- WIADOMOŚCI
USA celują w ponad 1000 startów rakiet rocznie do 2030 roku
Waszyngton zapowiada złoty wiek amerykańskiego transportu kosmicznego, chcąc wynosić w kosmos więcej, szybciej, na więcej sposobów i z większej liczby miejsc.
Musiało minąć długie trzynaście lat, a liczba startów wzrosnąć dziesięciokrotnie, aby USA doczekały się nowej polityki dotyczącej transportu kosmicznego (National Space Transportation Policy). Jej najbardziej ambitnym celem jest umożliwienie amerykańskim podmiotom sektora kosmicznego przeprowadzania do 2030 r. ponad 1000 startów rakietowych rocznie, czemu mają służyć znacznie bardziej konkretne rozwiązania.
Tekst opublikowanej polityki już na początku podkreśla, że swobodny dostęp do przestrzeni kosmicznej ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego i interesów gospodarczych USA. Dostęp ten nie ogranicza się przy tym wyłącznie do orbity okołoziemskiej, lecz ma sięgać znacznie dalej: do przestrzeni cislunarnej, punktów Lagrange’a i głębokiego kosmosu, w tym Marsa.
Pierwsze efekty już za 3–6 miesięcy
Dalszemu skalowaniu produkcji, infrastruktury i samych startów mają sprzyjać ścisłe terminy wyznaczone dwóm najważniejszym rządowym podmiotom odpowiedzialnym za sektor systemów nośnych, czyli Departamentowi Wojny i NASA. Wahają się one od zaledwie 90 do 180 dni, w ciągu których instytucje te mają podjąć zdecydowane kroki w tym zakresie.
Wśród nich jest wskazanie i przedstawienie prezydentowi potencjalnych lokalizacji dla dodatkowych miejsc startów rakiet i powrotów ładunków, szczególnie z myślą o podmiotach prywatnych, na co instytucje mają pół roku. Nacisk na rozwój odpowiednio rozproszonej i elastycznej infrastruktury startowej nie powinien dziwić, ponieważ to właśnie ona jest dziś postrzegana jako najpoważniejsze wąskie gardło dla lotów orbitalnych a nie sama dostępność odpowiedniej liczby systemów nośnych.
W tym samym okresie instytucje mają ocenić wciąż istniejące bariery dla przeprowadzania startów na żądanie w ekspresowym tempie, czyli w czasie krótszym niż 48 godzin od powiadomienia, co jest obecnie jednym z najpilniejszych priorytetów Sił Kosmicznych USA. Polityka nakazuje również rozwój transportu w samej przestrzeni kosmicznej, w tym logistyki i serwisowania na orbicie, a także jego dywersyfikację poprzez nowe systemy, takie jak samoloty kosmiczne czy przenośne rakiety nośne.
Rakiety „Made in USA"
Protekcjonistyczne i suwerenistyczne tony, tak częste w polityce USA za Donalda Trumpa, wybijają się na pierwszy plan także w tym dokumencie. Publiczne i wojskowe ładunki kosmiczne mają być niemal zawsze wynoszone za pomocą rakiet wyprodukowanych w Stanach Zjednoczonych, chyba że start odbywa się w ramach programu międzynarodowego lub demonstracji technologicznej bądź naukowej o mniejszym znaczeniu. Jeśli więc coś ważnego i amerykańskiego ma trafić na orbitę, ma to zrobić na rakiecie made in USA.
W tych startach otwarcie preferowane mają być komercyjne systemy wynoszenia, a nie rozwiązania rządowe, takie jak rakiety NASA. Agencje federalne mają również unikać działań, które mogłyby „ograniczać, zniechęcać do rozwoju lub konkurować z amerykańskim komercyjnym sektorem transportu kosmicznego, chyba że wymaga tego bezpieczeństwo publiczne lub narodowe”.
100, 1000, 10 000 startów – gdzie leży granica?
Wzrost liczby startów do 1000 rocznie w ciągu następnych pięciu lat oznaczałby ich ponad pięciokrotny wzrost względem 2025 r., kiedy amerykańskie podmioty przeprowadziły łącznie 193 starty, z czego aż 165 przypadło na Falcona 9. Do końca lipca tego roku USA przeprowadziły 108 lotów orbitalnych i wszystko wskazuje na to, że osiągną wynik zbliżony do ubiegłorocznego, ponownie w dużej mierze dzięki Falconowi 9, który przekroczył już granicę 100 startów.
Biorąc jednak pod uwagę zapowiadane megakonstelacje nowej generacji, liczone często w dziesiątkach, a czasem nawet setkach tysięcy satelitów, obejmujące między innymi orbitalne centra danych i kolejne systemy łączności kosmicznej, tempo startów będzie musiało rosnąć jeszcze szybciej.
W opinii Elona Muska, głównego sprawcy bezprecedensowego wzrostu liczby startów rakietowych za sprawą Falcona 9, nie będzie ich tysiąc, lecz nawet dziesięć razy więcej. „Planujemy osiągnąć ponad 30 startów Starshipa dziennie w 2030 roku, co daje około 10 tys. rocznie” – stwierdził miliarder na platformie X po ogłoszeniu nowej polityki. Nie omieszkał przy tym zauważyć, że „to wciąż niewielkie liczby w porównaniu z lotami samolotów!”. Na ile te deklaracje okażą się realne, to już zupełnie inna kwestia, lecz nowa polityka Stanów Zjednoczonych czyni taki scenariusz bardziej prawdopodobnym niż jeszcze kilka dni temu.


