Statki Kosmiczne

Rosja wraca na swoje. Jaka (i czy) będzie rosyjska stacja kosmiczna? [ANALIZA]

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna z dołączonym modułem Nauka. Fot. NASA [nasa.gov]

Federacja Rosyjska poinformowała w ostatnich dniach o opuszczeniu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) po 2024 r. w celu pełnego skupienia się na rozbudowie swojej własnej orbitalnej placówki badawczej. Z najnowszych informacji wynika, że oficjalny komunikat ze strony Rosji w tej sprawie mógł być swego rodzaju blefem, a obecność kosmonautów na ISS może być przedłużona do momentu uruchomienia pierwszych modułów Rosyjskiej Orbitalnej Stacji Serwisowej (ROSS), które mają trafić na orbitę ok. 2026 lub 2028 r. Warto zatem przyjrzeć się, co na ten moment tak naprawdę wiemy o przyszłym obiekcie, który miałby wzmocnić pozycję Rosji w kontekście międzynarodowego wyścigu w przestrzeni kosmicznej.

Salut i MIR - czyli trochę historii

Jeśli chcemy rozmawiać o przyszłości, należy chwilę poświęcić przeszłości. Zacznijmy od tego, iż pomysł powstania stacji orbitalnej zrodził się w Związku Radzieckim, kiedy to po przegranym wyścigu z USA na Księżyc stwierdzono potrzebę wybudowania pierwszej w historii stacji kosmicznej przeznaczonej do celów naukowych, a także i militarnych. Ta miałaby zapewnić długotrwały pobyt człowieka radzieckiego w kosmosie i miałby nawet przyćmić sukcesy amerykańskich misji Apollo. Na początku lat siedemdziesiątych rozpoczęto program Salut, który polegał na zbudowaniu kilku pojedynczych, jednomodułowych stacji wynoszonych przy pomocy rakiety nośnej Proton-K.

Pierwszą w historii stacją kosmiczną był Salut 1, który trafił na orbitę w 1971 r. Projekt ten w późniejszym czasie wiele współdziedziczył z realizowanym jednocześnie tajnym wojskowym programem Ałmaz, dzieląc z Salutem zbliżoną konstrukcję oraz niektóre misje programu Salut: Salut 2 (Ałmaz 1), Salut 3 (Ałmaz 2) oraz Salut 5 (Ałmaz 5).

Łącznie w ramach programu Salut znalazło się siedem misji, które pod względami technologicznymi utorowały drogę do powstania stacji orbitalnej Mir i jego modułu bazowego w 1986 r. W porównaniu do programu Salut, finalna wersja była zbudowana z kilku segmentów. Z kolei w przeciwieństwie do wcześniejszej koncepcji obiekt nie był wykorzystywany do celów militarnych i służył kosmonautom do celów naukowych do 2000 r., kiedy to powoli działanie przejmowała Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS).

Stacja Mir widziana z wahadłowca Atlantis
Fot. https://pl.wikipedia.org/wiki/Mir_(stacja_kosmiczna)

ISS został pierwszym projektem, który powstał w wyniku współpracy agencji z różnych stron świata, w tym wypadku właśnie z Rosji, USA, Japonii, Kanady i Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Konstrukcja Mir uległa w 2001 roku kontrolowanej deorbitacji, lecz doświadczenie inżynieryjne uzyskane podczas jej powstawania zaowocowało stworzeniem w latach dziewięćdziesiątych modułu serwisowego Zwiezda (DOS-8, Dołgowriemiennaja Orbitalnaja Stancija 8), czyli drugiego (po Zarii) segmentu rosyjskiej części ISS, który tak naprawdę miał stanowić podwaliny pod Mir-2.

Obecna sytuacja

ISS powstała z połączenia amerykańskiego projektu stacji Freedom, rosyjskiego Mir-2 oraz europejskiego laboratorium Columbus. Pierwszym modułem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej był rosyjski segment (sfinansowany przez USA) o nazwie Zarja. Następnie dołączyły do niego amerykański moduł Unity oraz wcześniej wspomniana Zwiezda. W dalszej kolejności na orbitę trafił Destiny, czyli podstawowa część naukowa ISS należąca o USA, a w późniejszych latach MSK została rozszerzona o międzynarodowe segmenty: Quest, Harmony, Columbus, Kibo, Poisk, Tranquillity, Cupola, Rasswiet, Leonardo, BEAM. Ostatnie moduły należące do Rosji - Nauka oraz Priczał - zostały zintegrowane z ISS w 2021 r.

Rosyjski wkład w powstanie MSK był niewątpliwie kluczowy, w końcu to oni symbolicznie rozpoczęli umieszczanie jej komponentów w przestrzeni kosmicznej. Należy tutaj podkreślić, że utrzymanie ISS na właściwej orbicie jest dokonywane głównie przez segment rosyjski (m.in. pojazdy Progress i Zwiezdę). Zaniechanie tej czynności poskutkowałoby deorbitacją stacji, lecz już teraz Amerykanie sprawdzają, czy są w stanie w tej kwestii dać radę bez Rosji. W czerwcu br. dokonano operację podniesienia orbity przy pomocy statku Cygnus. Jednakże w dalszym ciągu istnieją obawy o to, w jaki sposób bez Rosjan będą możliwe bardziej zaawansowane manewry.

