Starship SN8 wysoko w przestworzach

10 grudnia 2020, 15:05
Screenshot_2020-12-10 Starship SN8 High-Altitude Flight Test
Fot. SpaceX

Firma SpaceX przeprowadziła ważny test lotny prototypu swojego ciężkiego systemu transportu kosmicznego - Starship. Wariant SN8 stał się pierwszym, który wykonał udany lot atmosferyczny na wyższy pułap (deklarowane 12,5 km nad Ziemią). Co więcej, po wzlocie statek przeprowadził jeszcze manewr powrotny na płytę lądowiska, jednak na finalnym etapie prędkość wspomaganego opadania okazała się zbyt duża.

Testowe odpalenie prototypu Starship SN8 nastąpiło w teksańskim ośrodku doświadczalnym SpaceX w Boca Chica - w środę 9 grudnia o godz. 16:45 czasu lokalnego (23:45 w Polsce - CET). Przebieg lotu od początku do końca był szeroko transmitowany z wykorzystaniem podglądu z kilku kamer zamontowanych na korpusie maszyny. Jedna z nich została umieszczona we wnęce u podstawy pojazdu - przy kolumnie napędu, obrazując pracę trzech silników Raptor.

Lot był pierwszym testem systemu Starship na dużej wysokości troposferycznej (domyślnie było to 12,5 km). W trakcie próby sprawdzono również zdolność kontroli opadania i podejścia do lądowania na przygotowanym stanowisku. Choć zakończyło się to efektowną eksplozją, to przebieg całego lotu do samego momentu przyziemienia nie wzbudził większych zastrzeżeń.

Jeden z trzech silników Raptor w podstawie pojazdu wyłączył się 1 minutę i 40 sekund po starcie, na krótko podpalając instalację widoczną we wnęce kolumny napędu. Drugi silnik pracował przez pierwsze 3 minuty i 15 sekund, natomiast trzeci - przez 4 minuty i 40 sekund od odpalenia. Po wygaszeniu ostatniego silnika i rozpoczęciu opadania, pojazd został przechylony do poziomu, korygując swoje ustawienie z użyciem powierzchni sterowych. Gdy minęło 6 minut i 32 sekundy od startu, Starship SN8 ponownie uruchomił silniki i ustawił się w pionie, aby podjąć próbę wspomaganego lądowania. Opadanie znacznie wyhamowano, co jednak nie wystarczyło, by miękko przyziemić - w efekcie doszło do zniszczenia prototypu w kuli ognia.

Niemniej jednak już chwilę po sprowadzeniu pojazdu na Ziemię przedstawiciele SpaceX ogłosili (jeszcze w toku transmisji wideo), że lot się powiódł. Wyświetlono m.in. napis gratulacyjny skierowany do zespołu prowadzącego próbę. Chwilę potem zapowiedziano również, że już niebawem przyjdzie czas na testy z kolejnym prototypem - SN9.

Nieco później test skomentował też Elon Musk, wskazując na przyczynę utraty prototypu. „Ciśnienie w zbiorniku paliwa było niskie podczas wspomaganego lądowania, co powodowało, że prędkość przyziemienia była wysoka i nastąpił RUD, ale mamy wszystkie potrzebne dane!” - podkreślił we wpisie na jednym z serwisów społecznościowych. Zwrot „RUD”, czyli "Rapid Unscheduled Disassembly" w żartobliwy sposób odnosi się do zaistniałej eksplozji. Musk złożył przy tym gratulacje całemu zaangażowanemu zespołowi.

Przed testem szef SpaceX nie nastawiał się na szczególnie optymistyczny scenariusz. „Prawdopodobnie 1/3 szansy na wypełnienie wszystkich celów misji” - napisał w mediach społecznościowych 7 grudnia, dzień przed pierwszym podejściem do uruchomienia statku SN8 (start został wówczas przerwany zaledwie 1,3 sekundy przed zakończeniem odliczania).

