Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Radziecki satelita rozpadł się na orbicie

Kosmiczne śmieci w pobliżu Ziemi.
Kosmiczne śmieci w pobliżu Ziemi.
Autor. ESA

W ostatnich dniach doszło do fragmentacji nieczynnego radzieckiego satelity meteorologicznego Meteor 2-7. Zdarzenie wpisuje się w serię podobnych przypadków odnotowanych w ostatnich miesiącach, które zwiększają obawy o bezpieczeństwo operacji na orbicie okołoziemskiej.

Reklama

Meteor 2-7 został wystrzelony w 1981 r. Fragmentację obiektu na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO) wykryli na początku października br. specjaliści firmy LeoLabs, zajmującej się monitorowaniem przestrzeni kosmicznej. Z przekazanych informacji wynika, że w pobliżu satelity zidentyfikowano dziesiątki odłamków. Ich dokładna liczba i rozmiary nie zostały dotąd określone.

Do zdarzenia doszło na wysokości około 855 km nad powierzchnią Ziemi. To istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa orbitalnego, ponieważ fragmenty pozostające na tej wysokości mogą przez długi czas stanowić zagrożenie dla innych obiektów.

„To kolejne z serii zdarzeń, które obserwowaliśmy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Łącznie wskazują one na niepokojący trend w zakresie bezpieczeństwa kosmicznego i podkreślają kluczowe znaczenie stałego monitorowania” – poinformowała firma LeoLabs we wpisie na platformie X.

Reklama

Przypadek Meteora 2-7 nie jest odosobniony. W ostatnich miesiącach doszło również do fragmentacji amerykańskiego satelity wojskowego USA 32, chińskiego członu rakiety nośnej oraz rosyjskiego satelity Olymp-1 (NORAD 40258). Wcześniej podobne zdarzenie dotknęło także jednego z satelitów Starlink.

Co istotne, Meteor 2-7 uległ fragmentacji już wcześniej – w marcu 2004 r. Według dostępnych informacji tamto zdarzenie doprowadziło do powstania jedynie kilku odłamków. Ponowny rozpad tego samego obiektu pokazuje, że nieczynne satelity pozostające na orbicie mogą stanowić zagrożenie przez wiele lat po zakończeniu misji.

Coraz więcej śmieci kosmicznych

Warto przypomnieć, że fragmenty satelitów i rakiet poruszają się z prędkościami sięgającymi kilku kilometrów na sekundę. Nawet niewielki odłamek może więc uszkodzić lub zniszczyć aktywnego satelitę. Kolizje mogą prowadzić do powstawania kolejnych fragmentów, zwiększając ryzyko następnych zderzeń. Taki mechanizm kaskadowego narastania liczby odłamków określa się mianem syndromu Kesslera.

Reklama

Skala problemu rośnie wraz z intensyfikacją działalności kosmicznej. Według danych Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2026 r. sieci monitorujące śledziły około 46 tys. obiektów na orbicie okołoziemskiej, z których tylko część stanowiły aktywne satelity. Szacunki oparte na modelach wskazują ponadto, że na orbicie znajduje się około 1,5 mln fragmentów o rozmiarach od 1 do 10 cm oraz około 230 mln odłamków o wielkości od 1 mm do 1 cm.

Do tej populacji zaliczają się m.in. nieczynne satelity, zużyte człony rakiet nośnych oraz fragmenty powstałe w wyniku kolizji. Większości najmniejszych odłamków nie da się obecnie regularnie śledzić, co utrudnia ocenę zagrożenia dla poszczególnych misji.

Problem dotyczy również aktywnych satelitów, które muszą wykonywać manewry pozwalające uniknąć niebezpiecznych zbliżeń. Według danych przedstawionych przez SpaceX w raporcie dla amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności (FCC), od czerwca 2025 r. do maja 2026 r. każdy satelita Starlink wykonywał ponad 40 manewrów unikania kolizji rocznie.

Reklama

Rosnąca liczba obiektów i zdarzeń fragmentacyjnych sprawia, że coraz większego znaczenia nabierają stałe monitorowanie przestrzeni kosmicznej, wymiana danych orbitalnych oraz ograniczanie ilości nowych śmieci. ESA podkreśla również potrzebę usuwania wybranych nieczynnych obiektów z zatłoczonych orbit, aby ograniczyć długoterminowe ryzyko kolizji.

Reklama