Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Rosyjski satelita metry od ICEYE-X36. Kryzys na orbicie

Satelita, Ziemia, Kosmos
Wizualizacja satelity ICEYE z perspektywy kilkudziesięciu metrów.
Autor. ICEYE

Po serii nagłych manewrów Kosmos 2612 dogonił zachodniego satelitę, zajmując dogodną pozycję do potencjalnego ataku z odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów. W co gra Moskwa?

Reklama

14 października br. informowaliśmy o zbliżeniu się rosyjskiego satelity Kosmos 2612 do satelity rozpoznania radarowego fińsko-polskiej firmy ICEYE na odległość 475 km. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, czy Rosja zdecyduje się kontynuować te manewry. Dziś wiemy, że najprawdopodobniej jesteśmy świadkami najbliższego w historii nieuzgodnionego zbliżenia dwóch aktywnych satelitów na orbicie okołoziemskiej.

W dniach 15 i 16 października Kosmos 2612 wykonał serię manewrów, w wyniku których zmniejszył dystans dzielący go od ICEYE-X36 z kilkuset kilometrów do kilkuset metrów lub nawet mniej, według szacunków pochodzących z kilku niezależnych źródeł. Dane CelesTrak wskazują, że odległość ta mogła w momencie rekordowego zbliżenia spaść do zaledwie 26 metrów w niedzielę 18 października o godz. 03:41 czasu polskiego.

Rosyjski satelita niemal idealnie dopasował swoje parametry orbitalne do tych ICEYE-X36, co oznacza, że może pozostawać w jego bezpośrednim sąsiedztwie przez praktycznie cały czas. Takie położenie stwarza dogodne warunki do podjęcia całego wachlarza działań przeciwko zachodniemu satelicie, których charakter pozostaje jednak największą niewiadomą.

Reklama

Pierwszą, bardzo prawdopodobną możliwością jest inspekcja optyczna oraz rozpoznanie elektromagnetyczne (SIGINT) ICEYE-X36 w celach wywiadowczych, które mogą już mieć miejsce. W ten sposób Rosjanie mogliby dokładniej poznać budowę i wyposażenie satelity, który służy m.in. zachodnim rządom i siłom zbrojnym, w tym Ukrainie.

Działania rozpoznawcze mogą być jednak jedynie wstępem do bezpośredniej ingerencji w funkcjonowanie satelity za pomocą środków niekinetycznych lub kinetycznych. Wszystko będzie zależeć od wyposażenia satelity Kosmos 2612 oraz rosyjskich zamiarów – oba czynniki pozostają kluczowymi niewiadomymi.

W zależności od nich Rosja mogłaby chcieć na przykład zakłócić łączność satelity z Ziemią (jamming) albo jego zdolność do prowadzenia rozpoznania radarowego powierzchni Ziemi. W skrajnym scenariuszu Kreml mógłby zdecydować się na fizyczną ingerencję, począwszy od sprowokowania kolizji obu satelitów, przez trafienie ICEYE-X36 specjalnym pociskiem, aż po mechaniczne przechwycenie w celu jego zniszczenia, uszkodzenia lub przemieszczenia.

Reklama

Każde z tych działań postawiłoby Zachód przed trudnym zadaniem znalezienia adekwatnej odpowiedzi, zwłaszcza że Kreml z pewnością próbowałby odżegnywać się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za atak. Jego głównym celem mogłoby być, jak to często bywa, wykazanie bezsilności państw zachodnich i pogłębienie podziałów między nimi. Sprzyjać temu mogłyby niejasności dotyczące odpowiedzialności za obronę komercyjnego satelity dual-use, a także trudności z atrybucją wrogich działań w domenie kosmicznej.

W tym kontekście niepokoi cisza ze strony państw zachodnich, które do tej pory nie wydały żadnego publicznego oświadczenia ostrzegającego Rosję przed dalszą eskalacją. Samo ICEYE, zapytane o komentarz, również nie zajęło dotychczas stanowiska w tej sprawie. Pozostaje mieć nadzieję, że podobne ostrzeżenia dotarły już do Moskwy mniej jawnymi kanałami dyplomatycznymi lub wojskowymi.

Co ważne, Kreml nie musi robić już nic więcej, aby wysłać Zachodowi ważny sygnał. Nawet bez podejmowania dodatkowych działań samo zbliżenie stanowi strategiczną demonstrację rosyjskich zdolności do prowadzenia operacji counterspace. Interpretację tę wspierają najświeższe doniesienia z poranka 19 października, według których rosyjski satelita miał zacząć oddalać się od swojej ofiary. Swoją bezczelnością na orbicie Rosjanie zdają się mówić: „W każdej chwili możemy przylecieć i zniszczyć wasze drogie zabawki”.

Reklama

Z tego właśnie powodu sytuacja ponad wszystko obnaża nieprzygotowanie państw europejskich do obrony własnych systemów kosmicznych na orbicie, które obecnie nie dysponują odpowiednimi zdolnościami, co prawdopodobnie również chce zademonstrować Moskwa. Bodaj najskuteczniejszą odpowiedzią na obecne działania Rosji byłoby wysłanie w jego rejon specjalnego satelity patrolowego wyposażonego w zdolności ofensywne, który w razie konieczności mógłby zneutralizować zagrożenie, lub wykorzystanie przeciwko niemu naziemnej broni laserowej.

Państwa europejskie, w przeciwieństwie do USA, nie dysponują obecnie operacyjnymi zdolnościami w żadnym z tych obszarów, które dopiero są rozwijane. Stąd obecny kryzys na orbicie musi przyspieszyć europejskie i polskie wysiłki na rzecz pozyskania niezależnych zdolności szybkiego reagowania na zagrożenia orbitalne i prowadzenia defensywnych operacji counterspace. W przeciwnym razie podobne sytuacje będą się tylko nasilać, zarówno pod względem skali, jak i częstotliwości.

Reklama