Pojazd SN8 pochodzi z dość już obszernej linii prototypów opracowanych przez SpaceX dla swojego systemu transportu kosmicznego nowej generacji - finalna konstrukcja będzie w całości pojazdem wielokrotnego użytku. Dwa poprzednie modele testowe, SN5 i SN6, wykonywały krótkie loty nazywane "podskokami" - odpowiednio w sierpniu i wrześniu 2020 roku. W ich trakcie uzyskiwano nie więcej niż 150 metrów wysokości i czas trwania rzędu około 1 minuty. Były to prototypy, które nie miały stożkowej pokrywy aerodynamicznej i powierzchni sterowych potrzebnych do lotów na dużych wysokościach - zostały wycofane po udanych testach.

image
Reklama - z oferty Sklepu Defence24.pl

Cztery inne prototypy uległy zniszczeniu na etapie wczesnych prób naziemnych, które miały miejsce m.in. w listopadzie 2019 roku. Trzy zostały zniszczone w testach ciśnieniowych, a czwarty, SN4, eksplodował po tym, co wydawało się udanym testem statycznym w maju.

SpaceX kontynuuje produkcję dalszych prototypów, rozbudowując swój zakład produkcyjny w Boca Chica - na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej w pobliżu Brownsville w Teksasie. Kolejny prototyp, SN9 jest w dużej mierze ukończony i będzie przedmiotem testów w najbliższej przyszłości.

Starship zaprojektowano z myślą o stworzeniu przystępnego cenowo ciężkiego transportu załogowo-towarowego na dalsze, międzyplanetarne dystanse (Mars i Księżyc), jak również w otoczeniu Ziemi. Możliwość wielokrotnego użytku ma zapewnić wyraźnie niższe koszty wynoszenia ładunków i ludzi w kosmos. W połączeniu z masywnym rakietowym segmentem głównym Super Heavy, cały system ma być zdolny do przewiezienia 150 ton ładunku na niską orbitę okołoziemską oraz ponad 100 ton w otwartą przestrzeń kosmiczną. Z kolei w ramach misji załogowych ma być możliwe przewożenie do 100 pasażerów.

Space24
Space24
KomentarzeLiczba komentarzy: 70
Eytu
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 17:03

Podstawowy błąd. Startujesz na 3 silnikach to i na 3 silnikach lądujesz. To dotyczy też mało związanego wjazdu ciężarówki na wzgórze i zjazdu z góry - jakim biegiem wjeżdżasz tak zjeżdżasz. - Katastrofa polskiego autokaru w Vizille w podróży do Grenoble - chłopak spalił hamulce. Ponieważ rakieta dzięki wznoszeniu nabyła energii potencjalnej, aby ją wyhamować do prędkości startowej trzeba użyć tyle samo mocy silników co przy starcie . Ale spokojnie, po 5 katastrofie może to zrozumieją i zaczną włączać silniki w opadaniu w odwrotnej sekwencji podczas kiedy je wyłączali.

nastaw uszu
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 17:03

Płacz ze wschodu słychać.

leming
piątek, 11 grudnia 2020, 13:50

Nie wierzę żeby czymś takim można było bezpiecznie dolecieć na Marsa,wylądować i powrócić.Tym bardziej że załoga będzie cały czas narażona na promieniowanie słoneczne i pochodzące z kosmosu.A więc trzeba ekranować to promieniowanie co podnosi masę tego wehikułu.Do tego potrzebna jest rewolucja w napędzie takich pojazdów,np. silniki grawitacyjne.Rozumiem że ekscytacja silnikami EmDrive już się skończyła ? To był taki sam ślepy zaułek jak zimna fuzja ?

Katol
środa, 16 grudnia 2020, 09:18

Zadzwoń do muska i mu wyjaśnij że jest glupi i mu się nie uda a zaoszczędzoną kase niech wyda na walkę z co2

ciekawski
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 18:12

ekhem, co to są "silniki grawitacyjne" ? Bo nie tyle technika co fizyka tego nie zna.

