Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

2026: rok próby dla kosmicznych ambicji Indii

Indie są dziś powszechnie uznawane za wschodzącą globalną potęgę, także w kosmosie. Rok 2026 może stać się preludium do indyjskiej ekspansji w tej domenie.

Premier Indii Narendra Modi rozmawia z astronautą Shubhanshu Shuklą.
Premier Indii Narendra Modi rozmawia z astronautą Shubhanshu Shuklą.
Autor. PM India

Indyjski program załogowy: orbita, stacja, Księżyc

„Indie wyglądają z kosmosu na pełne ambicji, odwagi, pewności siebie i dumy” powiedział Shubhanshu Shukla, pierwszy indyjski astronauta na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, uczestnik misji Axiom 4, tej samej, w której brał udział dr Sławosz Uznański-Wiśniewski.

Jednak ambicje najludniejszego państwa świata sięgają znacznie dalej niż wysyłanie swoich przedstawicieli w kosmos za pośrednictwem usług amerykańskiej prywatnej firmy. Autonomia od zawsze stanowiła dla Indii wartość nadrzędną i podobnie jest w ich podejściu do kosmosu.

Uosabia to w pełni program Gaganyaan, którego celem jest wyniesienie indyjskich astronautów (nazywanych „gaganyatri”) po raz pierwszy na orbitę za pomocą rakiety i kapsuły zbudowanych w Indiach. Ten historyczny program załogowy ma już pięć lat opóźnienia — pierwsza załogowa misja miała odbyć się w grudniu 2021 roku.

Reklama

Impas ma zostać przełamany w 2026 roku trzema bezzałogowymi testami. Na marzec planowana jest pierwsza z nich, Gaganyaan-1, która zabierze na pokład humanoidalnego robota Vyommitrę w celu sprawdzenia systemów podtrzymywania życia w kapsule. Jeśli tegoroczne testy przebiegną pomyślnie i bez opóźnień, pierwszy start załogowy może odbyć się już w przyszłym roku.

Cel nie jest tu aż tak naukowy, co geopolityczny. Indie chcą zamanifestować światu swoją technologiczną potęgę. Samodzielne wyniesienie ludzi na orbitę udało się dotąd tylko trzem państwom — USA, Rosji i Chinom — stąd Indie dołączyłyby do wyjątkowo elitarnego grona.

Nowe Delhi zamierza pójść o krok dalej: zapowiada rozpoczęcie budowy indyjskiej stacji kosmicznej już za dwa lata, w 2028 roku, wynosząc na orbitę jej pierwszy moduł. Konstrukcja miałaby zostać ukończona w 2035 roku, a przed 2040 rokiem pierwsi indyjscy astronauci mieliby postawić stopę na Księżycu.

Realizacja tych ambitnych planów, które niemal na pewno napotkają opóźnienia, zależy od sukcesu programu Gaganyaan. Pokazują one, że Indie chcą stać się pierwszoplanowym graczem w trwającym wyścigu kosmicznym, dołączając do prowadzących w nim Stanów Zjednoczonych i Chin.

Historia eksploracji kosmosu, zwłaszcza tej załogowej, pokazuje jednak, że wymaga ona przede wszystkim ogromnych nakładów finansowych. Na ten moment w indyjskim programie kosmicznym środków tych zdecydowanie brakuje.

Reklama

Z rocznym budżetem wynoszącym 1,5 miliarda dolarów ISRO ma do dyspozycji dwa razy mniej niż Roskosmos, sześć razy mniej niż ESA oraz kilkanaście razy mniej niż chińska CNSA i NASA. Stan ten wynika z faktu, że Indie przeznaczają zaledwie 0,04% swojego PKB na kosmos — proporcjonalnie nawet dziesięć razy mniej niż USA (0,3–0,4%) i wciąż kilka razy mniej niż Rosja (0,15–0,2%).

W świetle tych danych to nie opóźnienia i komplikacje, lecz ograniczenia finansowe mogą długoterminowo stanowić największą przeszkodę w realizacji kosmicznych aspiracji Indii.

Rozdźwięk między szumnymi zapowiedziami a brakiem adekwatnych zasobów staje się coraz bardziej dostrzegalny w samych Indiach. Pod koniec 2025 roku Indyjskie Stowarzyszenie Przemysłu Łączności Satelitarnej (SIA-India) wezwało rząd do potrojenia nakładów na sektor kosmiczny — z 0,04% do 0,12% PKB — co do 2030 roku oznaczałoby budżet rzędu nawet 5 mld dolarów, by dotrzymać kroku innym kosmicznym potęgom.

Reklama

Indyjski NewSpace na progu przełomu

Rozmiar indyjskiego sektora kosmicznego to dziś około 2–3% globalnej wartości. Wykazuje on przy tym oznaki dynamicznego rozwoju w obszarze NewSpace, co najlepiej ilustruje skokowy wzrost liczby prywatnych podmiotów: z zaledwie 11 w 2019 roku do ponad 400 w 2025 roku.

Niezrealizowanego potencjału jest jednak znacznie więcej. Wskazuje na to rządowy cel zwiększenia udziału Indii w globalnej gospodarce kosmicznej do 9% do 2030 roku, a następnie do 15% przed 2050 rokiem. Taka skala odpowiadałaby znacznie lepiej rozmiarowi całej indyjskiej gospodarki, ale realizacja tych ambicji będzie w dużej mierze zależeć od wyników kluczowych firm indyjskiego NewSpace.

