- WIADOMOŚCI
Niemcy chcą stworzyć Europejskie Dowództwo Kosmiczne
Nowe europejskie dowództwo ma powstać w ramach Bundeswehry, przy współudziale chętnych europejskich sojuszników.
Autor. Bundeswehra, Jennifer Heyn
Plan utworzenia w Niemczech Europejskiego Dowództwa Komponentu Kosmicznego (ESCC, European Space Component Command) ogłosił 18 maja w Berlinie niemiecki minister obrony Boris Pistorius. Zapowiedź poprzedziło spotkanie szefów obrony czterech państw niemieckojęzycznych: Niemiec, Szwajcarii, Austrii i Luksemburga, które Pistorius zaprosił do aktywnego współtworzenia nowej inicjatywy.
Europejska koordynacja pod niemieckim parasolem
Powstanie Europejskiego Dowództwa Komponentu Kosmicznego miałoby umożliwić skuteczniejszą agregację i koordynację europejskich zdolności oraz operacji kosmicznych, które wciąż pozostają rozproszone pomiędzy poszczególnymi państwami. Choć ESCC będzie funkcjonować jako narodowy element dowodzenia i kontroli w strukturze Dowództwa Kosmicznego Bundeswehry, ma być otwarte na udział europejskich sojuszników już od samego etapu projektowania.
„Chcemy zrozumieć, czego oczekują inne państwa i czy są gotowe wnieść własny wkład” – tłumaczył ponad tydzień później niemiecki gen. dyw. Wolfgang Ohl podczas konferencji SmallSat Europe 2026 w Amsterdamie. Podkreślał przy tym, że projekt pozostaje na wczesnym etapie, zapewniając, że sojusznicy Niemiec będą mieli wpływ m.in. na strukturę ESCC, sposób koordynacji oraz zakres zdolności, które dowództwo miałoby obejmować.
Według generała niemiecka propozycja ma być odpowiedzią na obecny bezwład w rozwoju europejskich zdolności kosmicznych. „Dziś każdy robi swoje” – wyjaśniał Ohl, wskazując jednocześnie, że „nie ma nikogo, nawet NATO, kto koordynowałby te wysiłki tak, aby trzy państwa nie rozwijały równolegle tych samych zdolności”.
Dlatego celem ESCC miałoby być także uzgadnianie i łączenie europejskich zasobów w sposób pozwalający „uniknąć dublowania zdolności i powstawania luk, na przykład sytuacji, w której Europa dysponuje trzema konstelacjami SATCOM, ale nie posiada własnych zdolności wynoszenia”.
Niemiecka inicjatywa wychodzi również naprzeciw wezwaniu europejskiego komisarza Andriusa Kubiliusa, który na początku roku zaproponował utworzenie wirtualnego Europejskiego Dowództwa Kosmicznego, umożliwiającego współdzielenie zasobów kosmicznych w czasie wojny. W jego koncepcji takie przywództwo miałoby jednak bardziej zdecentralizowany charakter i funkcjonowałoby raczej jako „partnerstwo dowództw kosmicznych” w ramach UE, w wyraźnym kontraście do bardziej scentralizowanej niemiecznej propozycji.
Europeizacja czy niemiecka dominacja?
Ostatnie niemieckie wysiłki związane z ESCC wpisują się w szerszą ambicję Berlina, by przejąć rolę europejskiego lidera w obszarze kosmicznym. Na drodze do przekucia tej inicjatywy w rzeczywiście europejski projekt mogą jednak stanąć sprzeczności między retoryką Berlina a jego faktycznymi działaniami.
To, co sami Niemcy nazywają przejmowaniem inicjatywy, inne państwa mogą odczytywać jako roszczenie sobie uprzywilejowanej pozycji. Osadzenie ESCC w strukturach Bundeswehry może być szczególnie trudne do zaakceptowania dla państw ceniących większą autonomię kosmiczną, zwłaszcza Francji, która wciąż dysponuje najbardziej zaawansowanymi zdolnościami kosmicznymi w Europie.
W tym kontekście wątpliwe pozostaje również to, czy takie europejskie przywództwo mogłoby objąć czysto militarne i bardziej ofensywne systemy, czy raczej ograniczyłoby się do zdolności defensywnych i podwójnego zastosowania, takich jak świadomość sytuacyjna, obserwacja Ziemi czy łączność satelitarna.
Do tego dochodzi zauważalna niekonsekwencja Niemiec, które retorycznie krytykują fragmentację europejskich systemów, będąc zarazem dziś jedną z jej głównych sił napędowych. Dysponując rekordowym budżetem na rozwój własnych militarnych zdolności kosmicznych, Berlin planuje m.in. budowę narodowej wojskowej konstelacji SATCOM, podważając tym samym jej europejski odpowiednik w postaci IRIS². Widziane z zewnątrz, Niemcy proponują więc rozwiązanie problemu, do którego obecnie w dużej mierze dokłada się ich własna polityka.
Stąd optymalnym rozwiązaniem mogłaby być faktyczna europeizacja projektu, który przecież ma być europejski, a nie niemiecki, na przykład poprzez zbliżenie go do formuły zaproponowanej przez Kubiliusa. Pytaniem otwartym pozostaje jednak, czy w innych europejskich stolicach istnieje dziś gotowość na taki krok oraz czy sam Berlin byłby w stanie zaakceptować mniej centralną rolę w takiej strukturze.