Vhi9
sobota, 12 grudnia 2020, 18:03

Rewolucją będą statki z żaglami slonecznymi i stacje laserowe zbudowane na Księżycu i Marsie. Podróż takim żaglowcem z Ziemii na Marsa trwałby dni a nie miesiące. Dk czasu wybudowania odpowiedniej infrastruktury trzeba zdać się na naped chemiczny. Inne napędy to np. rakietowy silnik jądrowy taki jak NERVA testowany w latach 60tych XX w., lub napęd ORIONA. Inny pomysl to napęd jądrowy impulsowy inicjowany wysokoenergetycznymi elektronami lub antyprotonami.

Eytu
niedziela, 13 grudnia 2020, 00:53

Nie zgadzam się. Rewolucją będzie teleportacja :) Podróż na Marsa potrwa maksymalnie 10 minut.

Alojzy
wtorek, 15 grudnia 2020, 10:35

Rewolucją będzie zjednoczenie Marsa z Ziemią i nawet podróż nie będzie potrzebna. Ponoć amerykanie mają już taką technologię ale świat nie jest jeszcze gotów

Wawiak
wtorek, 15 grudnia 2020, 00:16

Scotty, beam us up! :-)

Profesor
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 16:28

Z czego 9 minut to kontrola celna.

suawek
piątek, 11 grudnia 2020, 18:01

Silniki grawitacyjne to jeszcze większa bzdura niż zimna fuzja i em-drive. Em-drive fascynowali się chyba tylko ludzie bez pojęcia o fizyce.

Eytu
sobota, 12 grudnia 2020, 00:51

@suavek Silniki grawitacyjne działające na mechanizmie opisanym przez naukowców Jamesa F. Woodwarda i Heidi Fearn mógłby powstać. Oni inaczej tłumaczą siłę ciągu ( w opisie przyczyn pośrednio przeczą zasadzie zachowania energii i pędu) a siłą ciągu prawdopodobnie powstaje dzięki falom grawitacyjnym i wahaniom siły grawitacji pomiedzy dwoma ciałami w zależności o położenia ( fluktuacje wagi/masy? ) . Niestety taki silnik o ile powstanie, nie będzie użyteczny do krótkich podróży po naszym Układzie Słonecznym , lecz bardziej przydałby się do podróży międzygwiezdnych. Siła jaką można wytworzyć ( oczywiście w zależności od jego wielkości) jest przypuszczam, że bardzo mała. Jaka ? - najpierw trzeba zbudować prototyp, ale można opisać to że podobna jest do siły jaką wytwarza człowiek ziewający na lokomotywę. Ponieważ w kosmosie nie ma oporu powietrza, tak mała siła może rozpędzić teoretycznie lokomotywę do prędkości ... bardzo dużej pod warunkiem długiego działania . Zimna fuzja to już inna , bardziej zwariowana bajka. Emdrive - silnik na fale elektromagnetyczne ? Nie posiadają masy - niosą energię . Cofnijmy się do XIX wieku i zbadajmy działanie radiometru Crookesa.

Eytu
sobota, 12 grudnia 2020, 11:43

PS, jednakże istnieje coś co się nazywa ciśnienie promieniowania. Aby zrozumieć naturę promieniowania dobrze jest przestudiować elektrodynamikę kwantową. I wracając do Emdrive. Magnetron przekazuje promieniowanie mikrofalowe rezonatorowi mikrofalowemu. To promieniowanie jest teoretycznie zamknięte w "silniku" i nie wydostaje się poza niego. Nie ma więc mowy o napędzie na ciśnienie promieniowania. Przeczy zasadzie zachowania pędu. A siłę oddziaływania niezależni recenzujący urządzenie naukowcy wiążą z interakcją urządzeń składowych( np cewek ) z polem magnetycznym Ziemi ( indukcja elektromagnetyczna). Aby jednoznacznie udowodnić siłę powstającą dzięki polu magnetycznemu dobrze byłoby to urządzenie zbadać w 6 pozycjach ( S, N, E , W, U, D ) i wykreślić wektory siły. Być może rozkład siły odpowiednio ustawi się względem lini pola magnetycznego ziemskiego i definitywnie zamknie temat silnika Emdrive.

