- WIADOMOŚCI
Europejski sektor kosmiczny potrzebuje nowego modelu rozwoju
Autor. Isar Aerospace
Rozproszony, niedoinwestowany i zbyt powolny, by w pełni wykorzystać swoje technologiczne atuty. Liderzy europejskiego sektora kosmicznego ostrzegają, że bez większej skali, stabilnego popytu i reform instytucjonalnych Europa będzie tracić konkurencyjność oraz strategiczną autonomię. W najnowszym raporcie przedstawiają pięć konkretnych rekomendacji, które mają temu zapobiec.
Podstawą raportu przygotowanego przez Eurospace, stowarzyszenie europejskich firm przemysłu kosmicznego, jest 15 wywiadów przeprowadzonych zgodnie z regułą Chatham House z prezesami europejskich firm kosmicznych. Wśród rozmówców znaleźli się przedstawiciele zarówno największych integratorów, jak i MŚP oraz startupów, a ich spostrzeżenia wykazały „wyraźną zbieżność poglądów” co do tego, co w Europie działa dobrze, a co pilnie wymaga poprawy.
Obecny stan europejskiego sektora jest postrzegany przez pryzmat zachodzącej głębokiej transformacji globalnego rynku kosmicznego, w którym tradycyjnie silne zaawansowanie technologiczne Europejczyków nie wystarcza. Kontynent nie nadąża tempem i skalą za konkurencją. „Europa ma odpowiednie zdolności, ale brakuje jej modelu przemysłowego, który pozwoliłby je w pełni wykorzystać” – podsumowuje jeden z prezesów.
Nie możemy także narzekać na brak nowych graczy, lecz raczej na brak odpowiednich struktur i bodźców, które pozwoliłyby im dalej się skalować i rozwijać. Zarazem obecność coraz większej liczby podmiotów, przy ograniczonej współpracy i konsolidacji, prowadzi do coraz częstszego dublowania się ich aktywności. Autorzy raportu opisują sektor, który „pozostaje zbyt powolny, zbyt niechętny ryzyku i wciąż zakorzeniony w przestarzałych modelach działania, dodatkowo utrwalanych przez kluczowych klientów instytucjonalnych”.
Podwójna fragmentacja sektora
Dominacja instytucjonalnego, czyli publicznego, popytu nad prywatnym w europejskim sektorze kosmicznym nie jest krytykowana sama w sobie, ponieważ jest to reguła na całym świecie. Krytykowana przez firmy jest natomiast jego fragmentacja między niezależne od siebie podmioty państwowe i europejskie, w tym UE, ESA i narodowe agencje kosmiczne. Środki są rozpraszane na wiele podobnych, lecz osobnych programów zamiast być koncentrowanymi na większych, spójnych inicjatywach.
Mieszane uczucia budzi mechanizm zwrotu geograficznego stosowany przez ESA, w ramach którego 90–95% składki wraca do przemysłu danego kraju, który jest również obecny w bardziej ograniczonej formie w UE. Przedstawiciele sektora doceniają jego rolę w zapewnianiu politycznego i finansowego wsparcia oraz bardziej równomiernego rozwoju przemysłu na kontynencie. Jego skutkiem bywają jednak mniej efektywne rozwiązania, przejawiające się wyższymi kosztami, duplikacją zdolności i większym skomplikowaniem programów.
Powyższe jest najlepszym przykładem napięcia między, jak ujmuje to raport, potrzebą równoważenia spójności politycznej z efektywnością przemysłową, gdzie często osiągnięcie jednego wymaga poświęcenia części drugiego. Niektórzy prezesi nie mają złudzeń, że ze względu na obecną strukturę polityczną Europy, opartą na współpracy suwerennych państw, fragmentacja pozostanie z nami jeszcze przez długi czas.
Fragmentacja po stronie zapotrzebowania znajduje swoje odzwierciedlenie we fragmentacji samego sektora. Różne państwa i firmy utrzymują osobno te same zdolności ze względu na partykularne interesy narodowe, co prowadzi do nieefektywności. Równocześnie firmy zmagają się z wysoką niepewnością dotyczącą przyszłych zamówień i relatywnie niskimi marżami, co znacząco ogranicza ich możliwości inwestowania w bazę przemysłową.
Szefowie firm niejednokrotnie przytaczali inicjatywę „Bromo” jako przykład działań integracyjnych podejmowanych przez sektor w odpowiedzi na powyższe problemy. Połączenie kosmicznych oddziałów europejskich gigantów, Airbusa, Thalesa i Leonardo, ma pozwolić wejść na wcześniej nieosiągalny poziom skali i wydajności.
Niektórzy przedstawiciele sektora byli jednak zdecydowanie chłodniej nastawieni, obawiając się zdominowania europejskiego rynku przez taki podmiot, a w konsekwencji ograniczenia konkurencyjności i innowacyjności sektora. Inni wskazywali na szerszą hipokryzję w branży, w której firmy mówią o potrzebie większej koordynacji, lecz gdy pojawia się lukratywna okazja, nie mają problemu z angażowaniem się w narodowe programy duplikujące istniejące europejskie zdolności.
