Reklama
  • WIADOMOŚCI

Iran zakłóca działanie terminali Starlink

Władze Iranu dążą do maksymalnego ograniczenia przepływu informacji, odcinając obywateli od internetu i kanałów komunikacji, w tym zakłócając niezależny dostęp do usługi Starlink.

Władze w Teheranie podjęły decyzję o drastycznym ograniczeniu dostępu do internetu w kraju. W odpowiedzi mieszkańcy zaczęli poszukiwać usług VPN w celu odzyskania łączności.
Władze w Teheranie podjęły decyzję o drastycznym ograniczeniu dostępu do internetu w kraju. W odpowiedzi mieszkańcy zaczęli poszukiwać usług VPN w celu odzyskania łączności.
Autor. By ak ba - https://www.panoramio.com/photo/72529537, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=33188361

W ubiegły czwartek władze Iranu wprowadziły komunikacyjny „blackout”. Najpierw w Teheranie, a następnie na terenie całego 85-milionowego kraju, starając się w ten sposób zablokować przepływ informacji o przebiegu trwających już ponad dwa tygodnie ogólnonarodowych protestów.

„Irańskie władze zdecydowały się na najbardziej brutalny sposób blokowania łączności. Odcięły obywateli nie tylko od światowej sieci, ale zamknęły również komunikację wewnętrzną, przez co protestujący nie mogą się ze sobą kontaktować.” – ocenił w rozmowie z PAP Wiesław Paluszyński, członek władz Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Reklama

Ekspert wyjaśnił, że każdy kraj, aby mieć połączenie ze światową siecią, musi korzystać z tzw. routerów brzegowych dostępowych, które komunikują go z dostawcami internetu za granicą. Odbywa się to najczęściej na zasadzie komunikacji światłowodowej, poprzez szerokopasmowe łącza.

„Jest ich oczywiście wiele, ale w takim autorytarnym kraju jak Iran wszystkie są pod kontrolą służb, dlatego wprowadzenie blackoutu oznacza po prostu fizyczne odcięcie komunikacji.” - podkreślił Paluszyński. W takiej sytuacji, wyjaśnił, nie ma internetu zarówno w zwykłej sieci telefonicznej światłowodowej, jak i w systemach mobilnej komunikacji GSM, które pobierają sygnał internetu z tego samego źródła.

Paluszyński zwrócił także uwagę, że w Iranie „odcięto wszystko”, zamykając nie tylko zewnętrzną, ale również wewnętrzną komunikację. Wyjaśnił, że funkcjonowanie sieci www zależy bowiem od rozrzuconych po świecie tzw. serwerów DNS (Domain Name System, rodzaj książek telefonicznych dla internetu). „Odcięcie od nich, kiedy nie posiada się ich replikacji w kraju, powoduje, że nikt się z nikim nie połączy także wewnątrz Iranu.” – zaznaczył ekspert.

Irańskie władze już trzykrotnie „zamykały” internet. Ostatni raz w czasie fali protestów w 2022 roku, po śmierci Mahsy Amini w areszcie policyjnym, zatrzymanej przez policję moralności za nieprawidłowe noszenie hidżabu. W wyniku represji i zamieszek zginęło wówczas ponad 500 osób.

To wtedy do Iranu zaczęto przemycać odbiorniki Starlink, korzystające z konstelacji satelitów Elona Muska, zapewniające niezależny dostęp do internetu. Według danych cytowanych przez brytyjski dziennik „Telegraph” obecnie w Iranie znajduje się ok 50 tys. odbiorników Starlink. Miały one odegrać kluczową rolę w informowaniu o przebiegu protestów także obecnie, okazało się jednak, że irański reżim skutecznie zakłóca także ich działanie.

Reklama

Według Paluszyńskiego istnieją dwa sposoby, aby utrudnić działanie „starlinków”. Pierwszym jest zakłócenie szerokiego pasma radiowego, przez które przekazywany jest sygnał z odbiornika do satelity. Właśnie taką metodą, wyjaśnił ekspert, posłużyli się Amerykanie w Wenezueli. Dodał, że urządzenia służące do zakłócania pasma radiowego działają tylko na ograniczonym obszarze, dlatego irański reżim wybiera prawdopodobnie większe miasta.

Drugim sposobem spowalniania działania „starlinków” jest zakłócanie sygnałów GPS, z których korzystają. Satelity Muska, wyjaśnił ekspert, latają na tzw. niskiej orbicie i żeby się precyzyjnie pozycjonować i nawiązać połączenie z naziemnym odbiornikiem, korzystają z parametrów, których nie są w stanie same wygenerować. Do tego potrzebny im jest satelita z wyższej orbity i dlatego są skazane na GPS - dodał Paluszyński. W opinii rozmówcy PAP, Teheran posługuje się do zaburzania GPS-u rosyjską technologią, ponieważ oba kraje są „w bliskim kontakcie wojskowym”.

Ekspert zwrócił uwagę, że zakłócanie sygnału GPS-u jest związane z „manipulowaniem czasem”, co jest w tej chwili jednym z największych zagrożeń. „Czas w systemach informatycznych jest podstawowym elementem synchronizacji informacji, a bez zsynchronizowanej informacji, w określonych przedziałach czasowych, cały system się rozpada.” – wyjaśnił ekspert.

Jego zdaniem Polska również może być narażona na taką „manipulację czasem”. Stąd, jak dodał, namawia decydentów na przestawienie się w Polsce na tzw. naziemny system dystrybucji czasu, którego Rosjanie nie są w stanie zakłócić. Przypadek Iranu pokazuje jednak, w opinii eksperta, jak skuteczną bronią może być zaburzanie sygnału GPS.

Reklama

Dziennik „Telegraph” oszacował bowiem, że „nigdy wcześniej nie udało się w tak dużym stopniu zakłócić sieci Muska”. Korzystają z niej m.in. walczący z Rosją Ukraińcy. Według gazety połączenia odbiorników Starlink w Iranie spowolniono w szczytowych godzinach protestów od 30 do ponad 80 proc.

„Telegraph” zwrócił zarazem uwagę, że zakłócenia w Iranie można by obejść przez posługiwanie się zwykłymi smartfonami, bo mają one wbudowaną zdolność łączenia się z satelitą. Jednak według Paluszyńskiego nie jest to skuteczne. „Zakłócenie GPS jest utrudnianiem możliwości nawiązania łączności pomiędzy satelitą, a odbiornikiem naziemnym, a telefon komórkowy także jest przecież odbiornikiem naziemnym.” – zauważył ekspert.

W jego opinii irańską blokadę można by obejść na dwa sposoby, choć oba nie są idealnym rozwiązaniem komunikacyjnych problemów protestujących, bo są albo bardzo kosztowne, albo działają jedynie lokalnie. Zdaniem Paluszyńskiego można na przykład wybudować „stację transmisyjną” telefonii komórkowej z wykupionym dostępem do sieci sąsiedniego kraju, która będzie się przemieszczała wzdłuż granicy Iranu. Byłoby to jednak działanie na niewielką skalę.

Drugi sposób to posłużenie się tzw. zwykłymi telefonami satelitarnymi, jak powiedział, „spoza konstelacji Muska”. Takich aparatów używa np. amerykańskie wojsko, ponieważ umożliwiają, według Paluszyńskiego, transmisję informacji przez „stabilne, wysokoorbitalne systemy satelitarne”. Przeszkodą jest jednak to, że są to aparaty niezwykle kosztowne, a przez to rzadko używane.

Reklama