Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Kosmos fundamentem rosyjskiej doktryny nuklearnej

Fot. mil.ru.
Fot. mil.ru.

Brytyjski think tank Royal United Services Institute (RUSI) ocenia, że środek ciężkości rosyjskich zdolności nuklearnych będzie stopniowo przesuwał się poza ziemską atmosferę, co może objąć również część samego arsenału.

Reklama

Prognoza ta stanowi część szerszej analizy przyszłości rosyjskiego arsenału i doktryny nuklearnej, przeprowadzonej przez dr. Sidhartha Kaushala. Wynika ona z głównego wniosku raportu, zgodnie z którym Moskwa w najbliższych latach skoncentruje się raczej na jakościowym rozwoju swoich zdolności ofensywnych niż na ilościowej rozbudowie arsenału. Ma to wynikać zarówno z ograniczeń materiałowych i przemysłowych, jak i ze strategicznych priorytetów Rosji.

Pierwsze skrzypce w tej ofensywnej strategii mają grać przede wszystkim zdolności do przeprowadzania uderzeń wyprzedzających oraz, co szczególnie istotne, zaawansowane operacje przeciwkosmiczne (counterspace). Na znaczeniu mają natomiast stracić mobilne lądowe wyrzutnie pocisków balistycznych, coraz bardziej narażone na precyzyjne uderzenia przeciwnika, a także okręty podwodne przenoszące broń jądrową, w związku z mniejszym naciskiem na zdolności do przeprowadzenia drugiego uderzenia w ramach odwetu.

Zdaniem Kaushala Kreml przeznaczy znaczące środki na rozwój broni energii skierowanej oraz kosmicznych systemów walki elektronicznej. Ich zadaniem będzie neutralizowanie amerykańskich sensorów orbitalnych odpowiedzialnych za wykrywanie i śledzenie pocisków balistycznych, a także sensorów wykorzystywanych przez systemy obrony przeciwrakietowej w momencie konfrontacji. Ma to również odzwierciedlać rosnący nacisk Rosji na rozwój zdolności wielofunkcyjnych, które mogą być wykorzystywane zarówno w operacjach konwencjonalnych, jak i nuklearnych, co pozwala ograniczyć koszty.

Reklama

Rosja może jednak posunąć się znacznie dalej niż tylko rozmieszczenie na orbicie konwencjonalnych systemów uzupełniających zdolności naziemne. Od dawna spekuluje się o rosyjskich planach i działaniach zmierzających do umieszczenia broni jądrowej w przestrzeni kosmicznej. Już w 2024 r. Amerykanie ostrzegali przed rosyjskimi planami wyposażenia satelitów w tego rodzaju ładunki.

Autor raportu również skłania się ku tej tezie, podkreślając, że rosnąca liczba satelitów na orbicie czyni orbitalną broń jądrową znacznie bardziej opłacalnym rozwiązaniem niż konwencjonalne systemy antysatelitarne. W przypadku tych drugich Moskwa potrzebowałaby bowiem setek egzemplarzy, aby zneutralizować odpowiednio dużą liczbę satelitów, podczas gdy podobny efekt mogłaby osiągnąć za pomocą zaledwie kilku detonacji jądrowych.

Według badań przywołanych przez Kaushala eksplozja pojedynczego ładunku jądrowego o mocy 110 kt (ponad 7 razy silniejszego od bomby zrzuconej na Hiroszimę) na orbicie mogłaby w różnym stopniu dotknąć nawet 20% wszystkich satelitów. Rosyjscy analitycy idą nawet dalej, rozważając scenariusz jednoczesnej detonacji 20 takich bomb w celu zmaksymalizowania skali zniszczeń.

Reklama

Jak wyjaśnia autor, orbitalne detonacje jądrowe mogłyby towarzyszyć rosyjskiemu uderzeniu nuklearnemu na Ziemi, służąc oślepieniu wrogich satelitów, a tym samym osłabieniu obrony przeciwrakietowej i ograniczeniu zdolności przeciwnika do przeprowadzenia precyzyjnego odwetu. Jednak, jak słusznie zauważa Kaushal, w ramach stosunkowo elastycznej rosyjskiej doktryny nuklearnej użycie broni jądrowej wyłącznie na orbicie mogłoby również stanowić samodzielny, niższy szczebel na drabinie eskalacyjnej, służący np. zastraszeniu państw zachodnich i wymuszeniu na nich ustępstw.

Rosja igra z ogniem, romansując z ideą rozmieszczenia ładunków jądrowych na orbicie, nie tylko ze względu na oczywistą sprzeczność takiego postępowania z postanowieniami obowiązującego ją Traktatu o przestrzeni kosmicznej, ale także dlatego, że mogłoby ono się łatwo przerodzić w wymianę nuklearną na Ziemi, nawet w przypadku realizacji drugiego z opisanych scenariuszy.

Nawet jeśli rosyjski atak na orbicie miałby ograniczone cele, wpisujące się w koncepcję tzw. deeskalacji przez eskalację, działanie takie wcale nie musiałoby zostać w ten sposób odebrane w Waszyngtonie i szerzej na Zachodzie. W przekonaniu, że orbitalna detonacja stanowi jedynie wstęp do uderzeń nuklearnych na Ziemi, USA mogłyby zdecydować się na przeprowadzenie wyprzedzającego uderzenia na cele naziemne, doprowadzając tym samym do pełnoskalowej wymiany nuklearnej.

Reklama

Jak dobrze ilustruje powyższy scenariusz, kwestie natury egzystencjalnej w stosunkach międzynarodowych niezbyt dobrze współgrają z rosyjską wiarą w elastyczność użycia broni jądrowej. Pozostaje mieć nadzieję, że Rosjanom nie przyjdzie do głowy sprawdzać tych założeń w praktyce.

Reklama