Technologie wojskowe

USA wzywają do zaprzestania rozwoju broni antysatelitarnej [KOMENTARZ]

Ilustracja: Departament Obrony USA via Wikimedia Commons

Amerykańska wiceprezydent Kamala Harris w trakcie wizyty w bazie Vandenberg ogłosiła, że Stany Zjednoczone kończą z rozwijaniem broni antysatelitarnej, w trosce o pokojowe i bezpieczne wykorzystywanie przestrzeni kosmicznej. Jednocześnie zaapelowała do krajów świata o dokonanie tego samego kroku, tak by w przyszłości można byłoby utworzyć podwaliny pod międzynarodowy standard promujący rozważne i odpowiedzialne zachowania w przestrzeni kosmicznej.

W poniedziałek 18 kwietnia br. wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Kamala Harris odwiedziła bazę Sił Kosmicznych USA w kalifornijskim Vandenberg. Tamże podczas swojego przemówienia ogłosiła, że USA więcej nie będzie przeprowadzać testów broni antysatelitarnej (ASAT), mając na celu ograniczenie powstawania coraz to większej ilości śmieci kosmicznych. Dodała, że Stany Zjednoczone zamierzają ustanowić pewnego rodzaju wzorzec postępowania dla innych państw, tak by zachęcić je do odpowiedzialnego zachowania w przestrzeni kosmicznej oraz jej zrównoważonej i pokojowej eksploracji.

Biały Dom podaje, że Stany Zjednoczone są pierwszym państwem, które publicznie i oficjalnie ogłosiło koniec testów broni ASAT. Wezwały zarazem inne państwa dysponujące takimi narzędziami - przede wszystkim Federację Rosyjską, Chińską Republikę Ludową jak i Republikę Indii - do wykonania podobnego kroku. Mogłoby to w przyszłości stanowić podstawę do zawarcia traktatu zakazującego prób tego typu pocisków w kosmosie (na wzór Układu o zakazie prób broni nuklearnej w atmosferze, w przestrzeni kosmicznej i pod wodą z lat sześćdziesiątych), jednakże mając na uwadze niezwykle napięte relacje Waszyngtonu z Moskwą jak i równie skomplikowane stosunki z Pekinem, to taki traktat raczej nieprędko by powstał (bądź nie zostałby on podpisany i ratyfikowany przez rządy z owych stolic). Zdaniem komentatorów potencjalny układ oznaczałby słabość Amerykanów wobec postawy i działań Rosji oraz Chin doprowadzając do likwidacji własnych środków odpowiedzi na potencjalne zagrożenia kosmiczne.

Czytaj też

Administrator NASA Bill Nelson w związku z powyższym oświadczeniem amerykańskiej wiceprezydent pozwolił sobie na skomentowanie wypowiedzi, zarazem przychylając się do niej. Napisał, że decyzja najwyższych władz USA jest ważnym krokiem w zapewnieniu bezpieczeństwa w eksploracji kosmosu. Tak jak Harris, Nelson wezwał inne państwa do porzucenia rozwoju technologii ASAT.

Bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia działań zapobiegawczych jest udany rosyjski listopadowy test. Wówczas Federacja Rosyjska 15 listopada dokonała zestrzelenia wystrzelonego w 1982 r. radzieckiego, nieczynnego satelity Kosmos-1408/Ikar-38 wchodzącego w skład konstelacji Celina-D. W momencie trafienia satelita znajdował się prawdopodobnie na wysokości ok. 485 km. Efektem operacji było powstanie skupiska złożonego z ponad 1500 dużych odłamków i kilkuset tysięcy mniejszych, które mogą zagrażać innym satelitom funkcjonującym na orbicie, nie wspominając już o zagrożeniu dla życia załóg pracujących w przestrzeni kosmicznej. Po teście rosyjskiego ASAT Stany Zjednoczone skrytykowały zajście, powołując się właśnie na tworzenie nowych niebezpieczeństw dla pokojowej eksploracji kosmosu, zwracając szczególną uwagę na dwie funkcjonujące stacje orbitalne. Sytuacja była na tyle poważna, że w trybie alarmowym skierowano pracujących na ISS astronautów do zacumowanej kapsuły Dragon 2, a kosmonautów do wówczas przyłączonego Sojuza.

Rosjanie odparli amerykańską krytykę, dodając, że próba nie miała i nie będzie miała żadnego wpływu na bezpieczeństwo w przestrzeni kosmicznej, dodając, że użyto pocisku, który precyzyjnie raził cel. Minister Obrony FR gen. armii Siergiej Szojgu wraz z szefem MSZ Siergiejem Ławrowem w klasyczny sposób zaatakowali werbalnie Stany Zjednoczone mówiąc, że to Waszyngton rozpala wyścig zbrojeń, a Rosja prowadzi tylko i wyłącznie działania mające na celu wzmocnienia swoich zdolności defensywnych.

Czytaj też

Amerykańska wiceprezydent ponadto nawiązała do chińskiej próby broni ASAT, która miała miejsce w 2007 r. Wtedy dezintegracji uległ wchodzący w skład konstelacji satelitów pogodowych Fengyun FY-1C. Został on rażony kinetycznym efektorem wystrzelonym z Centrum Startowego Satelitów Xichang. Próba zakończyła się powstaniem tysięcy fragmentów, które do dnia dzisiejszego orbitują wokół Ziemi. W późniejszym czasie ChRL przeprowadziły test uprowadzenia satelity. Wystrzelony w listopadzie ubiegłego roku Shijian-21 po dwóch miesiącach swojej bytności w przestrzeni kosmicznej podłączył się do nieczynnego chińskiego sputnika. Nastąpił zapłon silników sprawnego urządzenia, co spowodowało podwyższenie orbity holowanego obiektu, a zarazem zademonstrowanie możliwości, które wcześniej były w zasięgu Stanów Zjednoczonych. Może to oznaczać, że poza kinetycznym niszczeniem wrogiego obiektu Państwo Środka może fizycznie przejąć kontrolę nad nim, powodując wyprowadzenie go z właściwej orbity bądź doprowadzając do jego deorbitacji poprzez zmniejszenie prędkości.

