Reklama
  • WIADOMOŚCI

IRIS² pod presją – miliardy euro i lata opóźnień [ANALIZA]

Zamiast stać się fundamentem europejskiej autonomii kosmicznej, IRIS² stał się symbolem chronicznych opóźnień, kosztowych spirali, przemysłowych tarć i narodowej fragmentacji, które doprowadziły projekt na skraj upadku i irrelewancji. Za tą litanią problemów kryje się jednak znacznie głębsza przyczyna — anarchiczny model budowania strategicznych zdolności w kosmosie.

ESA, Europejska Agencja Kosmiczna, Europa, satelity, kosmos, technologie
Autor. ESA

By zrozumieć genezę problemu, należy cofnąć się do 2022 roku, kiedy Unia Europejska ogłosiła początek programu infrastruktury satelitarnej na rzecz odporności, łączności i bezpieczeństwa (IRIS²).

Cel był prosty i zasadny: stworzyć suwerenną konstelację zapewniającą bezpieczną satelitarną łączność internetową, kończąc europejskie uzależnienie od amerykańskich systemów, przede wszystkim Starlinka. Zasadność projektu potwierdziła wojna w Ukrainie, pokazując zarówno znaczenie nowoczesnej łączności satelitarnej (satcom) na polu walki, jak i fakt, że zależność od USA w tym obszarze może zostać wykorzystana jako narzędzie nacisku.

Program, który w 2022 roku miał kosztować 6 miliardów euro i zostać ukończony do 2027 roku, dziś urósł do 10,5 miliarda euro, z terminem realizacji przesuniętym poza 2030 rok — po drodze kilkukrotnie ocierając się o całkowite anulowanie. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że zarówno koszty, jak i harmonogram mogą dalej dryfować w niekorzystnym kierunku. Co zatem dokładnie poszło nie tak?

Reklama

„Niebotyczny" koszt: niemiecka krytyka IRIS²

Czempionem krytyki IRIS², a zarazem państwem, które niemal doprowadziło do jego upadku, były głównie Niemcy. W kwietniu 2024 r. ówczesny wicekanclerz Robert Habeck wystosował list do Thierry’ego Bretona, europejskiego komisarza ds. rynku wewnętrznego i skądinąd Francuza, żądając zawieszenia projektu.

W liście Habeck powoływał się na „niebotyczny” koszt projektu, który jego zdaniem miał wzrosnąć nawet do 12 miliardów euro, czyli o 40% więcej niż pierwotnie zakładano. „Stawka jest zbyt wysoka, by podejmować pochopne decyzje niosące ze sobą duże ryzyko i potencjalnie poważne negatywne konsekwencje dla IRIS² i europejskiego programu kosmicznego” — pisał wicekanclerz, oskarżając europejskiego komisarza o dążenie do „krótkoterminowego politycznego zwycięstwa”, mimo że sam program pozostawał „niedojrzały”.

Habeck miał dużo racji, skarżąc się na potencjalne koszty konstelacji, które w porównaniu z amerykańskimi wydają się wysoce przeszacowane. Przy 290 planowanych satelitach średni koszt jednego satelity IRIS² wynosi ok. 35 mln euro — czyli nawet kilkadziesiąt razy więcej niż w przypadku komercyjnych satelitów Starlink. Teoretycznie oznacza to, że za równowartość budżetu IRIS² Europa mogłaby zbudować konstelację wielokrotnie większą, potencjalnie liczącą tysiące satelitów.

Oczywiście uzyskanie aż tak niskiej ceny w przypadku europejskiej konstelacji nie byłoby możliwe ze względu na jej bardziej złożoną architekturę techniczną i rygorystyczne wymagania bezpieczeństwa. Dlatego lepszym benchmarkiem jest amerykańska wojskowa konstelacja Starshield, realizowana przez SpaceX i oparta na odpowiednio dostosowanej platformie Starlinka, wzbogaconej o dodatkowe systemy. W ramach kontraktu o wartości 1,8 mld dolarów, podpisanego w 2021 r., na orbitę trafiło już ponad 200 satelitów — przy koszcie jednostkowym co najmniej pięciokrotnie niższym niż w przypadku IRIS².

