Reklama
Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

ESA ujawnia kondycję europejskiego sektora kosmicznego [ANALIZA]

ESA, Europejska Agencja Kosmiczna, Europa, Ariane 6, rakieta, kosmos, technologie kosmiczne
Start rakiety Ariane 6.
Autor. ESA - S. Corvaja

Raport ESA o gospodarce kosmicznej w 2025 r. pokazuje, jakie miejsce zajmuje obecnie Europa i co musi zmienić, aby awansować w globalnej kosmicznej hierarchii.

Publiczne finansowanie: spadek przed spodziewanym odbiciem

Według corocznego raportu Europejskiej Agencji Kosmicznej globalne publiczne wydatki na kosmos spadły w minionym roku o 3%, do 119 mld euro. Główną przyczyną były mniejsze amerykańskie nakłady na obronność kosmiczną oraz utrzymanie finansowania NASA na niemal niezmienionym poziomie.

Na tym tle Europa pozostaje zielonym punktem. Publiczne finansowanie sektora wzrosło o 12%, do 13,5 mld euro. To pierwszy dwucyfrowy wzrost od pięciu lat, napędzany przede wszystkim przez rosnące krajowe wydatki obronne.

Reklama

Mimo to Europa odpowiada za zaledwie 11% globalnych wydatków publicznych na kosmos, ustępując Chinom z udziałem na poziomie 15% oraz zdecydowanie dominującym USA z 58%. ESA prognozuje, że już w tym roku światowe finansowanie odbije o ponad 20%, głównie za sprawą znacznego wzrostu amerykańskich nakładów na obronność kosmiczną, w tym programu „Złotej Kopuły”.

Równocześnie obronność sukcesywnie zwiększa swój udział w rządowym finansowaniu sektora. Globalnie pochłania już 53% wszystkich wydatków kosmicznych, a w USA aż 67%. Pomimo trwających na naszym kontynencie gorączkowych zbrojeń w Europie odsetek ten wynosi wciąż zaledwie 16%.

W najbliższych latach będzie on jednak rosnąć, najprawdopodobniej dalej napędzając europejskie wydatki kosmiczne. Głównymi silnikami będą m.in. niemiecki plan przeznaczenia 35 mld euro na bezpieczeństwo i obronność kosmiczną do 2030 r., dodatkowe 4,2 mld euro zapowiedziane przez Francję na ten sam cel w latach 2026–2040 oraz około 1,2 mld euro pozyskane w ramach nowego budżetu ESA na program European Resilience from Space.

Reklama

Prywatne finansowanie: USA napędzają wzrost, reszta świata notuje spadki

Wprost odwrotne trendy widać w prywatnym finansowaniu sektora kosmicznego. W 2025 r. globalne inwestycje osiągnęły tu rekordowe 11,7 mld euro, rosnąc aż o 60% względem poprzedniego roku.

Blisko 8 mld euro pozyskały amerykańskie firmy, o około 5 mld więcej niż w 2024 r. Tym samym USA samodzielnie odpowiadały za cały globalny wzrost, z nawiązką kompensując spadki w Chinach o 15%, Europie o 8%, Japonii o 35% oraz pozostałych częściach świata aż o 65%. Pokazuje to skalę amerykańskiej dominacji także w prywatnym finansowaniu sektora.

Podobnie jak w poprzednich latach, venture capital pozostał największym źródłem prywatnych inwestycji, odpowiadając za 62% ich globalnej wartości. W Europie udział VC był jeszcze wyższy i wyniósł 87%. Problemem pozostaje jednak pochodzenie tego kapitału. Znaczna jego część nadal napływa zza Atlantyku, a amerykańskie fundusze często przewodzą rundom finansowania europejskich startupów.

Już teraz jest pewne, że 2026 r. pobije wyniki poprzedniego roku zarówno globalnie, jak i w USA oraz Europie. Według Space Capital inwestycje kapitałowe w światowym sektorze kosmicznym już w pierwszych dwóch kwartałach przekroczyły poziom z całego 2025 r. W Europie samo ICEYE przeprowadziło rundę F o łącznej wartości ponad 1 mld euro, wobec 150 mln euro pozyskanych w rundzie E w 2025 r., osiągając wycenę przekraczającą 10 mld euro.

Reklama

Upstream: dynamiczny wzrost napędzany przez obronność

Raport ESA przedstawia bardzo ciekawą i kontrintuicyjną sytuację w segmencie upstream sektora kosmicznego, obejmującym głównie produkcję statków kosmicznych oraz usługi wynoszenia. W 2025 r. jego globalna wartość sięgnęła 75 mld euro, rosnąc o 20%. Produkcja statków kosmicznych odpowiadała za 78% tej kwoty, a starty rakiet za pozostałe 22%.

Co jednak najciekawsze, za 80% popytu w tym segmencie odpowiadały podmioty publiczne: rządy i wojsko. W tym zamówienia wojskowe stanowiły największe źródło popytu dla firm satelitarnych i rakietowych, generując 42% całego zapotrzebowania, czyli 32 mld euro.

