- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Wysyp kosmicznych jednorożców. Dlaczego nie w Europie? [ANALIZA]
Autor. SpaceX via X
Ranking kosmicznych jednorożców pokazuje dynamiczny rozwój branży, ale także głęboką dysproporcję między USA, Chinami a Europą. Bez lepszego dostępu do kapitału Stary Kontynent nie będzie w stanie zbudować konkurencyjnego sektora New Space.
Według informacji ze strony SpaceNews w połowie czerwca 2026 r. na świecie istniało co najmniej 31 firm kosmicznych, które mogą cieszyć się statusem jednorożca (unicorn). Tak określa się prywatne startupy wyceniane na ponad 1 mld dolarów jeszcze przed wejściem na giełdę, co czyni je stosunkowo rzadkimi przypadkami na rynkach.
Krótka historia New Space i nowej gorączki kosmicznej
Przez długi czas sektor kosmiczny nie mógł pochwalić się podobnymi historiami sukcesu, co dobrze odzwierciedlało jego niską atrakcyjność dla prywatnego kapitału inwestycyjnego, zwłaszcza typu venture capital. Zmieniło się to dopiero wraz z wejściem na rynek SpaceX, które w 2012 r. stało się pierwszym i na długo jedynym kosmicznym jednorożcem.
W dużej mierze to właśnie firma Elona Muska odpowiadała za tzw. rewolucję New Space, która doprowadziła do komercjalizacji sektora i szerszego napływu prywatnego kapitału. Drastyczny spadek kosztów wynoszenia ładunków na orbitę otworzył rynek na mniejsze podmioty, innowacyjne rozwiązania i nowe okazje biznesowe.
Dziś wiele z największych jednorożców New Space zdążyło już wejść na giełdę, w tym Rocket Lab, Planet Labs, a ostatnio także SpaceX. Pokazuje to szybkie dojrzewanie i konsolidację wciąż przecież młodego sektora. Towarzyszy temu jednak prawdziwy wysyp kolejnych kosmicznych jednorożców, napędzany rosnącym optymizmem inwestorów i przekonaniem, że kosmos staje się jednym z najbardziej perspektywicznych rynków gospodarki.
Zobacz też

Kryzys europejskich jednorożców w liczbach
Spośród 31 obecnych jednorożców w rankingu SpaceNews prawie dwie trzecie osiągnęło ten status w ciągu ostatniego półtora roku. Listę niepodzielnie dominują przy tym amerykańskie startupy, których jest aż 19. Drugie miejsce zajmują Chiny z 6 takimi podmiotami. Na Starym Kontynencie można natomiast znaleźć dziś zaledwie dwa kosmiczne jednorożce.
Mowa tutaj o fińsko-polskiej firmie ICEYE, dostarczającej satelity radarowe SAR. W 2022 r. przekroczyła ona próg 1 mld dolarów wyceny, a w czerwcu tego roku stała się już decacornem, osiągając waluację powyżej 10 mld dolarów. Status jednorożca w 2025 r. uzyskał również niemiecki startup Isar Aerospace, rozwijający własne rakiety nośne, którego wycena przekracza dziś 2 mld dolarów.
Ostatnio media obiegła informacja, że Creotech Instruments, największy rodzimy gracz sektora kosmicznego, stał się pierwszym polskim jednorożcem. W maju br. dwie spółki grupy notowane na GPW, Creotech Instruments i Creotech Quantum, osiągnęły łączną kapitalizację na poziomie 1 mld dolarów. SpaceNews nie uwzględnia jednak polskiej firmy w swoim rankingu, ponieważ klasyczna definicja jednorożca odnosi się do prywatnych startupów technologicznych, a nie do spółek, które są już notowane publicznie.
Zobacz też

