Komunikacja

Sygnał satelitarny celem nad Europą? Starlink i Viasat meldują problemy [RAPORT]

Fot. Eutelsat/ESA [esa.int]

Na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni (czyli w okresie zbieżnym z trwaniem rosyjskiej inwazji na Ukrainę) znacząco wzrosła liczba doniesień o masowych zanikach sygnału i usług bazujących na bezpośrednich transmisjach satelitarnych różnych dostawców telekomunikacyjnych. Wśród tych najszerzej komentowanych są przypadki z Niemiec (gdzie przerwanie transmisji satelitarnej doprowadziło do utraty zdalnej kontroli nad działaniem aż 5800 turbin wiatrowych) i z samej Ukrainy, gdzie firma SpaceX uruchomiła ostatnio (interwencyjnie) węzeł rozdzielczy szerokopasmowej sieci SpaceX Starlink. Jak zasugerował sam szef tej spółki, Elon Musk, napotkane problemy z rozprowadzaniem sygnału satelitarnego mają najpewniej związek z rosyjskim zakłócaniem, co wymusza na jego firmie zwiększenie wysiłków w kwestii poprawy zabezpieczeń.

Niepewna sytuacja telekomunikacyjna w pobliżu strefy walk

W kontekście realizowanej dostawy terminali dla użytkowników rządowych i infrastruktury krytycznej na Ukrainie, założyciel SpaceX poinformował w sobotni poranek o prawdopodobnym zakłócaniu sygnału docierającego z satelitów konstelacji Starlink do urządzeń nadawczo-odbiorczych rozlokowanych w Europie. Oficjalnie nie wiadomo, kto stał za nieprzyjaznymi działaniami oraz czy skala zaniku sygnału miała istotny wpływ na użytkowników. O możliwej wrogiej ingerencji Elon Musk powiadomił na jednym ze swoich kont w mediach społecznościowych. Dodał przy tym, że podjęto wszelkie starania, aby uniemożliwić zagłuszanie sygnału użytkowanych satelitów.

W kolejnym wpisie Musk ogólnikowo opisał możliwą przyczynę zakłócania łącza, wiążąc to ze stosowaniem "jammerów" w strefach bezpośrednio przylegających do strefy działań wojennych. Multimiliarder poinformował, że problem został rozwiązany dzięki wgraniu aktualizacji oprogramowania.

Według strony udostępniającej informacje o aktualnym położeniu satelitów i dostępności usługi szerokopasmowego Internetu, mieszkańcy Ukrainy nie powinni mieć obecnie większych problemów z dostępem do sieci Starlink. Sam Elon Musk na Twitterze również zadeklarował wzmocnienie cyberochrony przeciwko zagłuszaniu.

Mapa zasięgu sieci Starlink. Im zieleńszy jest obszar, tym lepszy jest dostęp do internetu satelitarnego.
Fot. starlink.sx

Internet od Elona Muska zaczął pojawiać się na Ukrainie niedługo po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji, do której doszło 24 lutego br. Dostawa terminali to efekt przychylenia się właściciela SpaceX i Starlink do apelu ukraińskich władz o interwencyjną pomoc w obliczu trudności komunikacyjnych na Ukrainie spowodowanych zbrojną agresją Rosji. Oczekiwanie na pierwsze urządzenia naziemne nie trwało długo: już po paru dniach w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia braci Kliczko - Witalija (mera Kijowa) i Władimira - na tle odebranych pakunków. O sprawnym dostarczeniu terminali Starlink do Kijowa donosił m.in. serwis CyberDefence24.

W kontekście całej sytuacji część komentatorów zwraca uwagę, że wbrew poprzednim zapewnieniom Muska o strzeżeniu lokalizacji i danych użytkowników urządzeń dostępowych, istnieją realne obawy o możliwość ich namierzania. To w realiach obecnego konfliktu zbrojnego może być z kolei (ich zdaniem) równoznaczne z możliwością naprowadzania uzbrojenia i niszczenia takich węzłów transmisyjnych.

Warto przy tym dodać, że sieć Starlink oferuje częste aktualizacje systemu i usprawnienia skorelowane z potrzebami na bieżąco sygnalizowanymi przez użytkowników. Jedna z ostatnich aktualizacji zmniejszyła przykładowo pobór prądu, przez co urządzenia mogą być teraz zasilane z gniazda zapalniczki samochodowej (12/24V). Co ciekawe, umożliwiono także użytkowanie anteny podczas ruchu pojazdu, co dotychczasowo było systemowo utrudnione, ze względu na przypisanie terminalu do stałego miejsca zamieszkania.

Fakt, że do opisywanych niedogodności dochodziło w bliskim sąsiedztwie rejonu walk wskazuje, że upośledzenie działania sieci Starlink było związane z militarnymi, naziemnymi systemami zagłuszania transmisji. Podobne stwierdzone utrudnienia na Ukrainie dotyczą także regularnie odbioru sygnału GPS w urządzeniach geolokalizacyjnych.

Biorąc pod uwagę, że strona ukraińska (cywile, jak i żołnierze) dość chętnie publikuje na platformach społecznościowych zdjęcia i nagrania z pola walki (na przykład te ukazujące porzucone rosyjskie wozy bojowe) oraz używa Internetu do komunikacji ze światem, celem Rosjan może być uniemożliwienie obrońcom i zagranicznym korespondentom efektywnego informowania o sytuacji na froncie i w jego bezpośrednim pobliżu.