Reklama

Lobbying i przemysłowa wojna o kontrakty

Berlin być może byłby w stanie przełknąć wygórowaną cenę projektu, gdyby ten w większym stopniu wzmacniał niemiecki przemysł kosmiczny. Krytyczny list Habecka dotarł bowiem do Brukseli w momencie, gdy UE finalizowała wstępną umowę z międzynarodowym konsorcjum SpaceRise na realizację konstelacji. Wpisywał się on w szersze niemieckie obawy, że kontrakty przemysłowe w ramach projektu nieproporcjonalnie faworyzują francuskie firmy, równocześnie marginalizując wykonawców z Niemiec.

W odpowiedzi na list Breton oskarżył wicekanclerza o próbę wywierania „politycznej presji” na unijny proces zamówień publicznych, a inni europejscy urzędnicy określali jego zarzuty jako „bezpodstawne” i będące „czystą taktyką lobbingową”. Propozycja umowy z konsorcjum trafiła jednak do dodatkowej oceny i negocjacji z unijną komisją przetargową, co Berlin przypisywał żądaniom Habecka, czemu sama Unia zaprzeczała.

Zawarty w grudniu 2024 r. kontrakt koncesyjny nie świadczy jednak o sukcesie niemieckich wysiłków. Samo konsorcjum SpaceRise składa się z trzech wiodących europejskich operatorów sieci satelitarnych: luksemburskiego SES S.A., francuskiego Eutelsat S.A. oraz hiszpańskiego Hispasat S.A.

Francuska dominacja uwidacznia się na liście kluczowych podwykonawców, która obejmuje trzy podmioty francuskie (Thales Alenia Space, Thales SIX i Orange), dwa niemieckie (OHB i Deutsche Telekom), jeden hiszpański (Hisdesat), jeden włoski (Telespazio), a także Airbus Defence and Space, w którym dominują interesy francusko-niemiecko-hiszpańskie. Taki rozkład prac nie dziwi, biorąc pod uwagę dominującą pozycję francuskiego sektora kosmicznego, który odpowiada za około połowę obrotów i 40 proc. zatrudnienia całej europejskiej branży.

Choć Francja przoduje wśród przytoczonych państw, w całym projekcie wyraźnie przeważa „stara Europa”, przy marginalnym udziale państw nowej Unii, w tym Polski. Państwa te nie dysponują rozwiniętym, tradycyjnym sektorem kosmicznym, lecz raczej młodymi i mniejszymi graczami New Space. Jest to o tyle istotne, że choć usługi IRIS² będą dostępne dla wszystkich państw Wspólnoty, 6,5 mld euro z funduszy unijnych przeznaczonych na program zasili głównie wspomniane podmioty oraz bazy przemysłowe ich państw. W tym sensie IRIS² niesie ryzyko pogłębienia regionalnych różnic w skali i dojrzałości narodowych sektorów kosmicznych na kontynencie.

Reklama

Widmo fragmentacji: narodowe projekty z Rzymu i Berlina

Podpisanie umowy i nadejście 2025 r. nie zakończyły jednak turbulencji — tym razem na pierwszy plan wysunęła się inna europejska zmora niż rywalizacja przemysłowa, choć ściśle z nią powiązana: fragmentacja.

Zaczęło się od Włoch. Na początku 2025 r. na światło dzienne wyszła informacja, że rząd Giorgii Meloni negocjuje ze SpaceX kontrakt wart 1,5 mld euro, obejmujący pięcioletnie prawo do korzystania z usług Starlinka. Wywołało to duże kontrowersje zarówno we Włoszech, jak i w Europie. Krytycy wskazywali na bliskie relacje Meloni z Trumpem i Muskiem, ryzyko dla bezpieczeństwa danych rządowych i wojskowych oraz podważenie europejskiej strategii technologicznej autonomii.

