Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Kosmiczny ratownik w tarapatach. Czy uda się ocalić obserwatorium NASA?

Ziemia, zdjęcie z satelity, pojazd kosmiczny
Zdjęcie wykonane z pokładu LINK opublikowane 13 lipca.
Autor. Katalyst Space

Statek kosmiczny, który miał ratować obserwatorium Swift od spłonięcia w ziemskiej atmosferze, sam jest teraz na krawędzi przetrwania.

Wystrzelony 3 lipca br. robotyczny statek serwisowy LINK miał przejść do historii jako pierwszy prywatny pojazd kosmiczny, który przechwyci na orbicie publicznego satelitę nieprzystosowanego do serwisowania w ramach misji Swift Reboost.

Opracowany w zaledwie dziewięć miesięcy przez amerykańską firmę Katalyst Space robot-holownik miał przedłużyć życie 20-letniego Obserwatorium Neil Gehrels Swift, służącego do badania wysokoenergetycznych rozbłysków gamma. Bez zewnętrznej interwencji satelita spłonąłby w atmosferze jeszcze w tym roku.

Reklama

Kiedy ratownik sam staje się ofiarą

Jednak zamiast zbliżać się obecnie na odległość kilku kilometrów do obserwatorium, aby następnie je przechwycić i wynieść na wyższą orbitę, sam LINK znalazł się na krawędzi przetrwania. Jak poinformowała NASA, zleceniodawca misji, statek Katalyst Space wpadł w miniony weekend w niekontrolowaną rotację, która dodatkowo zakłóca łączność z pojazdem.

Według wstępnych ustaleń za problemy odpowiada awaria dwóch z trzech kół reakcyjnych, służących do kontroli położenia pojazdu. Zbiegła się ona z utratą funkcjonalności silnika na zimny gaz. Pozostałe systemy LINK-a, w tym trzy ramiona robotyczne, napęd elektryczny i system zasilania, działają prawidłowo.

Kontrola misji ma jednak plan ratunkowy. Zakłada on wykorzystanie napędu elektrycznego przeznaczonego do podnoszenia orbity LINK-a do ustabilizowania położenia statku. Pierwsze próby jego uruchomienia w tym celu przyniosły pozytywne rezultaty. Dopiero po pełnym opanowaniu rotacji i zmodyfikowaniu systemu kontroli pojazdu kontrolerzy będą mogli ocenić, czy LINK zachował zdolność do podejścia i przechwycenia Swift.

Reklama

Ryzyko wliczone w cenę i czas

Problemy LINK-a pokazują ryzyko związane z nowym paradygmatem realizacji misji kosmicznych, który zadomowił się już w sektorze prywatnym, a coraz częściej przenika także do NASA. Zakłada on szybkie, elastyczne i niskokosztowe projektowanie oraz iteracyjne rozwijanie technologii przy akceptacji większego ryzyka niepowodzenia. Podejście to uosabia sam LINK, opracowany w zaledwie dziewięć miesięcy jako pierwszy prywatny pojazd podejmujący próbę takiego manewru.

Tworząc statek kosmiczny w zaledwie dziewięć miesięcy za 30 mln dolarów, trzeba zaakceptować większe ryzyko niepowodzenia misji wynikające z ograniczeń czasowych i budżetowych. Równocześnie to właśnie takie podejście czyni misję Swift Reboost wykonalną i opłacalną, zwłaszcza że jej celem jest uratowanie 20-letniego obserwatorium wartego pół miliarda dolarów.

Sam Katalyst Space wciąż wierzy, że jest to możliwe. „Choć problemy techniczne wymagają zmiany podejścia, nasz zespół pracuje bez przerwy wspólnie z partnerami z NASA. Misja pozostaje aktywna i nadal uważamy, że po wprowadzeniu tych zmian LINK ma realną szansę na spotkanie ze Swiftem” – napisała firma w oświadczeniu z 28 lipca.

Następne dni i tygodnie pokażą, czy Katalyst Space zdoła dokonać czegoś jeszcze bardziej imponującego niż pierwotnie planowana misja: uratować nie tylko obserwatorium Swift, lecz najpierw także własny statek.

Reklama