Fot. Thales Alenia Space

Przez wszystkie lata swego funkcjonowania stacja gościła ponad dwustu astronautów, kosmonautów, w tym także kosmicznych turytów. Dzięki wysiłkom NASA, ESA i Roskosmosu stworzono wspólny organizm, na którym przeprowadzono wiele kluczowych badań i eksperymentów, dzięki którym możliwa jest dalsza eksploracja kosmosu oraz rozwój nowych technologii kosmicznych. Stacja od zawsze była symbolem międzynarodowej współpracy, w której główne skrzypce grały światowe mocarstwa, kojarzone z zaciętą rywalizacją i to nie tylko w domenie kosmicznej.

Mimo wieloletniej wspólnej działalności na orbicie, wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach będziemy świadkami rozłamu w kooperacji, czego przejawy widać już dzisiaj. Jest to związane z polityką Roskosmosu, który od pewnego czasu głosi, że decyzja w sprawie opuszczenia stacji już dawno zapadła. Rosjanie planują, by do 2030 r. być w posiadaniu własnej placówki badawczej. Były szef Roskosmosu Dmitrij Rogozin tłumaczył, że te plany są tylko i wyłącznie efektem rosnącej izolacji Federacji Rosyjskiej na arenie międzynarodowej, a nowy prezes korporacji potwierdzając słowa poprzednika ogłosił ostatnio, że jego państwo opuści ISS już po 2024 r.

Czytaj też

Nowy szef Roskosmosu Jurij Borysow zapewniał, że Rosja dalej wypełnia swoje międzynarodowe zobowiązania wobec partnerów z NASA, ESA, CSA i JAXA. Pogorszenie wspólnych relacji wynika z wywołanego przez Rosję konfliktu zbrojnego na Ukrainie, co przyniosło za sobą wiele sankcji, które według Federacji Rosyjskiej są nadzwyczaj bezpodstawne. Współpracę z Rosją zaczęły zawieszać europejskie podmioty naukowe. Równocześnie ESA wdrożyła sankcje polegające na zakazie dzielenia się technologią oraz zakończyła kooperację w programie ExoMars. Roskosmos z kolei wycofał swój personel z kosmodromu w Gujanie Francuskiej, jak i zawiesił starty rakiet Sojuz z kontynentu południowoamerykańskiego.

W kontekście powolnego zamrażania relacji naukowych Wschodu z Zachodem czynnikiem pozwalającym na rozwijanie tego stanu jest coraz to brutalniejsza wojna rosyjsko-ukraińska, którą Zachód próbuje Moskwie utrudnić. Ponadto orbitujące laboratorium zostało już "porażone" przez ziemską politykę - wszakże niejednokrotnie ISS był orężem w działaniach Rogozina, a sami kosmonauci wyrażali swe poparcie dla separatystycznych republik. Ponadto w ostatnich miesiącach coraz częściej Rosja mówi o budowie własnej stacji, chcąc odciąć się od Zachodu. Proces budowy następcy MSK jest wsparty istniejącymi planami, których realizacja ma rozpocząć się już za kilka lat. Jeżeli do budowy miałoby faktycznie dojść w terminie, to wystrzelenie pierwszych część stacji planowane jest na lata 2026-2028 r.

Jak wygląda przyszłość?

Początkowo Roskosmos ogłosił, że opuści ISS po 2024 r., natomiast NASA oznajmiła, że nie otrzymała oficjalnego pisma w tej sprawie od Rosji, więc liczy na wytłumaczenie tej sytuacji. Zaledwie dzień później oznajmiono, że Rosja wycofa się z udziału w programie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w momencie, gdy ROSS będzie gotowy na przyjęcie kosmonautów. Miałoby to nastąpić najwcześniej w 2028 r., czyli w momencie, gdy zostanie uruchomiony centralny moduł nowej rosyjskiej stacji orbitalnej.

W kontekście przyszłej stacji Federacja Rosyjska rozpatrywała dwie drogi. Pierwsza z nich miałaby polegać na oddzieleniu Rosyjskiego Segmentu Orbitalnego, wraz z modułami Nauka i Priczał, celem zbudowania OPSEK (Orbitalnyj Piłotirujemyj Sboroczno-Ekspierimientalnyj Kompleks), jednakże pomysł został porzucony w 2017 roku. Druga droga polega na budowie stacji od podstaw - ma ona się nazywać Rosyjska Orbitalna Stacja Serwisowa (ROSS). ROSS docelowo znalazłby się na wysokości 372 km nad Ziemią i miałaby składać się z pięciu modułów, a jej planowana masa zawarłaby się w 60 t, co odpowiadałoby mniej więcej 1/7 obecnej masy ISS. Według dostępnych informacji wynika, że ma ona być przystosowana do pomieszczenia trzyosobowej załogi.