suawek
sobota, 12 grudnia 2020, 15:26

temat emdrive jest zamknięty. Jego twórca nie udowodnił działania, a sam nibysilnik łamałby zasadę zachowania energii. O czym tu gadac?

por. conjurer
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 10:11

no widzisz człowieku, w świecie kwantowym nie ma czegoś takiego jak zasada zachowania energii, bo łamałoby to fundamentalną zasadę nieoznaczoności. pole kwantowe jest polem zmiennym, w którym pojawiają się cząstki znikąd, poczytaj sobie o zjawisku Casimira. także sowy nie są tym, czym się wydają być.

wtorek, 15 grudnia 2020, 15:38

A co ma emdrive do "swiata kwantowego"?

Baba Jaga
wtorek, 15 grudnia 2020, 10:52

Ależ oczywiście że "w świecie kwantowym" też obowiązuje kwantowa zasada zachowania energii, tj bilans może być niezerowy ale... bardzo krótko. Im większe złamanie, tym krócej trwa - właśnie zgodnie z zasadą nieoznaczoności. Dlatego owe cząstki które pojawiają się znikąd (pary cząstek) działają na długu energetycznym, i błyskawicznie znikają. Tym szybciej im są masywniejsze. No chyba, że w międzyczasie trafi się w nie porcją energii, która ów chwilowy dług spłaci. Sumarycznie w skali makro klasyczna energia jest zachowana. A silnik ma być przecież w skali makro (wielkości i czasu).

Alojzy
wtorek, 15 grudnia 2020, 10:35

Podobno te silniki są już wykorzystywane w amerykańskich służbach kosmicznych i to od wielu lat.

ktos
wtorek, 15 grudnia 2020, 10:17

co nie zmienia faktu ze kilka zespolow niezaleznie zbudowalo taki silnik i zaden z nich nie zadzialal. Wiec temat jest zamkniety - silnik nie dziala. Moze sobie wykorzystywac jakie tylko chce zasady ale nie dziala.

suawek
wtorek, 15 grudnia 2020, 09:27

A co ma Em-drive do"świata kwantowego? Btw. Kwestionujesz zasadę zachowania energii? :

suawek
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 18:31

Następny... Kto mówi coś o "świecie kwantowym"? Nie o tym jest wątek. Emdrive nie działa bo działać nie miał prawa.

Eytu
poniedziałek, 14 grudnia 2020, 16:46

@lieutenant Conjurer Efekt Casimira działa na wybrany obszar pomiędzy płytkami. Cząstki wirtualne pojawiają się i znikają. A zasada zachowania energii jest wciąż obowiązująca dla obiektów/układów w skali makroskopowej. Zasada nieoznaczoności Heisenberga nie ma z tym nic do czynienia. Ona determinuje niemożność jednoczesnego określenia dwóch wielkości fizycznych takich obiektów jak na przykład cząstki - pęd i położenie. Badając jedną z nich tracimy możliwość zbadania drugiej . Pomiar wpływa na utratę informacji o drugiej wielkości fizycznej. Ciekawym przypadkiem trochę związanym z pomiarami jest stan splątany. Badając jedną cząstkę splątaną z pary np spolaryzowany foton wiemy że drugi będzie miał zawsze przeciwną polaryzację.

Niuniu
piątek, 11 grudnia 2020, 13:26

Papier kolejny raz okazuje się przyjmie każdą bzdurę. Próba zakończyła się katastrofą. A i tak nazwana została sukcesem. Ale i tak postępy prywatnego programu eksploracji kosmosu są imponujące. W porównaniu do osiągnięć poprzednich dekad zastoju i pochłaniania gigantycznych pieniędzy przez agencje rządowe typu NASA czy Roskosmos.

