Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Niemcy wracają do kosmicznej gry. Co to oznacza dla Europy?

Bezprecedensowe w skali kontynentu wydatki na systemy satelitarne, zdolności counterspace i technologie rakietowe przywołują rozmachem dawne niemieckie ambicje kosmiczne. Dziś kluczowe pytanie brzmi, czy Berlin zdoła przekuć wielomiliardowe nakłady w realne zdolności, konkurencyjny sektor NewSpace i trwały filar europejskiego bezpieczeństwa kosmicznego.

Niemcy, rakiety, kosmos, technologia, Isar
Start rakiety Spectrum firmy Isar Aerospace z kosmodromu Andøya w Norwegii, 30 marca 2025 r. Była to pierwsza od ponad 80 lat próba lotu kosmicznego rakiety opracowanej w Niemczech.
Autor. Isar Aerospace

Choć przez ostatnie dekady Niemcy rzadko postrzegano jako kosmiczne mocarstwo, to właśnie one mogłyby jako pierwsze rościć sobie prawo do takiego historycznego statusu. Stało się to jeszcze podczas II wojny światowej, gdy nazistowska rakieta V-2, wykorzystywana m.in. do bombardowania Londynu, jako pierwszy obiekt stworzony przez człowieka przekroczyła linię Kármána, wchodząc w przestrzeń kosmiczną. Narodziny ery kosmicznej miały więc zarazem niemieckie korzenie i militarno-zbrodniczy charakter.

Reklama

Upadek III Rzeszy położył jednak kres niemieckim ambicjom kosmicznym. Kadrowe i technologiczne zaplecze najbardziej zaawansowanego wówczas programu rakietowego świata zostało błyskawicznie przejęte przez Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, odpowiednio w ramach operacji Paperclip i Osoawiachim.

Wywiezieni niemieccy naukowcy i inżynierowie stali się jednym z katalizatorów wczesnego sowieckiego programu rakietowego. Z kolei zespół Wernhera von Brauna de facto współtworzył amerykański program kosmiczny lat 50. i 60., walnie przyczyniając się do lądowania człowieka na Księżycu. Bez niemieckiego know-how szybkie sukcesy programów Sputnik i Apollo byłyby znacznie trudniejsze, a być może wręcz niemożliwe w tak krótkim czasie.

Późne lata 60. przyniosły wyniesienie pierwszego zachodnioniemieckiego satelity Azur za pomocą amerykańskiej rakiety Scout oraz utworzenie narodowej agencji kosmicznej, Deutsches Zentrum für Luft- und Raumfahrt (DLR). Lata 70. stały się natomiast momentem europeizacji niemieckiego wysiłku kosmicznego, gdy RFN znalazła się wśród państw założycielskich Europejskiej Agencji Kosmicznej. Przez kolejne dekady niemieckie zdolności kosmiczne rozwijano przede wszystkim na tych dwóch poziomach, krajowym i europejskim, czyli poprzez DLR oraz ESA/UE, a ich charakter pozostawał głównie cywilny i naukowy.

Reklama

Od DLR do ESA: cywilne fundamenty niemieckich zdolności kosmicznych

Efektem tych działań stał się znaczący niemiecki udział finansowy, przemysłowy i operacyjny w dwóch flagowych europejskich programach satelitarnych: Galileo i Copernicus. Szczególnie widoczny jest on w przypadku Galileo, gdzie aż 34 satelity z pierwszych trzech kontraktów zostały zbudowane przez OHB AG w Bremie, a jedno z dwóch centrów kontroli misji ulokowano w ośrodku DLR w Oberpfaffenhofen. Dzięki temu Niemcy uzyskały dostęp do jednych z najbardziej zaawansowanych systemów nawigacji satelitarnej i obserwacji Ziemi na świecie.

System Copernicus uzupełniają własne niemieckie zdolności obserwacji radarowej. Chodzi przede wszystkim o dwa bliźniacze satelity tworzące misję TanDEM-X, które dzięki radarom SAR (Synthetic Aperture Radar) umożliwiają mapowanie powierzchni Ziemi i tworzenie cyfrowych modeli terenu z dokładnością rzędu kilku metrów. Do tego dochodzi hiperspektralny satelita EnMAP, przeznaczony do monitorowania składu powierzchni Ziemi za pomocą dwóch spektrometrów.

