemy tego robić". To tak jakby postanowić o zakazie broni na Tytanie - można to zrobić, ale i tak nikt tam nie ma broni. W chwili obecnej wchodzimy w epokę gdy poszczególne kraje zyskają możliwości kontroli swojej przestrzeni kosmicznej, a co za tym idzie mogą zacząć ubiegać się o swoje prawa. Prawo nie jest wieczne, można je zmieniać. "Niedopuszczalność" to rzecz względna, tak samo jak "niedopuszczalne" są zbrodnie wojenne, które cały czas mają miejsce. A kto niby miałby powstrzymać silnego przed dokonaniem "niedopuszczalnego"?

AWU
wtorek, 5 listopada 2019, 20:40

Gwoli ścisłości 16 X b.r. Putin poinstruował moskiewski parlament o wypowiedzeniu 1 Dodatkowego Protokołu do Konwencji Genewskich z 1949r dot. ochrony ludności cywilnej podczas działań wojennych. Ruch co najmniej nie zrozumiały biorąc pod uwagę że ZSSR/współczesna Rosja jest odpowiedzialna za więcej czynów zdefiniowanych przez Konwencje Haskie i Genewskie jako zbrodnie wojenne niż prawdopodobnie reszta świata razem wzięta. Należy jednak przyznać iż w I wojnie światowej Moskale przeważnie przestrzegali postanowień Konwencji Haskich, jeńców traktowano nie gorzej niż pozostałe strony konfliktu, a podczas 10-cio miesięcznej okupacji Galicji zachowywali się przyzwoicie wobec pozostałych na miejscu polskich władz cywilnych od Tarnopola i Lwowa po Tarnów.