- WIADOMOŚCI
Koniec nadziei na uratowanie obserwatorium Swift
Autor. NASA
Po wcześniejszych awariach i kilkutygodniowych wysiłkach zmierzających do ich usunięcia misja Swift Reboost nie zakończy się jednak uratowaniem obserwatorium NASA.
A więc jednak już w tym roku 20-letnie obserwatorium rozbłysków gamma Swift NASA dokona swojego żywota w ziemskiej atmosferze. Nadzieje związane z misją ratunkową LINK w ramach programu Swift Reboost ostatecznie legły w gruzach po komunikacie z 19 sierpnia br. NASA i Katalyst Space potwierdziły w nim, że nie zostanie podjęta próba podwyższenia orbity obserwatorium za pomocą statku opracowanego w zaledwie dziewięć miesięcy.
Planowo pod koniec lipca LINK miał zbliżyć się do obserwatorium Swift na odległość około 9,6 km. Tydzień później miała rozpocząć się finalna faza operacji: bliskie podejście, uchwycenie teleskopu trzema ramionami robotycznymi i rozpoczęcie manewru podnoszenia orbity. Dzięki trzem zestawom silników manewrowych statek miał w ciągu około 60 dni podnieść orbitę Swifta z około 400 do 600 km, przywracając obserwatorium na jego pierwotną, bezpieczną wysokość.
Gdyby się to udało, byłby to historyczny precedens: po raz pierwszy prywatny pojazd kosmiczny przechwyciłby na orbicie publicznego satelitę, który nie został zaprojektowany z myślą o serwisowaniu. W ten sposób misja kosztująca zaledwie 30 mln dolarów mogłaby przedłużyć życie obserwatorium wartego ponad pół miliarda dolarów.
Co więc poszło nie tak? Jako przyczynę niepowodzenia wskazano „utrzymujący się problem z kontrolą orientacji statku kosmicznego”, wykryty po starcie 3 lipca, któremu inżynierowie nie zdołali jednak w pełni zaradzić. Dokładniej, statek Katalyst Space wpadł w niekontrolowaną rotację wskutek awarii kół reakcyjnych, co dodatkowo zakłócało łączność z pojazdem.
Pomimo tego nadal planuje się zbliżenie statku do obserwatorium, aby, jak podała agencja, „zademonstrować kluczowe zdolności z myślą o przyszłości eksploracji kosmosu”. Nadrzędnym zadaniem dla inżynierów będzie więc teraz zebranie jak największej liczby danych oraz przetestowanie systemów, które mogą zwiększyć szanse powodzenia przyszłych podobnych misji ratunkowych.
Ryzyko niepowodzenia misji od samego początku było wysokie, dlatego jej fiaska nie można uznawać za szczególne zaskoczenie, a tym bardziej za jednoznaczną porażkę. „NASA powinna być gotowa działać szybko i podejmować rozsądne ryzyko, gdy potencjalne korzyści są tego warte. Dokładnie to zrobiliśmy w przypadku tej misji” – zaznaczył administrator NASA Jared Isaacman.
„Budowa, testy i prowadzenie tej misji już wzmocniły amerykański sektor kosmiczny, rozwijając zdolności serwisowania na orbicie w zupełnie nowy sposób” – podkreślił Shawn Domagal-Goldman, dyrektor Wydziału Astrofizyki w centrali NASA w Waszyngtonie.
I choć słowa te mogą brzmieć jak poklepywanie się po plecach po nieudanej misji, jest w nich wiele prawdy. Bez podejmowania ryzyka, eksperymentowania i akceptacji potencjalnych niepowodzeń, jak w tym przypadku, trudno bowiem o tempo innowacji, jakie obserwujemy obecnie w sektorze kosmicznym. Właśnie takie podejście NASA coraz częściej przyjmuje w swoich misjach, deklarując dalsze wsparcie dla komercyjnych podmiotów podejmujących się trudnych i obarczonych wysokim ryzykiem zadań.