Nie tylko Ukraina

Jak się jednak okazuje, notowane przypadki utraty transmisji satelitarnej nie dotyczą wyłącznie strefy walk. Już w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, tj. 24 lutego br., poważna awaria uderzyła w sieć komunikacji satelitarnej Viasat. Problemy dotknęły zarówno mieszkańców Ukrainy oraz ichniejszych sił zbrojnych korzystających z terminali Viasat, jak i pozostałych użytkowników, m.in. z Polski oraz Niemiec. „Viasat doświadcza częściowej awarii sieci, co ma wpływ na usługi internetowe dla stacjonarnych użytkowników usług szerokopasmowych na Ukrainie oraz w innych miejscach naszej europejskiej sieci KA-SAT” – zakomunikowali przedstawiciele firmy za pośrednictwem stacji CNBC.

Czytaj też

Co istotne, awaria dotyczyła także abonentów przemysłowych użytkujących łącze satelitarne do zarządzania infrastrukturą krytyczną, do której zaliczają się niemieckie turbiny wiatrowe firmy Enercon. W opisywanym przypadku zagrożenia dla sieci energetycznej w Niemczech, pierwszego dnia inwazji o godzinie 5:00 nad ranem do terminali końcowych obsługujących pojedyncze turbiny została przesłana wadliwa aktualizacja oprogramowania układowego blokująca trwale dostęp do sieci zdalnego kontrolowania parametrów układowych urządzeń. Jak podano, konsekwencje ataku dotyczyły aż 5800 platform z turbinami wiatrowymi - połączenia satelitarne przestały działać, uniemożliwiając zdalny monitoring i kontrolę turbin wiatrowych, których łączną moc określono na poziomie 11 gigawatów.

Lekki satelita telekomunikacyjny projektu Viasat. Ilustracja: VIASAT [viasat.com]

Próby przywrócenia funkcjonalności sprzężonego monitorowania stanu turbin okazały się nieskuteczne, pomimo wielu podejmowanych prób - uspokojono jednak, że po utracie komunikacji wszystkie elektrownie przeszły naturalnie w tryb automatycznego sterowania. „Usługi komunikacyjne zawiodły niemal jednocześnie z rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę” – wskazała firma Enercon w swoim okolicznościowym oświadczeniu. Dostawca energetyczny poinformował przy tym niemiecki organ nadzorczy ds. bezpieczeństwa cybernetycznego (BSI) i zadeklarował współpracę z odpowiednimi dostawcami łączności satelitarnej w celu rozwiązania problemu. Jak stwierdzono, co do ogółu incydent dotknął około 30 tys. (!) terminali satelitarnych wykorzystywanych przez firmy i organizacje z różnych sektorów w całej Europie.

Fot. Enercon

Operator satelitarny Viasat korzysta z własnej konstelacji dużych satelitów rozmieszczonych na orbicie geosynchronicznej — co oznacza, że krążą w przypisanej pozycji, nieruchomo względem określonego punktu nad Ziemią na dystansie aż 36 tys. kilometrów nad jej powierzchnią. Pozwala to zmaksymalizować obszar obejmowany transmisją sygnału, a jednocześnie utrudnia bezpośredni wpływ na działanie samego satelity. Niemniej w przeszłości donoszono już niejednokrotnie o posiadaniu przez Rosjan aktywnych operacyjnie systemów, które bezpośrednio w otoczeniu orbity geosynchronicznej mogą prowadzić co najmniej nasłuch obcych transmisji. Przykład może stanowić tutaj sytuacja z 2017 r., gdy rosyjski satelita Łucz/Olimp-K wykonywał w kosmosie manewry sugerujące zamiar inwigilowania francusko-włoskiego satelity telekomunikacyjnego Athena-Fidus.

Czytaj też

Zagrożone zarówno satelity, jak i same usługi

Zważywszy na dalszy intensywny przebieg konfliktu zbrojnego na Ukrainie oraz odbywającą się w jego tle międzynarodową próbę sił, można oczekiwać, że podobnych sytuacji będzie w skali regionu znacznie więcej, a ich skutki mogą być relatywnie mocno odczuwalne oraz kosztowne dla całej Europy. To przy okazji pokazuje również skalę współczesnego uzależnienia stanu infrastruktury krytycznej na Ziemi oraz ciągłości usług użytkowych z jej wykorzystaniem od aparatury satelitarnej i systemów kosmicznych. W ogólnym interesie jest więc jej szczególne zabezpieczenie przed zagrożeniami nie tylko kinetycznymi i fizycznymi (pociski ASAT i oddziaływanie elektromagnetyczne z Ziemi i na orbicie), ale również z cyberprzestrzeni.

Warto przy tym przypomnieć, że już w dniach poprzedzających inwazję, jak i bezpośrednio w jej momencie ukraińska, a także polska i regionalna infrastruktura sieciowa bywała celem rozmaitych cyberataków, mających na celu m.in. przeciążenie serwerów należących do instytucji rządowych i prywatnych. Również i w tym wypadku źródeł należy szukać w działaniach rosyjskich służb, chcących sparaliżować dostęp do kluczowych systemów komunikacji, transferu danych i zarządzania sieciowego. I choć w wielu przypadkach są to szkody odwracalne, to jednak zazwyczaj generują także rozsiane i dotkliwe koszty o wielomilionowej skali finansowej.

Czytaj też

Komentarze (1)

  1. Trojan

    Spalić w cholerę te satelity wszystkie bo będziemy hybrydami na smyczach niedługo. Jakiś większy rozbłysk na słońcu by się przydał żebh spaliło cała elektronikę na ziemi, wszystko wróciło by do normalności moment. I skończyło by się mącenie wielce baronów i magnatów finansowych. W przeciwnym razie biada ludzkości