Wizualizacja ukończonej Rosyjskiej Serwisowej Stacji Orbitalnej
Fot. Roskosmos

Pierwsza faza montażu ROSS ma się rozpocząć jeszcze przed 2028 r. Będzie obejmowała orbitalną integrację modułu głównego i prawdopodobnie certyfikację nowych pojazdów zaopatrzeniowych i transportowych (program Federacja/Orzeł). Segmentem głównym zostanie tzw. Moduł Naukowo-Energetyczny (NEM), który zostanie wyniesiony przez system nośny Angara-A5M. Razem z NEM zostanie zintegrowany moduł węzłowy (Uzłowoj moduł) i śluza powietrzna (Szluzowoj moduł), dzięki której możliwe będzie zacumowanie pojazdu i dotarcie pierwszej załogi. Według obecnych planów NEM ma zostać wyniesiony z kosmodromu Bajkonur za pomocą rakiety Sojuz 2.1b. Po powrocie kosmonautów na Ziemię stacja ma działać w trybie automatycznym. W ramach pierwszej fazy budowy zostaną także dołączone sporej wielkości panele słoneczne, które umożliwią generowanie mocy elektrycznej do 55 kW. Zakłada się, że przybywające załogi będą odwiedzać ROSS dwa razy w roku i spędzać na jej pokładzie ok. 2 miesiące (na stacji Tiangong czy ISS takie ekspedycje trwają pół roku).

Czytaj też

Druga faza miałaby nadejść w 2030 r. i poskutkowałaby powiększeniem obiektu o dwa duże moduły laboratoryjne (Celewoj i Proizwodstwiennyj). Zdaniem władz państwowych stacja miałaby zagwarantować Rosji dokonywanie przełomowych osiągnięć w dziedzinie nanotechnologii, biotechnologii oraz mikroelektroniki. Finalna konstrukcja ma także umożliwić jej użytkowanie przez wiele lat, pozwalając też na podmianę zużytych i uszkodzonych modułów. Obiekt może być użyty jako stacja pośrednia, aby pomóc kosmonautom przygotować się do podróży na Księżyc lub Marsa (jak w przypadku amerykańskiej placówki Lunar Gateway), lecz na ten moment ciężko stwierdzać, czy aby na pewno tak stanie - trudno nawet o jakiekolwiek terminy.

Według zapewnień rosyjskich władz na potrzeby ROSS zostaną stworzone także systemy i urządzenia podtrzymywania życia zapewniające komfortowy i bezpieczny pobyt załogi, wysokowydajne systemy zasilania, dokładniejszy systemy nawigacji i orientacji oraz wiele więcej unowocześnionych rozwiązań technologicznych. Nie jest jednak do końca jasne czy znajdzie się na to odpowiednie finansowanie, gdyż rosyjski program kosmiczny znajduje się obecnie w głębokim kryzysie finansowym. Nie wiemy też, jak dużymi funduszami na tego typu cele dysponuje Rosja, lecz takie przedsięwzięcie niosłoby za sobą ogromne wydatki, liczone w dziesiątkach miliardów dolarów amerykańskich, co w obliczu wojny i powolnej transformacji rosyjskiej gospodarki na gospodarkę wojenną może być trudne do zrealizowania w wyznaczonym terminie, a programy naukowe mogą zostać wstrzymane na koszt tych wojskowych.

Czytaj też

Wiele wskazuje na to, że Rosja w perspektywie kilku lat może dołączyć (chociaż w kontekście stacji MIR bardziej poprawnym stwierdzeniem jest powrót) do Chińskiej Republiki Ludowej w kwestii posiadania swojej własnej, narodowej placówki laboratoryjnej na orbicie. Nie będzie to jednak tak łatwe, biorąc pod uwagę to, co obecnie dzieje się w Ukrainie. Realizacja wielomiliardowego przedsięwzięcia w momencie, gdy Moskwa prowadzi wojnę napastniczą, która generuje olbrzymie koszty, będzie dość trudna do wykonania. Rosjanie zdają się wierzyć w utrzymanie wyznaczonych terminów, lecz wszystkie kosmiczne plany rosyjskich władz zależą od tego, co dalej będzie się rzeczywiście działo na Ziemi.

Odnośnie ISS dalej otwartym pytaniem pozostaje to, czy po odejściu Rosji z projektu Amerykanie zdecydują się na samodzielne (lub wraz z partnerami) utrzymanie ISS na właściwej orbicie i serwisowanie jej. Póki co, jej działalność na stacji zostaje utrzymana i wszystko wskazuje na to, że bardzo ciężko będzie odejść od tej współpracy w ciągu najbliższych lat. Czas pokaże, czy kraj ten będzie w stanie zrealizować przynajmniej pierwszą fazę rozbudowy ROSS do 2030 r.

Komentarze