O ile wciąż niesfinalizowaną umowę z SpaceX można byłoby traktować jako rozwiązanie pomostowe do czasu operacyjnego debiutu IRIS², o tyle włoskie plany budowy własnej narodowej konstelacji satcom stanowią już wyraźny przykład ryzyka fragmentacji. W marcu 2025 r. Rzym przeszedł do drugiej fazy projektu, który ma objąć ok. 100 satelitów podwójnego zastosowania, najprawdopodobniej dostarczonych przez krajowego potentata, kontrolowaną przez państwo grupę Leonardo.

Kolejny wstrząs przyszedł już w tym roku z Berlina, gdy do mediów trafiły informacje o niemieckich planach budowy narodowej konstelacji wojskowej SATCOM Stage 4, obejmującej ponad 100 satelitów. Przy koszcie ok. 10 mld euro, więc niemal dorównującym IRIS², będzie to najprawdopodobniej największa niemiecka inwestycja w ramach ogłoszonego w ubiegłym roku rekordowego budżetu na bezpieczeństwo kosmiczne, wynoszącego 35 mld euro do 2030 r.

Nie powinno przy tym dziwić, że za realizację kontraktu ma odpowiadać joint venture dwóch niemieckich gigantów, OHB i Rheinmetall, co można odczytywać jako próbę wzmocnienia własnej bazy przemysłowej i zrekompensowania mniejszego udziału Niemiec w IRIS².

Reklama

Od centralnego projektu do roli pobocznej

Wraz z tymi planami w Brukseli odżyły obawy, że europejski satcom może ulec dalszej fragmentacji i duplikacji, pomimo unijnych wysiłków. Krytycy wskazują przede wszystkim na ryzyko rozproszenia środków, ograniczenia efektu skali oraz osłabienia interoperacyjności, które byłyby mniejsze, gdyby inwestycje skoncentrowano wokół jednej wspólnej konstelacji.

Włosi argumentują natomiast, że integracja z szerszą europejską architekturą będzie ich priorytetem. Niemcy z kolei podkreślają, że IRIS² może pełnić wobec projektów narodowych jedynie funkcję komplementarną. Według Berlina europejska konstelacja nie spełniała wymogów niemieckiego wojska, które były „zupełnie inne”, co wymusiło prace nad lepiej dopasowaną narodową alternatywą.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że oba państwa chcą posiadać własny, w pełni niezależny system satcom — zarówno dla zwiększenia odporności, jak i obsługi najbardziej wrażliwych operacji. Sama Francja dysponuje już zresztą quasi-narodowym systemem satcom złożonym z setek satelitów i operowanym przez prywatną francuską firmę Eutelsat, co może tłumaczyć, dlaczego podobne plany nie pojawiły się w Paryżu. Co więcej, nawet polski rząd planuje zakup sześciu satelitów komunikacyjnych, aby ograniczyć zależność od USA w tym obszarze.

Zwolennicy nazwą to budowaniem redundancji w ramach rozproszonych systemów; przeciwnicy — pełzającą fragmentacją i marnotrawstwem środków. Niezależnie od oceny, duże projekty narodowe coraz wyraźniej relegują europejski program do roli pobocznej i dopełniającej, a nie centralnej, jak chciałaby tego Unia Europejska.

Reklama

Pułapka „wszystkiego w jednym"

IRIS² trawią jednak nie tylko choroby zewnętrzne, lecz także wewnętrzne. Chodzi tutaj przede wszystkim o skalę technicznego skomplikowania, która zabija program czasowo i kosztowo. Sam projekt satelity uosabia problem logiki „wszystko w jednym”, w której długa lista wymogów technologicznych i bezpieczeństwa, mająca pogodzić interesy aktorów rządowych, wojskowych i prywatnych, doprowadziła do systemowego przeładowania konstelacji.

W praktyce na jednym satelicie ma znaleźć się jednocześnie wielopasmowa łączność (Ka, military Ka, Ku, Q/V, UHF), zaawansowany payload (regenerative processing, digital channelizers, multi-beam), sieciowanie (OISL, SDN, network slicing, QoS) oraz rozbudowane systemy bezpieczeństwa (szyfrowanie, anti-jamming, QKD), co pomaga tłumaczyć tak wysokie koszty.