Może wydawać się to zaskakujące, ponieważ SpaceX, dzięki konstelacji Starlink i rakietom Falcon 9, zdecydowanie dominuje pod względem liczby wynoszonych satelitów i przeprowadzanych startów. Przewaga ta nie przekłada się jednak proporcjonalnie na udział w wartości rynku upstream.

Wynika to z pionowo zintegrowanego modelu działalności SpaceX, które samodzielnie produkuje satelity i wynosi je własnymi rakietami, w niewielkim stopniu korzystając z zewnętrznych dostawców. Znaczna część tej aktywności pozostaje więc wewnątrz firmy i nie generuje porównywalnej wartości transakcji na otwartym rynku.

Jeszcze ciekawiej wygląda geograficzna struktura wojskowego popytu w segmencie upstream. Zdecydowanie dominowały w niej Chiny, których programy obronne odpowiadały za 62% globalnej wartości tego rynku. Daleko za nimi znalazły się USA z udziałem na poziomie 18% oraz Europa z 12%.

Reklama

Downstream: większy i komercyjny

Z kompletną odwrotnością mamy do czynienia w segmencie downstream, obejmującym wykorzystanie danych satelitarnych i zdominowanym przez popyt komercyjny. Rynek ten jest kilkakrotnie większy od upstream, a w 2025 r. urósł o 7%, do niemal pół biliona euro..

Prawie jedną piątą tego rynku, czyli 19%, tworzy europejski popyt. Dominują na nim usługi GNSS, odpowiadające za 77% całości, przy czym w segmencie sprzętowym Europa generuje 23% światowego popytu.

Warta uwagi jest także dynamiczna sytuacja w sektorze komunikacji satelitarnej, który został przedefiniowany przez Starlink. W rezultacie tradycyjni europejscy operatorzy stracili w ciągu ostatnich pięciu lat 6 pkt proc. udziału w globalnych przychodach, spadając z 38% do 32%.

Największe dolegliwości europejskiego sektora kosmicznego

Opublikowane przez ESA dane jasno wskazują, gdzie obecnie leżą największe kosmiczne słabości kontynentu. Te, oprócz jasnego niedofinansowania zarówno na poziomie publicznym jak i prywatnym, leżą w startach rakiet oraz braku dostępu do rynków.

Niedobór rakiet i infrastruktury startowej

Na 324 starty orbitalne, które odbyły się w poprzednim roku, zaledwie osiem zostało przeprowadzonych przez Europę. Ponad połowa odbyła się zaś w USA, przede wszystkim za sprawą SpaceX, natomiast drugie miejsce zajęły Chiny z 25% wszystkich lotów orbitalnych.

Przy obecnie operacyjnych rakietach Ariane 6 i Vega C Europa mogłaby osiągnąć najwyżej 20–30 startów rocznie. Dlatego duże nadzieje wiąże się z rozwojem prywatnych rakiet nośnych przez firmy Isar Aerospace, Rocket Factory Augsburg, MaiaSpace i PLD Space, które mają zacząć regularnie świadczyć usługi począwszy od 2028 r.

Reklama

Całkowita liczba startów wzrosła względem 2024 r. o 25%, odpowiadając na rosnący popyt, który wobec planowanych setek tysięcy satelitów będzie się tylko nasilał. Według raportu głównym ograniczeniem może okazać się jednak nie tyle dostępność samych rakiet, ile fizyczna przepustowość obsługujących je portów kosmicznych.

Dlatego skracanie czasu między startami z tego samego stanowiska, a także modernizacja istniejących platform oraz budowa kolejnych stanowisk i portów, stają się jednym z głównych parametrów konkurencyjności globalnego sektora transportu kosmicznego. Europa poczyniła na tym polu znaczący postęp, uzupełniając tradycyjny port kosmiczny w Gujanie Francuskiej o Andøya Spaceport w Norwegii, otwarty w 2023 r. i licencjonowany rok później jako pierwszy port orbitalny w Europie kontynentalnej.

Ketil Olsen z Andøya Space przekonywał ostatnio w rozmowie z „Fortune”, że popyt na starty orbitalne z kontynentalnej Europy jest wystarczająco duży, aby uzasadnić działalność więcej niż jednego portu. Taką drugą lokalizacją staje się SaxaVord Spaceport na północy Szkocji, skąd najwcześniej 10 sierpnia ma rozpocząć się pierwszy orbitalny lot rakiety RFA ONE niemieckiej firmy Rocket Factory Augsburg.

Ograniczony dostęp, protekcjonizm i nieobecność w kluczowych segmentach

Tym, co stale osłabia europejskie firmy kosmiczne działające w segmencie upstream, jest bardzo ograniczony dostęp do światowego rynku produkcji satelitów i usług wynoszenia przy jednocześnie słabym popycie instytucjonalnym. Jak pokazuje raport, ponad 80% wartości globalnego rynku pozostaje dla nich praktycznie zamknięte.

Wyjaśnia to polityka pozostałych potęg kosmicznych. USA, Chiny i Rosja zamawiają satelity oraz usługi startowe przede wszystkim u własnych firm, szczególnie w ramach programów wojskowych i załogowych. Równocześnie pionowo zintegrowane konstelacje, takie jak Starlink, dodatkowo ograniczają liczbę kontraktów dostępnych dla zewnętrznych dostawców.