Między widmem marginalizacji a historycznym oknem możliwości
Stan europejskiego sektora kosmicznego i szersza ewolucja globalnego rynku tworzą realne ryzyka. Raport ostrzega przede wszystkim przed rosnącą luką konkurencyjną względem graczy spoza Europy. Bez większych inwestycji i odpowiedniego popytu kontynentowi grozi utknięcie między tradycyjnym, kosztownym modelem R&D a skalowalnym modelem przemysłowym, bez pełnej przewagi w żadnym z nich. Wiele firm może nie przetrwać tej transformacji, co może prowadzić do utraty części europejskich zdolności kosmicznych, a w konsekwencji do dalszego osłabienia autonomii strategicznej Europy.
Szefowie firm nie są jednak pesymistami, dostrzegając wyraźne okazje w nowej erze gospodarki kosmicznej. Europejski sektor kosmiczny już od kilku lat korzysta na zbrojeniowym zwrocie kontynentu, czego najlepszym przykładem jest ICEYE. Trend ten najpewniej utrzyma się przez kolejne lata, choć niektórzy prezesi podają w wątpliwość jego długofalowość. Nowe sposoby kreowania wartości oferuje także ekspansja usług downstream, czyli wykorzystania danych pochodzących z satelitów w takich obszarach jak komunikacja czy obserwacja Ziemi.
Największą z szans stojących przed sektorem jest być może bezprecedensowa widoczność kosmosu w europejskiej debacie strategicznej. Najważniejsi europejscy politycy bezpośrednio wskazują domenę kosmiczną jako krytyczną dla bezpieczeństwa i rozwoju, za czym idą większe fundusze i nowe inicjatywy, czego przykładami są rekordowy budżet ESA, IRIS² czy międzynarodowy szczyt kosmiczny w Paryżu. Sektor wie, że pojawiło się okno możliwości, aby przeprowadzić potrzebne zmiany. Ale jakie zmiany?
Zobacz też 
Pięć rekomendacji sektora
W raporcie pada pięć konkretnych rekomendacji opartych na przeprowadzonych rozmowach, które mają zapewnić sektorowi potrzebne wsparcie instytucjonalne, skalę i innowacyjność. Nie może przy tym dziwić, że pierwszą z nich jest agregacja dotychczas rozproszonego europejskiego popytu poprzez utworzenie specjalnego „European Space Demand Pact” pomiędzy UE, ESA i ich państwami członkowskimi. Miałby on być planowany na wiele lat do przodu i gwarantować minimalny poziom popytu dla całego łańcucha dostaw sektora kosmicznego.
Wprowadzenie europejskiej preferencji w kontraktowaniu, służącej ochronie i wsparciu rodzimego rynku, szczególnie w strategicznie ważnych obszarach, jest wskazywane jako równie istotna konieczność. Firmy postulują również lepsze wyważenie jednorazowych, krótkoterminowych misji i projektów z długofalowym rozwojem interoperacyjnej infrastruktury kosmicznej, z większym naciskiem na ten drugi kierunek. Kluczową barierą pozostaje polityczna krótkowzroczność, którą można byłoby przezwyciężyć poprzez wykazywanie efektywności kosztowej, rozbudowę już istniejących programów oraz szybkie dostarczanie wstępnych zdolności.
Nie obejdzie się również bez reformy systemu zakupowego, który według sektora powinien koncentrować się na osiąganych wynikach i celach, a nie na kontroli kosztów i samego procesu realizacji kontraktów. Towarzyszyć temu musi wsparcie rozbudowy bazy przemysłowej, czemu miałoby służyć wprowadzenie dedykowanego instrumentu finansowego „European Space Industrial Acceleration”.
Zobacz też 
Recepta sektora jest prosta: spójny, stabilny i długofalowy europejski popyt, zaspokajany przede wszystkim przez europejskich dostawców w całym łańcuchu dostaw, przy bardziej elastycznym systemie zakupowym i większych inwestycjach w bazę przemysłową. Przeszkody w jej realizacji nie mają charakteru technicznego ani finansowego, lecz polityczny i instytucjonalny. Propozycje takie jak europejska preferencja czy agregacja popytu już wcześniej spotykały się w Europie z oporem, zarówno otwartym, jak i zakulisowym.
Z pozytywnych stron, europejscy liderzy są dziś bardziej niż kiedykolwiek świadomi potrzeby podjęcia odpowiednich działań, a raport tylko tę świadomość wzmacnia. Otwartym pytaniem, które stawiają autorzy, pozostaje jednak to, czy za świadomością pójdzie faktyczne działanie i czy grożące Europie inercja oraz stagnacja zostaną przełamane przez instytucjonalną restrukturyzację, bez której sektorowi trudno będzie nadrobić dystans do światowych konkurentów.




