Reklama

Kosmiczne śmieci

Porzucony segment rakiety uderzył w Księżyc. Kto odpowiada za kolizję?

Autor. CSA

Na początku marca br. fragment niezidentyfikowanej rakiety nośnej finalnie rozbił się o powierzchnię Srebrnego Globu. Pochodzenie obiektu o oznaczeniu WE0913A w dalszym ciągu nie jest zdefiniowane, choć badacze i obserwatorzy mają swoje podejrzenia. Jak twierdzą przedstawiciele amerykańskiej agencji kosmicznej (NASA), dochodzenie w tej sprawie będzie jeszcze trwać - być może nawet kilka miesięcy.

Reklama

Od kilku tygodni naukowcy z wielu agencji kosmicznych zastanawiali się nad pytaniem: co tak naprawdę uderzy w Księżyc? Początkowo obiekt został mylnie zidentyfikowany jako pozostałość po rakiecie Falcon 9 firmy SpaceX, o czym informowaliśmy w styczniu . Autorem przewidywań był m.in. badacz Bill Gray, który 21 stycznia br. jako jeden z pierwszych przedstawił analizy mówiące o dużym, znajdującym się na kursie kolizyjnym z naturalnym satelitą, fragmencie systemu nośnego.

Reklama

Czytaj też

Reklama

Gray po pewnym czasie skorygował obliczenia i wówczas okazało się, że trajektoria wyższego stopnia rakiety Falcon 9 jest jednak inna. W związku z dalszymi próbami identyfikacji właściwego obiektu badacz wskazał, że prawdopodobnie jest nim składnik rakiety Długi Marsz 3C, który został wystrzelony w październiku 2014 r., z demonstratorem księżycowej sondy - Chang'e 5 T1. Moment uderzenia w Księżyc obiektu skatalogowanego jako 2014-065B został wyliczony na 4 marca br., około godz. 13:25 czasu polskiego. Niezależna analiza widmowa obiektu przeprowadzona przez studentów z Uniwersytetu w Arizonie utwierdziła obserwatorów w przekonaniu, że szczątki należą do wspomnianej chińskiej misji.

Niemniej, niewiele później ustalenia te zanegowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Chińskiej Republiki Ludowej, które zadeklarowało, że tajemniczy obiekt zmierzający ku Srebrnemu Globowi nie pochodzi z misji Chang'e-5 T1. "Według chińskiego systemu monitorowania górny stopień rakiety związany z misją Chang'e-5 T1 wszedł w atmosferę ziemską i całkowicie spłonął" - odparł 21 lutego rzecznik MSZ Wang Wenbin.

Początkowo chińskie stanowisko zdawały się potwierdzać dane amerykańskiej 18. Eskadry Monitorującej Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych, które sugerowały, że pozostałość chińskiej rakiety spłonęła w ziemskiej atmosferze w rok po wystrzeleniu. Ostatecznie jednak amerykańskie siły zbrojne nie potwierdziły tego, wskazując, że w bazie zarejestrowanych deorbitacji nie stwierdzono jednoznacznie wejścia w atmosferę ziemską obiektu mogącego być górnym segmentem misji Chang'e-5 T1. W związku z powyższymi ustaleniami kwestia identyfikacji obiektu dalej pozostała niewyjaśniona.

Czytaj też

Obiekt w końcu zderzył się z Księżycem w przewidywanym przez Gray'a dniu, czyli 4 marca, rozbijając się i tworząc niewielki krater uderzeniowy. Wydarzenie nie mogło być bezpośrednio obserwowane przez naukowców, gdyż szczątki opadły na obszar znajdujący się po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca (w obrębie dużego krateru Hertzsprunga).

Do zidentyfikowania, czym był WE0913A mogą zostać wykorzystane sondy Lunar Reconnaissance Orbiter i Chandrayaan-2, które będą w stanie sfotografować powstały wewnątrz Hertzsprunga niewielki krater. Jednakże ze względu na rozmiar całego krateru Hertzsprunga (którego średnica wynosi ok. 560 kilometrów), dokładnie przeczesanie takiego obszaru celem odnalezienia pozostałości po kolizji może zająć wiele miesięcy. Według Billa Gray'a obie sondy mogą obserwować dany region Księżyca tylko raz na cztery tygodnie. Rozpoznanie nieznanego obiektu będzie uzależnione też od tego, czy naukowcy zdecydują się na odtworzenie jego trajektorii.

Zaistniała sytuacja ilustruje trudności w śledzeniu zagrażających śmieci kosmicznych poza orbitą okołoziemską. W najbliższym otoczeniu Ziemi umożliwia to zasobna sieć teleskopów, radarów oraz innych precyzyjnych narzędzi identyfikacji. Z kolei poza orbitą geostacjonarną wymagane jest już umieszczenie wyspecjalizowanych systemów obserwacji i monitorowania.

Czytaj też

Reklama

Komentarze

    Reklama