Choć systemy te mają przede wszystkim cywilne przeznaczenie, posiadają również istotny potencjał podwójnego zastosowania w obszarze bezpieczeństwa i obronności, którego znaczenie dla Niemiec wyraźnie wzrosło w ostatnich latach.

Niemcy dołączają do kosmicznego wyścigu zbrojeń

Stały za tym dwa równoległe procesy: wzrost znaczenia przestrzeni kosmicznej oraz szersze pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa, szczególnie odczuwalne właśnie w tej domenie. Pierwszym sygnałem rosnącego zrozumienia tych uwarunkowań było utworzenie przez Niemcy w 2009 roku wspólnego centrum Bundeswehry i DLR ds. świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej, odpowiedzialnego za monitorowanie zagrożeń na orbicie. Od 2024 roku jego kluczowym elementem obserwacyjnym jest radar GESTRA, stanowiący zarazem ważną część szerszego unijnego systemu nadzoru i śledzenia obiektów kosmicznych (SST).

Następnym krokiem było utworzenie dowództwa kosmicznego Bundeswehry w 2021 roku, co wpisywało się w szerszy trend wśród państw NATO po uznaniu przez Sojusz przestrzeni kosmicznej za piątą domenę operacyjną dwa lata wcześniej. Jednak dopiero rosyjska inwazja na Ukrainę unaoczniła Berlinowi skalę rosyjskiego zagrożenia i znaczenie kosmosu dla współczesnych operacji wojskowych, prowadząc do dalszej priorytetyzacji tej domeny w dwóch najnowszych dokumentach strategicznych.

Pierwszym z nich jest niemiecka strategia kosmiczna z 2023 roku. Podtrzymuje ona założenie, że większość współczesnych wyzwań technologicznych i bezpieczeństwa w przestrzeni kosmicznej „może być skutecznie rozwiązywana wyłącznie poprzez ukierunkowaną współpracę na poziomie europejskim i międzynarodowym”. Dlatego kooperacja w ramach ESA, EUMETSAT oraz Unii Europejskiej, obok działań narodowych, została uznana za „podstawowy filar skutecznej realizacji niemieckiej polityki kosmicznej”. Na poziomie deklaratywnym Berlin opowiada się więc za silnym komponentem europejskim, w tym za rolą Unii Europejskiej jako zarówno operatora, jak i zamawiającego duże systemy kosmiczne.

Dwa lata później światło dzienne ujrzała niemiecka strategia bezpieczeństwa kosmicznego, która przedstawia znacznie odważniejsze, jeśli nie wręcz przełomowe, założenia dla niemieckiego podejścia do przestrzeni kosmicznej. Główna obserwacja dokumentu jest jednoznaczna: kosmos nie jest już jedynie „potencjalną areną globalnych konfliktów”, lecz coraz częściej znajduje się „w ich samym centrum”.

Strategia wskazuje więc jako priorytet „zdecydowaną i szybką rozbudowę niemieckich zdolności obronnych w kosmosie”, która ma umożliwić skuteczniejsze odstraszanie wrogich działań w tej domenie. Zdolności te mają obejmować środki militarne, cybernetyczne i elektromagnetyczne, pozwalające „skutecznie chronić niemieckie systemy kosmiczne, odpierać ataki i ograniczać zdolność przeciwnika do działania w przestrzeni kosmicznej”. Berlin przełamuje tym samym kolejne tabu w obszarze bezpieczeństwa, de facto dołączając do kosmicznego wyścigu zbrojeń.