To, co na poziomie politycznego konsensusu mogło mieć sens, z perspektywy technicznej i inżynieryjnej przyprawia o zawrót głowy, a historycznie często prowadziło do przekraczania budżetu, opóźnień i późniejszej redukcji zakresu projektu.

Reklama

Grzech pierworodny IRIS²

Problemy kosztów i skomplikowania technicznego nieuchronnie prowadzą do grzechu pierworodnego całego programu: przestarzałego modelu pozyskiwania zdolności kosmicznych, nieodpowiadającego obecnym realiom gospodarki kosmicznej. W przypadku IRIS² Unia Europejska ponownie oparła się na tradycyjnym modelu wielkich i długoterminowych kontraktów z gigantami branży na skomplikowane systemy, który niegdyś świetnie działał w programach Copernicus i Galileo.

Od tego czasu doszło jednak do rewolucji New Space, która premiuje szybkość, prostotę, skalowalność i adaptacyjność, a nie mozolne budowanie wielkich systemów opartych na technologiach starzejących się już w momencie projektowania. Skróciły się cykle innowacyjne i czas między projektem a operacjonalizacją, w czym przodują nowe firmy sektora kosmicznego, zrywające ze starymi schematami. W konsekwencji, gdy po 2030 r. IRIS² zacznie świadczyć pierwsze usługi, jego przepustowość i architektura mogą być już kilka lat za komercyjną konkurencją.

Szczególnie razi anachroniczne podejście do projektowania satelitów od podstaw, zamiast wykorzystania istniejących platform i systemów podwójnego zastosowania oferowanych przez wiodące firmy sektora, które można byłoby szybciej dostosować do potrzeb bezpieczeństwa. Podobną logikę zastosowano we wspomnianym projekcie Starshield, gdzie platforma Starlinka posłużyła jako baza, znacząco redukując koszty i czas dostarczenia systemu.

W skrócie, w IRIS² zabrakło nacisku na adaptację już istniejących, komercyjnych rozwiązań opartych na wcześniej opracowanych platformach oraz na wykorzystanie modularności, które łącznie mogłyby znacząco obniżyć koszty jednostkowe i skrócić czas operacjonalizacji. Przyjęcie bardziej współczesnego podejścia z pewnością pozwoliłoby uniknąć części perturbacji, ale zarazem mogłoby wywołać nowe konflikty, uderzając w interesy tradycyjnych gigantów sektora kosmicznego oraz wspierających ich państw.

Reklama

Przyszłość IRIS²: kompromisy, opóźnienia i presja na przemysł

Pomimo wszystkich problemów po drodze, negocjacje między konsorcjum SpaceRise a Unią Europejską mają zmierzać w kierunku wydania ostatecznej zgody na przejście do fazy wykonawczej projektu. Program IRIS² wciąż więc zmierza do realizacji i wiele wskazuje, że ostatecznie się jej doczeka, choć po istotnych kompromisach technologicznych, finansowych i organizacyjnych.

By uniknąć dalszych opóźnień, zdecydowano, że pierwsze satelity konstelacji nie będą posiadały wszystkich przewidzianych systemów i funkcji, które mają być wdrażane fazowo w kolejnych latach. Problemem okazuje się jednak nie tylko wspomniane przeciążenie systemowe pierwotnego projektu, lecz także przeciążenie produkcyjne europejskiego przemysłu kosmicznego, wynikające, a jakże, z mnogości projektów realizowanych w tym samym czasie.

Równolegle do realizacji zamówień w ramach IRIS² kluczowe dla projektu firmy będą zaangażowane w odnawianie megakonstelacji OneWeb oraz we wspomniane niemieckie i włoskie konstelacje. W sumie będą one musiały wyprodukować blisko tysiąc satelitów do początku lat 30., co już dziś budzi poważne obawy o wystarczające moce produkcyjne, szczególnie przy równoległej realizacji kilku różnych projektów.