Stany Zjednoczone w czasach Zimnej Wojny także przeprowadzały testy broni antysatelitarnej, co było elementem rywalizacji ze Związkiem Radzieckim, który również dokonywał tego rodzaju prób. Ostatnie amerykańskie zestrzelenie obiektu umieszczonego na orbicie zostało odnotowane już po rozpadzie ZSRR, a mianowicie w pierwszej dekadzie bieżącego stulecia. Wykorzystano do tego celu morski pocisk przechwytujący RIM-161, wchodzący w skład amerykańskiego systemu obrony rakietowej Aegis. Odbyło się to w ramach tajnej operacji Burnt Frost, która miała miejsce w lutym 2008 r. Polegała ona na zademonstrowaniu możliwości owego pocisku do likwidacji satelity USA-193, któremu groziła niekontrolowana deorbitacja. Decyzję o zestrzeleniu obiektu podjęto mając na uwadze fakt, że satelita w swoich zbiornikach posiadał toksyczną hydrazynę używaną jako paliwo do silników korekcyjnych. Eksplozja satelity była widoczna z Ziemi i doprowadziła do powstania niespełna 200 fragmentów, które spłonęły w atmosferze do końca 2009 r. Tradycyjnie, jak na tego typu akcję przystało, zlikwidowanie urządzenia zostało skrytykowane przez rządy w Moskwie i Pekinie, które wykorzystały sytuację do budowania antyamerykańskiej narracji.

Czytaj też

Równocześnie do świeżych zapowiedzi Kamali Harris odnośnie zaprzestania rozwijania broni ASAT miejmy na uwadze, że USA w dalszym ciągu pracują nad tajnymi programami niekinetycznej neutralizacji sztucznych obiektów w przestrzeni okołoziemskiej. W sierpniu ubiegłego roku donosiły o tym media amerykańskie, które podkreślały, że niebawem miałoby dojść do ujawnienia postępu prac nad nowym systemem. Spekulowano wówczas, że Amerykanie pracowaliby nad urządzeniami do obezwładniania wrażliwej elektroniki pokładowej satelitów nieprzyjaciela przy pomocy wysokoenergetycznego mobilnego lasera (który oślepiałby optoelektronikę) bądź emitera fal radiowych zdolnych do zagłuszania sygnału satelitarnego. Póki co nie doszło do ujawnienia postępu prac nad systemami obezwładniania sputników, co mogłoby mieć związki z niedopuszczeniem do niekontrolowanego nadwyrężenia i tak już złych stosunków Waszyngtonu z Moskwą, szczególnie w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej. Mogłoby to też oznaczać, że USA w dalszym ciągu nie są gotowe do podzielenia się ze światem tego typu informacjami, gdyż prace nad programem (lub programami) dalej trwają.

Biorąc pod uwagę stale rosnącą ilość sztucznych obiektów, co w naturalny sposób wynika z coraz to łatwiejszego dostępu do komercyjnych usług wynoszenia satelitów na orbitę, należy mieć na uwadze, że prędzej czy później powstanie ponadnarodowa inicjatywa zakazująca rozwój broni antysatelitarnej, przynajmniej tej, która oddziałuje z celami w tradycyjny, kinetyczny sposób. Fizyczna likwidacja satelity w przestrzeni kosmicznej wiązałoby się z powstaniem nadmiernej liczby fragmentów, które zagrażałyby innym funkcjonującym obiektom, zarówno cywilnym (chociażby konstelacjom zapewniającej dostęp do internetu) jak i wojskowym, przy czym w aspekcie militarnym zlikwidowanie, nawet nieumyślne, satelity zarządzanego przez siły zbrojne właściciela mogłoby zostać odebrane przez dane państwo jako akt agresji, doprowadzając do symetrycznych czy nawet asymetrycznych działań już nie w przestrzeni kosmicznej, a na powierzchni Ziemi.

Pomijając już aspekt powiązany z działaniami zbrojnymi, to pamiętajmy, że każdy, choćby najmniejszy obiekt poruszający się z prędkością kilku kilometrów na sekundę stanowi śmiertelne zagrożenie dla osób przebywających w przestrzeni kosmicznej. W wypadku stacji orbitalnych mikrośmieci doprowadzają do widocznych uszkodzeń i naruszeń konstrukcji na podobnej zasadzie jak mikrometeoroidy uderzające w panele słoneczne. Ponadto rosnąca ilość śmieci kosmicznych nadlatujących ma wpływ na starty z kosmodromów, doprowadzając do opóźnień w misjach kosmicznych, a dalsze funkcjonowanie broni ASAT jak i jej testowanie na orbicie coraz to bardziej paraliżowałoby operacje wynoszenia nowych obiektów na orbitę.

Czytaj też

Komentarze (2)

  1. Negio

    Oczywiście Rosjanie i Chińczycy bardzo przejmą się apelem pan Charris o niezaśmiecanie kosmosu i w te pędy zniszczą swoje instalacje antysatelitarne.

  2. DDR

    Niestety demokratom głupie pomysły nie wywietrzały z głowy