Reklama

Niemieckie miliardy zmieniają europejski układ sił w kosmosie

Najlepiej skalę, tempo i kierunek rozwoju niemieckich zdolności kosmicznych pokazują jednak nie deklaracje strategiczne, lecz faktyczne decyzje budżetowe i programowe podejmowane dziś przez Berlin. Niemcy przeznaczają mniej niż 20% swojego budżetu kosmicznego na narodowy cywilny program kosmiczny, co w 2024 roku odpowiadało niespełna 277 mln euro. Ponad 80% środków trafia natomiast do Europejskiej Agencji Kosmicznej jako niemiecka składka członkowska.

Ta została dodatkowo gwałtownie zwiększona o 1,6 mld euro w ramach nowego, rekordowego trzyletniego budżetu ESA wynoszącego 22 mld euro. W efekcie niemiecki wkład osiągnie 5,1 mld euro, czyli około 23% całego budżetu agencji, jeszcze bardziej powiększając przewagę Berlina nad drugą w zestawieniu Francją, której udział wynosi 16,5%. Dla porównania Polska, mimo niemal pięciokrotnego wzrostu swojej składki, odpowiada dziś za niewiele ponad 3% budżetu ESA.

Pokrywając niemal jedną czwartą składek członkowskich ESA, niemieckie pieniądze staną się jednym z głównych motorów wzrostu europejskich wydatków na sektor kosmiczny. Drugim, coraz ważniejszym wektorem ma być Unia Europejska, w której Niemcy pozostają także największym płatnikiem netto. W ramach obecnie negocjowanego budżetu UE na lata 2028–2034 wydatki na przestrzeń kosmiczną mogą wzrosnąć pięciokrotnie, jako część planowanego pakietu 131 mld euro na obronność, bezpieczeństwo i kosmos.

Największy przełom nastąpił jednak na poziomie narodowym. Ubiegłego lata niemiecki minister obrony Boris Pistorius ogłosił przeznaczenie dodatkowych 35 mld euro na rozwój kosmicznych zdolności obronnych Bundeswehry, co stanowi kwotę bezprecedensową w skali całego kontynentu. To ponad trzykrotnie więcej niż francuski budżet w tym obszarze, wynoszący 10,2 mld euro na lata 2024–2030. W praktyce oznacza to, że Berlin będzie wydawał na kosmiczne zbrojenia ponad 7 mld euro rocznie, czyli więcej niż wynoszą obecne roczne wydatki obronne Finlandii.

Liczby te pokazują, że Niemcy stały się dziś największym publicznym inwestorem w sektorze kosmicznym na kontynencie, wyraźnie wyprzedzając Francję, tradycyjnie uznawaną za wiodącą europejską potęgę kosmiczną. Struktura tych wydatków ujawnia zarazem niemieckie preferencje w zakresie rozwoju własnych zdolności kosmicznych: cywilne i dual-use konstelacje mają być rozwijane przede wszystkim w ramach europejskiej architektury instytucjonalnej, natomiast zdolności stricte militarne głównie poprzez programy narodowe.

Reklama

Rosnące ambicje Berlina: rozpoznanie, satcom i wczesne ostrzeganie

Co najistotniejsze, niemieckie ambicje i rosnące wydatki są już przekładane na rozwój konkretnych zdolności, którym warto przyjrzeć się bliżej.

Nasz zachodni sąsiad już dziś posiada dedykowane wojskowe systemy rozpoznania radarowego i łączności satelitarnej. W pierwszym z tych obszarów Niemcy dokonały ostatnio generacyjnego przeskoku, zastępując ponad 15-letnią konstelację pięciu satelitów SAR-Lupe trzema nowocześniejszymi odpowiednikami systemu SARah. Berlin wciąż nie posiada jednak własnego optycznego odpowiednika, polegając w tym zakresie na umowie dostępowej do francuskiego systemu CSO.

W zakresie wojskowej łączności satelitarnej Bundeswehra korzysta z suwerennego systemu SATCOMBw, który znajduje się obecnie w drugim etapie rozwoju i obejmuje dwa geostacjonarne satelity komunikacyjne. W najbliższej przyszłości ma on zostać rozszerzony o kolejne dwa satelity w ramach programu SATCOMBw Stufe 3. Zdolności te są dodatkowo uzupełniane rozwiązaniami komercyjnymi i europejskimi. Niemcy korzystają obecnie z usług Eutelsat oraz unijnej platformy EU GOVSATCOM, a w przyszłości dołączą do nich możliwości oferowane przez niemal 300 satelitów planowanej konstelacji IRIS².