Trol
wtorek, 15 grudnia 2020, 13:49

No rosyjski program kosmiczny stoi od dekad. Amerykański galopuje do przodu. Ale tak to jest jak kraj nastawia się jedynie na rozwój militarny i okradanie sąsiadów z ziemi.

Rf
sobota, 12 grudnia 2020, 14:23

Ważne jest tylko to co ten lot oznacza dla całego programu Starship a nie tego konkretnego prototypu.Jego celem było zajśc tak daleko jak się da,zebrać dane i zrozumieć co zawiodło a to się udało.Do momentu lądowania lot przebiegał dobrze(rakieta mogła się rozlecieć przy starcie bo był to pierwszy lot z wieloma silnikami,mogla też się rozleciec przy opadaniu tymczasem mieli nad nią pełną kontrolę) a to co potem zawiodło(wyłączenie silnika i nierówna praca drugiego) zostało natychmiast zdiagnozowane dzięki czujnikom co umożliwi wprowadzenie poprawek w kolejnym prototypie.W tym sensie byl sukces PROGRAMU

Davien
piątek, 11 grudnia 2020, 18:09

Próba Niuniu zakończyła się sukcesem bo jej celem było osiągnięcie 12km więc juz skończ

qwert
piątek, 11 grudnia 2020, 23:53

Davien ty chyba żartujesz? Jeśli sukcesem jest sterta złomu na lądowisku ,to lepiej byłoby wysadzić to w powietrze przed startem. Problem w tym że manewr się nie udał , bo zawiódł jeden silnik. Choć mam nadzieję że w końcu się uda dopracować całość i nastąpi jakiś postęp w technice kosmicznej

Jan
wtorek, 15 grudnia 2020, 12:01

Falcony 9 latały już komercyjnie, a ciągle rozbijały się przy lądowaniu. Nie sądziłbym więc po jednym locie.

trewq
wtorek, 15 grudnia 2020, 11:08

To trochę tak jakbyś powiedział że strzelanie było nieudane bo pocisk eksplodował. Otóż osiągnięto wszystkie cele testu, znacznie więcej niż minimalne, a lądowanie w jednym kawałku to był bonus którego od początku nie zakładali - choć oczywiście byłoby jeszcze fajniej. W tym locie przetestowano mnóstwo rzeczy naraz, w tym wiele po raz pierwszy w historii, i byłoby cudem gdyby wszystko zadziałało w 100% porawnie - a i tak cud był blisko. Po kolei: 1) współpraca trzech silników Raptor, 2) wyłączanie ich po kolei 3) sterowanie i balansowanie pojazdem przy użyciu trech/dwóch/jednego silnika 4) przejście do lotu ślizgowego 5) stabilizacja lotu i kontrolowane opadanie na boku 6) wcelowanie w lądowisko 7) ponowny zapłon silników i błyskawiczne przejście do pionu (flip) ogromnej rakiety 8) wyhamowanie i wylądowanie w punkt. I jedyne co się nie udało, to częściowo pkt 8 tj wyhamowanie nie było wystarczające bo zabrakło ciśnienia w dodatkowym zbiorniku. Krótko mówiąc, ogromny sukces.

zdziwiony
sobota, 12 grudnia 2020, 15:30

Następny nic nie zrozumiał..... to nie manewr lądowania był celem a przejście do lotu ślizgowego i z powrotem to pionu. Z lądowaniem rakietami Spacex radzi sobie jak nikt inny. Idź może liczyć nowe projekty Roskosmosu?

inż.
wtorek, 15 grudnia 2020, 09:57

Projekt Bajkał lepszy niż te Elona Muska. Po prostu niezawodny.

