- WIADOMOŚCI
Europejski wyścig po suwerenność kosmiczną ryzykuje utratę strategicznego kierunku
Przez lata patrzyliśmy na sektor kosmiczny z perspektywy globalnej. Kosmos był domeną międzynarodowej współpracy; miejscem, gdzie wspólne ambicje przeważały nad interesami narodowymi. Rządy mówiły o monitorowaniu klimatu, zrównoważonym rozwoju, odkryciach naukowych i ochronie planety. Dziś ta narracja zmieniła się diametralnie.
Zobacz też

Zmienił się świat, a wraz z nim sektor kosmiczny
W ciągu zaledwie kilku lat Europa przeszła od myślenia globalnego do myślenia regionalnego, a właściwie narodowego. Długoterminowa perspektywa strategiczna coraz częściej ustępuje krótkoterminowym imperatywom bezpieczeństwa. Jeszcze niedawno politycy mówili o ratowaniu planety. Dziś coraz częściej sprawiają wrażenie, jakby skupiali się przede wszystkim na ratowaniu samych siebie.
Wojna w Ukrainie tylko przyspieszyła tę zmianę. Pokazała z brutalną wyrazistością, że współczesne działania wojenne są uzależnione od infrastruktury kosmicznej. Bez satelitów nie ma odpornej łączności, świadomości sytuacyjnej, skutecznego rozpoznania ani nowoczesnej nawigacji. Kosmos przestał być niszową domeną technologiczną, stał się infrastrukturą krytyczną.
Ta zmiana postrzegania miała jedną natychmiastową konsekwencję: pieniądze
Europa inwestuje dziś w sektor kosmiczny na niespotykaną wcześniej skalę. Państwa ogłaszają kolejne programy narodowych zdolności satelitarnych, konstelacje obserwacji Ziemi oraz wojskowe systemy komunikacji. Sama skala tych inwestycji jest pozytywnym sygnałem. Przez dekady europejski sektor kosmiczny próbował przekonać polityków, że przestrzeń kosmiczna ma strategiczne znaczenie. Dziś ta dyskusja jest już zakończona.
Pozostaje jednak niewygodne pytanie: czy Europa buduje spójną strategię kosmiczną, czy po prostu wydaje pieniądze, ponieważ nagle może?
„Suwerenność” stała się politycznym słowem-kluczem naszych czasów. Jednak suwerenność bez koordynacji grozi powielaniem tych samych zdolności. Europa realizuje dziś wiele nakładających się inicjatyw, często bez poważnej debaty o ich długoterminowej trwałości, interoperacyjności czy strategicznej konieczności.
Weźmy choćby komunikację satelitarną. Europa pracuje już nad IRIS² – unijnym programem bezpiecznej łączności satelitarnej mającym wzmacniać europejską autonomię strategiczną. Mimo to pojawiła się niemiecka inicjatywa budowy własnych systemów komunikacyjnych. Pytanie nie brzmi, czy suwerenna komunikacja jest potrzebna, bo oczywiście jest. Pytanie brzmi, czy Europa jest w stanie wiarygodnie utrzymać kilka dużych konstelacji konkurujących o tych samych użytkowników, częstotliwości, finansowanie i przestrzeń orbitalną.
Podobnie wygląda sytuacja w obszarze obserwacji Ziemi. Coraz więcej państw europejskich chce posiadać własne narodowe satelity EO. Z politycznego punktu widzenia to zrozumiałe. Każdy rząd chce mieć widoczne, narodowe zdolności. Problem polega jednak na tym, że nie wszystkie satelity są sobie równe, a kilka pojedynczych satelitów bardzo rzadko jest w stanie realnie zaspokoić potrzeby państwa.
Suwerenności nie można mierzyć wyłącznie liczbą obiektów wyniesionych na orbitę
Zdolność istniejąca jedynie „na papierze”, bez odpowiedniego pokrycia, częstotliwości rewizyt, odporności operacyjnej czy ciągłości działania w sytuacji kryzysowej, nie jest prawdziwą suwerennością. Jest jedynie odhaczeniem politycznego checkboxu.
Oczywiście Europa musi od czegoś zacząć. Budowanie narodowych kompetencji może wzmacniać przemysł, pobudzać innowacje i ograniczać strategiczne zależności. Jednak Europa powinna zadać sobie trudniejsze pytanie: gdzie przebiega granica między narodową suwerennością a wspólną europejską zdolnością?
Zobacz też

Przez dekady sektor kosmiczny był wzorem międzynarodowej współpracy właśnie dlatego, że wszyscy rozumieli, iż wielkich rzeczy w kosmosie nie da się robić samodzielnie. Największe europejskie sukcesy, Galileo, Copernicus czy Ariane, powstały dzięki współpracy. Czy ta filozofia właśnie odchodzi do przeszłości?
Jednocześnie niska orbita okołoziemska staje się coraz bardziej zatłoczona. Europa, podobnie jak Stany Zjednoczone, Chiny i sektor komercyjny, przygotowuje się do wyniesienia kolejnych tysięcy satelitów do już dziś przeciążonego środowiska orbitalnego. Tymczasem debata o suwerenności bardzo często pomija kwestie zatłoczenia orbit, konkurencji o widmo częstotliwości czy długoterminowej zrównoważoności działań w kosmosie.
Europa musi uważać, by nie pomylić aktywności ze strategią
Kontynent bez wątpienia potrzebuje silniejszych suwerennych zdolności kosmicznych. Wymaga tego obecna sytuacja geopolityczna. Jednak suwerenność nie może oznaczać fragmentacji. Prawdziwym wyzwaniem dla Europy nie jest po prostu budowa większej liczby satelitów, lecz określenie, które zdolności rzeczywiście muszą być narodowe, które lepiej rozwijać wspólnie i jak zapewnić, by strategiczna autonomia nie odbywała się kosztem współpracy, zrównoważoności i zdrowego rozsądku.
W przeciwnym razie Europa może „wygrać” wyścig po suwerenność, tracąc jednocześnie ducha współpracy, który przez dekady stanowił fundament jej kosmicznych ambicji.
Autor: dr Agnieszka Łukaszczyk