Co podcina skrzydła europejskim jednorożcom?
Lista SpaceNews jest zatem kolejną ilustracją chronicznego europejskiego problemu niedostatecznego finansowania prywatnego na wczesnych etapach rozwoju, o którym w sektorze kosmicznym mówi się od lat. Bez takiego kapitału w wielu przypadkach nie ma realnej możliwości komercjalizacji technologii i skalowania produkcji. To właśnie dlatego tzw. dolina śmierci pozostaje jedną ze strukturalnych barier dalszego rozwoju europejskich firm kosmicznych.
Spojrzenie na liczby pokazuje, że problem leży przede wszystkim w skali i strukturze finansowania. W 2025 r. europejskie space ventures zebrały 1,4 mld euro, podczas gdy ich amerykańskie odpowiedniki pozyskały niemal 8 mld euro. Największa różnica dotyczy jednak wartości pojedynczych rund inwestycyjnych. Za oceanem średnia runda wyniosła około 60 mln euro, czyli prawie czterokrotnie więcej niż w Europie, gdzie było to około 15,9 mln euro. W przypadku Polski, według raportu ARP, wartość ta jest jeszcze niższa od średniej europejskiej.
W przypadku spółek w fazie scale-up ta luka była już ośmiokrotna. Co gorsza, nawet jeśli w Europie widać wzrost finansowania prywatnego, znacząca jego część pochodzi od amerykańskich inwestorów, którzy coraz częściej prowadzą rundy europejskich firm. Prowadzi to do uzależnienia od kapitału zza oceanu, mniejszego udziału Europejczyków w przyszłych zyskach oraz ograniczonej kontroli nad firmami w momencie, gdy strategiczna autonomia, także w kosmosie, jest na ustach wszystkich.
Sektor kosmiczny jest w tym kontekście tylko odbiciem szerszego trendu niedoboru prywatnego kapitału inwestycyjnego wysokiego ryzyka na całym europejskim rynku. Ogólnie rzecz biorąc, Europa odpowiada dziś za około czterokrotnie mniej jednorożców niż Stany Zjednoczone, za co najczęściej obwinia się fragmentację rynków narodowych, większą awersję do ryzyka oraz mniejszy udział inwestorów instytucjonalnych. Stąd geneza problemu i część jego możliwych rozwiązań zdają się leżeć poza samym sektorem kosmicznym.
Jak dodać im skrzydeł?
Szukając możliwej recepty, trzeba zatem mówić o rozwiązaniach ogólnych i stricte dotyczących branży kosmicznej. Najtrudniejsza wydaje się zmiana kulturowa, ale to ona może być najbardziej fundamentalna. Instytucje publiczne i prywatni inwestorzy muszą być bardziej skłonni do podejmowania ryzyka, które jest inherentne dla branży kosmicznej.
Na dłuższą metę można byłoby to zmienić poprzez silniejsze zachęty do aktywnego inwestowania oraz zmianę domyślnych zachowań finansowych Europejczyków. Proponowane rozwiązania w tym kierunku obejmują m.in. większy udział akcji i aktywów wzrostowych w portfelach funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, niższe opodatkowanie zysków kapitałowych przy jednoczesnym ograniczeniu preferencji podatkowych dla nieruchomości oraz poważniejszą edukację finansową.
Celem byłoby przekierowanie części ogromnych europejskich oszczędności (ponad 30 bilionów euro) znajdujących się dziś w depozytach, lokatach, obligacjach i nieruchomościach do bardziej produktywnych oraz długoterminowo zyskownych aktywów.
Jednak aby to było możliwe, konieczna jest równie poważna zmiana po stronie podaży kapitału, przede wszystkim w instytucjach finansowych oraz w obszarze transgranicznych barier regulacyjnych. Największe nadzieje wiąże się tu z planem utworzenia Savings and Investment Union oraz tzw. 28. reżimu prawnego dla startupów. Rozwiązania te mogłyby ujednolicić i zintegrować europejski rynek kapitałowy, ułatwiając firmom mobilizację oraz pozyskiwanie finansowania, a w konsekwencji zwiększając szanse na udaną sprzedaż spółek lub wejście na giełdę.
Co może zrobić Polska? Państwo jako anchor customer
Jeśli chodzi o rozwiązania ściśle sektorowe, ważne światło na problem rzuciła dyskusja podczas panelu „Jak finansować sektor kosmiczny?” na Space24 Day w czerwcu br. Według panelistów kluczowe znaczenie ma zapewnienie branży długoterminowej przewidywalności finansowania. Najlepiej może to zrobić tzw. anchor customer, czyli duży klient publiczny, który stabilizuje popyt i ogranicza ryzyko inwestycyjne. Na poziomie europejskim taką rolę naturalnie odgrywają UE i ESA, a na poziomie krajowym samo państwo oraz, w coraz większym stopniu, wojsko.
Problem polega na tym, że obecne kontrakty realizowane w ramach tych instytucji mają często co najwyżej średnioterminowy charakter, jak w przypadku trzyletniej perspektywy finansowej ESA. To otwiera przestrzeń dla państwa polskiego, które mogłoby zapewnić rodzimym podmiotom stabilny, minimalny strumień finansowania: bazę pozwalającą firmom rozwijać się bez ciągłej obawy o samo przetrwanie. Jednym z możliwych rozwiązań byłby „fundusz kosmiczny”, wzorowany na reformowanym obecnie Funduszu Kolejowym.
Zobacz też

Sam sposób kontraktowania musi nadążyć za nowymi realiami. Powinien być szybszy, bardziej elastyczny i wyraźniej nastawiony na wdrażanie i operacjonalizację technologii, które są już gotowe do użycia. Dziś środki publiczne wciąż w dużej mierze wspierają badania i rozwój, ale znacznie słabiej finansują realne zamówienia na opracowane już rozwiązania. To poważny problem, bo brak przewidywalności i długi czas oczekiwania na kontrakty zmniejszają motywację firm do rozbudowy zdolności produkcyjnych i skalowania działalności, a także utrudniają im pozyskiwanie kapitału prywatnego.
Brak europejskich jednorożców w sektorze kosmicznym nie wynika więc z braku pieniądza per se, lecz z jego nieefektywnej alokacji. Kapitał Europejczyków i inwestorów pozostaje zamknięty w bezpiecznych aktywach, a nawet gdy trafia na rynek, jego mobilizację ogranicza instytucjonalne i regulacyjne rozdrobnienie Europy. Mamy kapitał w kieszeniach i wiele innowacyjnych pomysłów. Teraz czas stworzyć środowisko, które pozwoli im pracować na rzecz naszej gospodarki.