Nikt
piątek, 11 grudnia 2020, 18:05

Pierwsze Falcony też rozpadały się przy lądowaniu. Po to robią prototypu by wszystkie możliwości przebadać i zebrać dane

AB
piątek, 11 grudnia 2020, 16:48

Ależ próba zakończyła się bezprecedensowym sukcesem. SN-8 był i tak przeznaczony do rozwałki, a jednak wykonał wszystkie, no prawie wszystkie, zakładane manewry, w tym ten najtrudniejszy (flip). Dopiero na koniec silniki nie mogły dostać właściwej mieszanki i nastąpiła katastrofa. Już jest ukończonych, lub budowanych kolejnych 7(!) prototypów. Co nie co o skali planowanej kampanii testów.

Sssssssss
piątek, 11 grudnia 2020, 18:42

Do tego specjalnie zaprojektowane są ze zwykłej stali konstrukcyjnej by produkcja seryjna była jak najtańsza. Już prototypy do rozwałki w testach tanio im wychodzą a po uruchomieniu produkcji seryjnej cena Starshipa będzie bardzo mała w porównaniu z rakietami jednorazowymi o takim udźwigu. To będzie nowa era w lotach kosmicznych :) Ta próba wyszła lepiej niż zamierzano, głównym zadaniem było przeprowadzenie manewru hamowania areodynamicznego i obrotu do lądowania. Szanse na wylądowanie oceniali na poniżej 1/4 a mało brakło. Przy okazji wyszedł problem z ciśnieniem paliwa podawanego przez zbiornik przedni. Teraz to poprawią. Po to robią tyle testów niszczeniowych by konstrukcja Starshipa była bezpieczna. Bardzo dobrze im to idzie i trzymam kciuki za nich :)

Riki tiki narkotyki
wtorek, 15 grudnia 2020, 00:46

Nie ze stali konstrukcyjnej a docelowo ze specjalnego stopu stali nierdzewnej 304L

poniedziałek, 14 grudnia 2020, 16:34

Dokładnie. Nim więcej awarii teraz, tym mniej w serii produkcyjnej.

Eytu
piątek, 11 grudnia 2020, 12:31

Lądowanie na twardej podstawie nie udało się. Może trzeba wrócić do lądowania na "barce". 5000 ton rakiety to musi być konstrukcja dość mocna. Może niech opracuje taką platformę amortyzującą - pływającą. Jedna stalowa pusta beczka 220 litrów. - pierwsza warstwa, 7 beczek druga warstwa, w tym jedna przyspawana do tej pierwszej, kolejna warstwa 19 beczek, kolejna 37, itd... aż do osiągnięcia wyporności 2* waga rakiety plus masa konstrukcji. Konstrukcja musi być wzmocniona, aby się nie rozpadła jak znowu "wysiądzie" silnik. Taki siedmiościan ( piramida heksagonalna) potrzebuje balastu - wierzchołka będącego najniżej oraz pływaków aby stabilizować ruchy. Pływaki stałe na ramieniu - 45 stopni w stosunku do poziomu wody. Aż do krawędzi platformy- stężone( nie na zawiasach !) , aby się nie urwały. Ponieważ waga rakiety lądującej znacznie przekracza jej masę, to trzeba jeszcze zrobić mechanizm stabilizujący , aby platforma nie wystrzeliła rakietą po lądowaniu jak proca. w najwyższych warstwach beczek dodać otwory na wodę . Przez pewien czas będą nabierać wody - przy największym obciążeniu. Platforma jak się podniesie po wyłączeniu silników przestanie nabierać wody i to zapobiegnie wystrzałowi rakiety. Oczywiście to wszystko jest teoretyczne rozważanie . Space X już testował barki, ale one mają niemal stały wypór. Konstrukcja piramidowa zapewni zwiększanie wyporu wraz ze zwiększaniem się zanurzenia "lądowiska".

Beka z popisu
wtorek, 15 grudnia 2020, 00:52

Barki-drony SpaceX służą do lądowania w przypadku wynoszenia ładunków na orbity, których osiągnięcie wymaga dłuższej pracy boostera, przez co brakuje mu paliwa na powrót do miejsca lądowania.

Tweets Space24