A dla dwóch największych z nich może to być najważniejszy rok w dotychczasowej historii. Założony w 2018 roku Skyroot Aerospace rozrósł się do około tysiąca pracowników, pozyskał niemal 100 mln dolarów finansowania i w 2022 roku przeprowadził start pierwszej indyjskiej prywatnej rakiety suborbitalnej. Obecnie firma pracuje nad swoją pierwszą rakietą komercyjną Vikram-1, która ma wynosić niewielkie ładunki do 480 kg w ciągu zaledwie 24 godzin od rozpoczęcia montażu.

Pierwotnie pierwszy testowy lot Vikram-1 planowano już na 2024 rok, lecz — podobnie jak w przypadku publicznego programu kosmicznego — także tutaj pojawiły się istotne opóźnienia. Obecnie zakłada się, że debiut rakiety nastąpi w pierwszej połowie 2026 roku, po którym mają nastąpić jeszcze dwa loty rozwojowe.

Reklama

Sami twórcy Skyroot podkreślają krytyczne znaczenie tych testów dla dalszego rozwoju firmy i jej szybkiej komercjalizacji. Jeśli zakończą się one powodzeniem, Indie dołączyłyby do bardzo wąskiego grona państw dysponujących prywatnymi firmami zdolnymi do wynoszenia ładunków na orbitę — obok Stanów Zjednoczonych i Chin.

W tym samym czasie równie ważny dla indyjskiego sektora kosmicznego będzie rozwój Agnikul Space. Firma pracuje nad innowacyjną koncepcją rakiet, w dużej mierze wytwarzanych metodą druku 3D, co ma skrócić cykl produkcyjny i ograniczyć koszty. W ubiegłym roku spółce udało się wydrukować największy, bo aż metrowy, jednoczęściowy silnik rakietowy ze stopu Inconel. Takie podejście upraszcza konstrukcję, zmniejsza masę i ogranicza ryzyko awarii.

Wyceniany na około pół miliarda dolarów Agnikul mierzy wysoko, chcąc do końca dekady przeprowadzić nawet 100 startów, a w perspektywie najbliższych dwóch lat osiągnąć rentowność. Także i w tym przypadku kluczowy dla realizacji tych planów będzie demonstracyjny start rakiety Agnibaan SOrTeD (Single Orbit Transfer Demonstration), który ma odbyć się jeszcze w tym roku z prywatnej platformy startowej.

Jeśli plany tych dwóch wiodących indyjskich firm się powiodą, Indie będą dysponować aż trzema podmiotami zdolnymi do wystrzeliwania ładunków w kosmos. Zapewniłoby to krajowi niespotykaną dotąd kosmiczną autonomię, zwiększoną odporność oraz szeroki wachlarz opcji. W mało prawdopodobnym scenariuszu realizacji bez żadnych opóźnień oznaczałoby to nawet 50 startów rocznie już w 2029 roku zgodnie z rządowymi założeniami. Taki poziom aktywności plasowałby Indie na trzecim miejscu na świecie — za Chinami i Stanami Zjednoczonymi.

Reklama

Ambicja i dobre pomysły nie wystarczą

Rok 2026 może zwiastować dołączenie Indii do uciekającego amerykańsko-chińskiego peletonu w kosmosie, zwłaszcza jeśli powodzeniem zakończą się zarówno kluczowe programy publiczne, jak i prywatne starty. O tym, że może być o to trudno, świadczy kolejna nieudana misja indyjskiej rakiety PSLV z 12 stycznia tego roku, zakończona utratą 16 satelitów. Dalsza indyjska ekspansja w sektorze jest jednak uwarunkowana znacznie szerzej niż samą niezawodnością rakiet.

Pierwszym wyzwaniem jest i pozostanie zapewnienie stabilnego, rosnącego finansowania, które wciąż stoi pod znakiem zapytania. Wiele zależeć będzie od budżetu na kolejny rok fiskalny, który ma zostać przedstawiony 1 lutego.

Dla sektora NewSpace szczególnie istotne będzie jednak finansowanie prywatne — w 2024 roku spadło ono w Indiach o 55% względem 2023 r. (z ok. 130 mln do 59 mln dolarów). W tym kontekście inwestycyjnym „bezpiecznikiem” może okazać się krajowy fundusz venture capital zatwierdzony w 2024 roku na kwotę 10 mld rupii (ok. 119 mln USD), zwłaszcza jeśli zostanie dalej dokapitalizowany.

Kolejnym strukturalnym wyzwaniem jest niedobór — coraz częściej określany wręcz mianem kryzysu — talentów w indyjskim sektorze kosmicznym. Choć Indie wypuszczają co roku około 1,5 mln nowych inżynierów, tylko około 8 tys. z nich (czyli zaledwie 0,5%) ma specjalizację z zakresu aerospace. Co gorsza, część najlepiej wykwalifikowanych absolwentów wybiera lepiej płatną pracę za granicą, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, co nasila drenaż mózgów.

Reklama

Wreszcie Indie muszą zadbać — podobnie jak wiele innych państw — o instytucjonalną klarowność i pewność regulacyjną dla sektora kosmicznego, której obecnie wyraźnie brakuje. Wynika to z faktu, że Nowe Delhi wciąż nie przyjęło ustawy kompleksowo regulującej działalność w przestrzeni kosmicznej, która pozostaje na etapie międzyresortowych konsultacji. Najbardziej wyczekiwane są uproszczone i bardziej przewidywalne przepisy, przyspieszone procedury administracyjne oraz jasne ramy dla projektów o podwójnym zastosowaniu.

W ostatecznym rozrachunku to nie jeden start czy rok kalendarzowy przesądzą o miejscu Indii w kosmosie, bo zawsze nadejdzie kolejny. Kluczowe zaś będzie to, czy za ambicjami pójdą rosnące finansowanie, kapitał ludzki i instytucje.

Reklama