W efekcie nawet przy cięciu wymagań technicznych pierwsze satelity IRIS² mogą trafić na orbitę z poważnym opóźnieniem lub wymagać dodatkowych inwestycji w europejską bazę przemysłową.

Reklama

Czego uczy niekończąca się saga IRIS²?

Niekończąca się saga programu IRIS² jest sztandarowym przykładem szerszych europejskich bolączek, wykraczających daleko poza sektor kosmiczny i mogących w przyszłości dręczyć inne kluczowe przedsięwzięcia. Kultywowanie przestarzałego systemu zamówień publicznych, zajadła rywalizacja polityczno-przemysłowa o kontrakty oraz towarzysząca im fragmentacja i duplikacja na poziomie narodowym wciąż skutecznie neutralizują potencjał europejskich megaprojektów.

Część z nich jest nieodwracalnie wpisana w koncyliacyjną naturę Unii Europejskiej, gdzie kompromis zawsze będzie odzwierciedleniem balansu różnorodnych, często sprzecznych interesów, a nie wynikiem dążenia do najbardziej optymalnego rozwiązania. Nawet w ramach tego modelu osiągnięcie zrównoważonego podziału korzyści finansowych i udziału przemysłowego pozostaje niezwykle trudne, co zwiększa ryzyko wycofywania się części państw lub rozwijania przez nie równoległych projektów narodowych.

System systemów jako tymczasowe antidotum na fragmentację

Jeśli nie można już fundamentalnie zmienić IRIS², a fragmentacja europejskiego satcomu jest obecnie nieunikniona, należy skupić się na maksymalizacji łącznej efektywności tych systemów w ramach spójnej, zintegrowanej architektury.

UE rozwija już w tym celu dedykowany program GOVSATCOM, który agreguje dostępne europejskie zasoby łączności rządowej i wojskowej na potrzeby administracji publicznej, służb bezpieczeństwa i sił zbrojnych. Od przyszłego roku do programu mają dołączyć satelity prywatnych operatorów, a później także te wchodzące w skład IRIS². Kluczowe będzie jednak to, aby do tej architektury podłączono również przyszłe konstelacje narodowe.

Przyszłością europejskiego satcomu w najbliższych latach wydaje się więc integracja osobnych konstelacji już znajdujących się na orbicie w ramach architektury system-of-systems — czyli systemu składającego się z wielu podsystemów. Kluczową rolę będą w tym procesie odgrywać rozwiązania software’owo-centryczne, wykorzystujące zaawansowane oprogramowanie i sztuczną inteligencję do spajania odmiennych sprzętowo systemów. Ten trend przenoszenia ciężaru wartości z hardware’u do warstwy software’u jest coraz bardziej widoczny także w innych segmentach sektora kosmicznego.

Reklama

Czas na redefinicję modelu pozyskiwania zdolności kosmicznych

Jeśli jednak Europa będzie chciała uniknąć błędów popełnionych w przypadku IRIS², nie obejdzie się bez kompletnej redefinicji modelu pozyskiwania zdolności kosmicznych, także na poziomie hardware’u i upstreamu. Nowe inicjatywy muszą priorytetyzować nowych aktorów kosmicznych z innowacyjnymi rozwiązaniami, opierając się na elastycznych, szybkich kontraktach i ciągłej iteracji.

Specyfikacja techniczna i wymagania projektów nie powinny być określane raz na lata, lecz podlegać stałemu przeglądowi i dostosowaniu na dwóch poziomach — hardware’u i software’u — z każdą kolejną fazą wdrożenia.

IRIS² jest ilustracją tego, że Europa chce być autonomiczna i przodować w kosmosie, lecz wciąż nie dostrzega, dlaczego jej się to nie udaje i co należy zmienić, by ten cel osiągnąć. Bez reformy i zdynamizowania modelu pozyskiwania zdolności kontynent będzie coraz bardziej pozostawał w tyle, szczególnie w kosmosie.

Reklama