Właśnie ten ostatni program unijny znalazł się jednak ostatnio w cieniu doniesień o planowanej czwartej fazie SATCOMBw. Ma ona obejmować ponad 100 satelitów rozmieszczonych na niskiej orbicie okołoziemskiej w bardziej rozproszonej i odpornej konstelacji, wzorowanej na systemie Starlink. Zapewniłoby to Niemcom pełną suwerenność oraz jakościowy skok w zakresie bezpiecznej łączności satelitarnej.

Koszt programu szacowany jest na około 10 mld euro, czyli niemal jedną trzecią niemieckiego budżetu na bezpieczeństwo kosmiczne. Środki te najprawdopodobniej trafiłyby przede wszystkim do krajowych producentów, takich jak Rheinmetall i OHB. W Brukseli plany Berlina wywołały jednak konsternację oraz zarzuty o dalsze pogłębianie fragmentacji europejskich systemów satelitarnych dokładnie wtedy, gdy Unia Europejska próbuje budować je w oparciu o bardziej zintegrowany model.

Godny odnotowania jest również fakt, że Niemcy próbują zamykać historyczne luki w europejskich zdolnościach kosmicznych, do których bez wątpienia należy wczesne ostrzeganie przed atakami rakietowymi. W minionym roku Berlin i Paryż zainicjowały projekt JEWEL, mający położyć fundamenty pod europejską zdolność wykrywania i śledzenia zagrożeń rakietowych.

Jego kluczowym elementem ma być komponent kosmiczny oparty na technologiach rozwijanych już w ramach unijnego projektu ODIN’S EYE, koordynowanego przez niemieckie OHB. JEWEL ma przyspieszyć operacjonalizację tych rozwiązań na orbicie na początku lat 30., a tym samym znacząco ograniczyć europejskie uzależnienie od Stanów Zjednoczonych w tym obszarze.

Reklama

Zalążki niemieckiego counterspace: satelity patrolowe, lasery i aktywna obrona

Niemieckie ambicje nie kończą się jednak na kosmicznych enablerach operacji prowadzonych na Ziemi. Coraz wyraźniej obejmują także rozwój zdolności counterspace, służących zarówno obronie własnych systemów, jak i oddziaływaniu na przeciwnika bezpośrednio w przestrzeni kosmicznej. Berlin rozumie, że rozbudowywane zdolności orbitalne mogą stać się strategiczną słabością, jeśli nie będą im towarzyszyć odpowiednie środki ochrony i odstraszania. Najlepszym odzwierciedleniem tej zmiany są zarówno przytoczone wcześniej zapisy niemieckiej strategii bezpieczeństwa kosmicznego, jak i kolejne doniesienia o niemieckich inicjatywach counterspace.

Sama niemiecka strategia przewiduje rozwój „wysoce manewrowych, trudnych do wykrycia satelitów obserwacyjnych, satelitów ochronnych oraz kosmicznych samolotów”, o czym kilkukrotnie mówił gen. Michael Traut, dowódca niemieckiego Dowództwa Kosmicznego. W jednej z wypowiedzi wskazywał on na potrzebę stworzenia niewielkich satelitów patrolowych, zdolnych do szybkiego zbliżania się do podejrzanych obiektów. Niemcy mają w najbliższym czasie planować wyniesienie dwóch takich satelitów: jeden miałby umożliwiać inspekcję satelitów przeciwnika, drugi zaś służyć ochronie własnych systemów orbitalnych przy użyciu środków aktywnej obrony.

W innej wypowiedzi ten sam generał wskazywał, że takie zdolności obronne mogłyby obejmować broń elektromagnetyczną w postaci systemów zakłócania, technologie laserowe, a także potencjalne oddziaływanie na instalacje naziemne przeciwnika. Równolegle Berlin pracuje nad własnym kosmicznym samolotem wielokrotnego użytku o horyzontalnym starcie, zdolnym do szybkich misji orbitalnych, w tym wynoszenia małych satelitów. W styczniu tego roku Bundeswehra podpisała umowę z niemieckim startupem POLARIS Spaceplanes na opracowanie i pierwsze testy takiego pojazdu do końca 2027 roku.

Reklama

NewSpace po niemiecku

Przyszłość Niemiec w kosmosie, w tym rozwój zdolności narodowych, będzie coraz silniej definiowana przez skalę i dynamikę krajowego sektora kosmicznego. Choć nadal ważną rolę będą odgrywać tradycyjni duzi gracze niemiecko-europejscy, tacy jak OHB czy Airbus Defence and Space, najbardziej innowacyjne rozwiązania ma dostarczać niemiecki sektor NewSpace.

Stąd nowe krajowe firmy i startupy są szczególnie aktywne w rozwoju mikrolauncherów, czyli lekkich rakiet nośnych, małych satelitów, zwłaszcza mikrosatelitów i CubeSatów, oraz usług opartych na danych kosmicznych. Na tle Europy najbardziej obiecująco wyglądają dziś niemieckie prace nad mikrolauncherami, prowadzone równolegle przez trzy prywatne startupy rakietowe.

Najdalej posunięte są one w przypadku Isar Aerospace, która przygotowuje się do drugiego testu swojej dwuczłonowej rakiety Spectrum w Norwegii i ma dziś największe szanse na stworzenie pierwszego w pełni operacyjnego europejskiego systemu wynoszenia małych ładunków na orbitę. Docelowo Spectrum ma wynosić do 1000 kg na niską orbitę okołoziemską, przy koszcie około 10 tys. euro za kilogram i planowanej produkcji 40 rakiet rocznie. Firma jest jednym z największych inwestycyjnych sukcesów europejskiego NewSpace, pozyskując najwyższe finansowanie na kontynencie, sięgające około 600 mln euro we wszystkich rundach inwestycyjnych.

Po piętach depcze jej jednak inny niemiecki podmiot, Rocket Factory Augsburg, który intensywnie przygotowuje się do pierwszego orbitalnego testu swojej trzystopniowej rakiety RFA ONE, planowanego już na lato ze szkockiego kosmodromu SaxaVord. Firma pozyskała w ostatnich latach ponad 200 mln euro finansowania, głównie publicznego, a w ubiegłym roku otrzymała historyczną licencję operatora lotów kosmicznych, stając się pierwszą firmą w Europie uprawnioną do pionowych startów prywatnie opracowanej rakiety orbitalnej.

Perspektywą nieco dalszej przyszłości pozostaje natomiast być może najbardziej innowacyjny niemiecki system nośny, rozwijany przez HyImpulse w postaci hybrydowej rakiety SL1. Jej silnik ma łączyć paliwo stałe w postaci parafiny, czyli przemysłowego wosku, z ciekłym tlenem, zapewniając prostotę i względne bezpieczeństwo napędu stałego, a zarazem większą kontrolę typową dla napędów ciekłych. W założeniu ma to obniżyć koszty wynoszenia małych satelitów nawet o 40% względem tradycyjnych rakiet nośnych.

Reklama

Kosmiczny zwrot Berlina: szansa, ryzyko i wyzwanie dla Europy

Choć Niemcy mobilizują bezprecedensowe w skali europejskiej środki, a rozwój krajowego sektora NewSpace wyraźnie przyspiesza, minie jeszcze co najmniej kilka lat, zanim to właśnie Berlin stanie się europejską stolicą kosmosu, o ile w ogóle do tego dojdzie.

Mimo słabszej sytuacji fiskalnej i mniejszych możliwości stymulowania własnego sektora, to w Paryżu nadal bije instytucjonalne i gospodarcze serce europejskiego kosmosu. Francuski sektor kosmiczny wciąż odpowiada za około połowę obrotów i 40% zatrudnienia całej europejskiej branży, a Francja pozostaje głównym zapleczem dla takich graczy jak ESA, Eutelsat, Thales Alenia Space czy Airbus Defence and Space. Do tego dochodzi jedyny europejski kosmodrom położony w pobliżu równika, w Gujanie Francuskiej.

Długofalowe zakwestionowanie pozycji Paryża i bardziej proporcjonalny podział europejskiego kosmicznego tortu będą więc wymagały od Niemiec lepszego wykorzystania potencjału NewSpace niż Francja, co pozostaje kwestią otwartą. Równolegle może narastać niemieckie niezadowolenie z przemysłowego podziału projektów współfinansowanych na poziomie europejskim. Rosnący udział Berlina w ich finansowaniu nie zawsze przekłada się bowiem na proporcjonalny udział niemieckich firm, przede wszystkim ze względu na wciąż silną pozycję francuskiego sektora kosmicznego. Już dziś prowadzi to do wzajemnych oskarżeń i sporów, czego najlepszym przykładem były napięcia wokół IRIS².

Nawet jeśli Niemcy coraz mocniej zaznaczają swoją obecność na rynku europejskim, rywalizacja globalna pozostaje znacznie trudniejsza. Tymczasem to właśnie eksport własnych rozwiązań i usług może w przyszłości generować największe zyski. Dziś jednak większość z nich, podobnie jak większość kapitału inwestycyjnego, przechwytuje rynek amerykański, odpowiadający za aż 40% globalnej gospodarki kosmicznej.

Udział Europy, wynoszący obecnie 17%, jest nawet niższy od azjatyckiego, sięgającego 20%, a samo jego utrzymanie wymagałoby dodatkowych inwestycji rzędu 237 mld euro, według Roland Berger. Zwiększenie europejskiego udziału do jednej czwartej globalnego rynku wymagałoby natomiast od samego Berlina ponad dwukrotnego zwiększenia nakładów na sektor kosmiczny.

Reklama

Jednak poza kapitałem prywatnym i publicznym wiele rozstrzygnie zdolność niemieckiej bazy technologiczno-przemysłowej do utrzymania poziomu innowacyjności i produkcji zapewniającego jej realną konkurencyjność. Biorąc pod uwagę szersze problemy strukturalne niemieckiej gospodarki, państwowej biurokracji i otoczenia regulacyjnego, nie jest to wcale przesądzone. Przy obecnej skali inwestycji Berlin może jednak liczyć, że to właśnie sektor kosmiczny stanie się jednym z nowych kół zamachowych gospodarki pogrążonej dziś w stagnacji.

Choć zwiększone niemieckie wydatki i rosnąca uwaga poświęcana bezpieczeństwu kosmicznemu są dla Polski dobrą wiadomością, ponieważ wzmacniają potencjał naszego sojusznika, a tym samym zdolności całego NATO, ich struktura może już budzić uzasadnione obawy.

Stawianie przez Berlin na własne systemy narodowe, zarówno dual-use, jak i stricte wojskowe, czy to w SATCOM, czy w obszarze counterspace, przy równoległym rozwoju podobnych zdolności przez Francję i innych sojuszników, będzie nieuchronnie prowadzić do nieefektywności, duplikacji i dalszego rozdrobnienia europejskiej architektury kosmicznej. Z polskiej perspektywy kluczowe jest więc naciskanie na jak najgłębszą integrację niemieckich systemów narodowych z szerszą architekturą europejską, zarówno w warstwie sprzętowej, jak i programowej.

Niemiecki zwrot ku kosmosowi, z jego militarnym i NewSpace’owym ukierunkowaniem, będzie miał dla całego kontynentu charakter głęboko transformacyjny. Najbliższa dekada upłynie pod znakiem niemieckiej dominacji w publicznych nakładach na narodowe i europejskie programy kosmiczne, przy równoczesnym wzroście krajowego sektora prywatnego.

Dlatego niemieckie podejście do takich kwestii jak integracja, suwerenność, interoperacyjność i militaryzacja przestrzeni kosmicznej będzie miało ogromny wpływ nie tylko na gospodarkę i bezpieczeństwo RFN, lecz także na przyszły kształt europejskiej architektury kosmicznej.

Reklama