- WIADOMOŚCI
Od satelity na front w 7 minut. Nowy rekord w Ukrainie
Drastyczne skrócenie przez firmy takie jak Vantor czasu dostarczania zobrazowań satelitarnych na front do zaledwie kilku minut staje się nowym źródłem przewagi na polu walki.
Tradycyjny proces dostarczania zobrazowań satelitarnych jest daleki od ekspresowego tempa, w jakim toczą się dziś nowoczesne konflikty zbrojne. Po wykonaniu zobrazowania przez satelitę dane czeka silnie scentralizowana i wieloetapowa droga: od stacji naziemnej, przez centralny ośrodek przetwarzania, aż do chmury lub magazynu danych, skąd dopiero trafiają do użytkownika końcowego, czyli oficera bądź samego żołnierza.
Cały przebieg takiego cyklu został szczegółowo opisany przez szefa ARGUS (Agencji Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych), płk. Leszka Paszkowskiego, w najnowszym wywiadzie dla Space24. „W praktyce cały proces może trwać od godziny lub kilku godzin nawet do doby”, wyjaśniał pułkownik.
Dziś czas ten wciąż znacząco ogranicza taktyczne wykorzystanie takich danych, ponieważ mobilne jednostki zazwyczaj zdążą już zmienić swoją pozycję. Stąd, jak wspominał sam Paszkowski, dane satelitarne pozostają przede wszystkim zasobem wykorzystywanym na szczeblu strategicznym i operacyjnym, głównie do rozpoznania mniej mobilnych celów.
W tym kontekście rozwiązania wprowadzane przez podmioty komercyjne rewolucjonizują możliwości i rolę satelitarnego rozpoznania geoprzestrzennego, czego szczególnym przykładem jest działalność amerykańskiej firmy Vantor na Ukrainie. Podczas październikowej demonstracji na ukraińskim polu walki czas od zlecenia wykonania zobrazowania satelitarnego do jego dostarczenia na ekran tabletu żołnierza wyniósł zaledwie 7 minut.
Vantor operuje własną konstelacją zaawansowanych satelitów optycznych, które według firmy są w stanie dostarczać zobrazowania jej klientom w ciągu 15 minut lub mniej. Kluczem nie jest jednak wielkość samej floty satelitarnej, choć ta również ma znaczenie, lecz redefinicja sposobu przetwarzania i przesyłania danych satelitarnych.
Kluczem są decentralizacja, uproszczenie i automatyzacja całego procesu. Dzięki rozbudowanej sieci stacji naziemnych i przetwarzaniu danych bezpośrednio w miejscu ich odbioru Vantor wyeliminował konieczność przesyłania ich do odległych, centralnych ośrodków.
Zamiast tego surowe dane są na bieżąco przekształcane w gotowe, skompresowane obrazy, które mogą trafiać bezpośrednio na terminale i tablety żołnierzy, z pominięciem kolejnych szczebli dowodzenia. To właśnie eliminacja zbędnych etapów i przeniesienie przetwarzania bliżej miejsca odbioru danych pozwalają na największe oszczędności czasu. Vantor nie jest jednak jedyny w tym wyścigu, gdyż po piętach depczą mu m.in. fińsko-polskie ICEYE, europejski Airbus czy argentyńsko-amerykański Satellogic.
Przeskok z godzin do minut otwiera drogę do pełniejszego wykorzystania zobrazowań satelitarnych na szczeblu taktycznym, czyli bezpośrednio przez żołnierzy na froncie. Ma to szczególne znaczenie przy wykrywaniu i lokalizowaniu celów mobilnych, takich jak systemy obrony powietrznej, artyleria samobieżna czy mobilne wyrzutnie dronów, które mogą szybko zmieniać swoje pozycje.
Sam Vantor dostrzega również duży potencjał w prowadzeniu rozpoznania w warunkach intensywnej walki radioelektronicznej, gdy wykorzystanie dronów zwiadowczych może być znacząco utrudnione.
Wraz z dalszym postępem w rozwoju oprogramowania, technologii i skali wykorzystywanych konstelacji możemy spodziewać się dalszego skracania czasu dostarczania zobrazowań o kolejne cenne minuty. Jednocześnie staje się coraz bardziej oczywiste, że rozwiązania te nie mogą umykać uwadze narodowych agencji wywiadowczych i sił zbrojnych, szczególnie w świetle ich rosnącej użyteczności na ukraińskim froncie.