Wykluczenia z globalnego rynku nie kompensuje jednak europejski popyt publiczny, ponieważ rządy państw europejskich zamawiają znacznie mniej niż USA i Chiny. W latach 2021–2025 wartość tych zamówień była odpowiednio cztero- i pięciokrotnie niższa. Ponadto w znacznie mniej protekcjonistycznej Europie wiele kontraktów nie jest zarezerwowanych dla rodzimego przemysłu, lecz pozostaje otwartych na konkurencję ze strony zagranicznych firm, podczas gdy w drugą stronę działa to zdecydowanie rzadziej.

W rezultacie europejski przemysł pozostaje bardziej zależny od międzynarodowej konkurencji i wahań globalnego popytu. Musi stale utrzymywać konkurencyjność cenową i technologiczną, nie dysponując przy tym równie silnym wsparciem własnego rynku publicznego jak firmy amerykańskie czy chińskie, podsumowuje ESA.

Reklama

Mimo to dane za 2025 r. pokazują wyraźną poprawę. Europejskie firmy zdobyły 10% całego światowego rynku, wobec 6% w 2024 r., przejmując tym samym aż 65% tej jego części, która była dla nich faktycznie dostępna.

Tak mały kawałek dostępnego tortu nie wynika jednak wyłącznie z protekcjonizmu konkurentów, lecz także z nieobecności Europy w niektórych segmentach rynku. Najważniejszym z nich są załogowe loty kosmiczne, których kontynent nigdy nie realizował samodzielnie, polegając przede wszystkim na USA i Rosji.

Europejskie przedsiębiorstwa zasadniczo nie mają dostępu do związanych z nimi kontraktów, ponieważ państwa prowadzące programy załogowe powierzają je własnemu przemysłowi. W ostatniej dekadzie działalność związana z lotami załogowymi odpowiadała za 22% wartości rynku usług startowych niedostępnego dla europejskich operatorów oraz 16% rynku produkcji statków kosmicznych niedostępnego dla europejskich producentów..

Słodko-gorzki bilans i potrzeba skalibrowanej odpowiedzi

Wyniki raportu są słodko-gorzką informacją dla europejskiego sektora kosmicznego. Tak, nakłady publiczne rosną, ale można mieć wątpliwości co do ich skali i trwałości w dłuższej perspektywie. Generowany popyt instytucjonalny pozostaje przecież znacznie niższy niż w USA czy Chinach, a wydatki zbrojeniowe mogą za kilka lat ponownie spaść lub zostać ograniczone.

Po spadku w 2025 r. wiele wskazuje na to, że finansowanie prywatne wystrzeli w tym roku także w Europie. Ponownie wątpliwości budzi jednak pochodzenie kapitału VC, który w wielu przypadkach napływa z USA, oraz przepaść dzieląca jego skalę od rynku amerykańskiego, wynikająca zarówno z uwarunkowań instytucjonalnych, jak i kulturowych.

Najbardziej pozytywną informacją jest oczywiście odzyskanie przez Europę zdolności do samodzielnego wynoszenia ładunków na orbitę oraz wzrost liczby startów z trzech w 2024 r. do ośmiu w 2025 r. Według obecnych planów w 2026 r. ma ich być już 11. Na horyzoncie widać również pierwsze prywatne systemy nośne, w tym rakiety wielokrotnego użytku, których wejście do eksploatacji wydaje się raczej kwestią „kiedy”, a nie „czy”. O miejsca startowe także nie musimy się na razie martwić, przynajmniej przy obecnej liczbie lotów.

Reklama

Europejskim priorytetem, w świetle przedstawionych danych, powinno być wsparcie firm z segmentu upstream w nierównej rywalizacji z uprzywilejowanymi i lepiej finansowanymi konkurentami z USA i Chin. Potrzebne są zarówno większa stymulacja popytu rządowego, jak i silniejsza preferencja europejska w obszarach, w których stawką jest bezpieczeństwo i niezależność kontynentu.

Nie chodzi o proste zamknięcie się na świat ani pięciokrotne zwiększenie nakładów, aby dorównać Pekinowi i prześcignąć Waszyngton, lecz o skalibrowane podejście. Strategiczne zamknięcie tam, gdzie europejskie firmy nie są jeszcze gotowe na globalną konkurencję, ale także otwarcie tam, gdzie są konkurencyjne, a inne państwa realnie dopuszczają je do własnych rynków. Do tego finansowanie obszarów, w których brakuje prywatnego kapitału, oraz tworzenie popytu instytucjonalnego pozwalającego kształtować i skalować europejski sektor kosmiczny.

Jeśli zwiększenie udziału w dostępnym rynku nie jest możliwe, Europa musi w większym stopniu wytworzyć go sama. W czasach rewolucji NewSpace, przy ponad 450 mln obywateli państw ESA oraz grupie mniej protekcjonistycznych partnerów gotowych do współpracy, jest to jak najbardziej możliwe.

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama