Reklama
  • WIADOMOŚCI

NASA przyspiesza jądrową misję na Marsa

NASA przyspiesza prace nad SR-1 Freedom, misją, która ma jako pierwsza przetestować napęd jądrowo-elektryczny i reaktor rozszczepieniowy poza ziemską orbitą. Stawka? Nie tylko Mars, lecz także przyszłość programu Artemis.

NASA, kosmos, technologie, USA, Trump, Księżyc, Artemis, reaktr jądrowy
Wizualizacja misji Space Reactor-1 Freedom. Źródło. NASA
Autor. NASA

Amerykańska Agencja Kosmiczna chce uprościć model zarządzania misją Space Reactor-1 (SR-1) Freedom, by zdążyć z jej startem w kierunku Marsa, planowanym na grudzień 2028 r.

Statek ma zademonstrować zdolności napędu jądrowo-elektrycznego, zasilanego przez reaktor rozszczepieniowy. Jego zadaniem będzie również dostarczenie na powierzchnię Marsa trzech bezzałogowych helikopterów nowej generacji, bazujących na doświadczeniach misji Ingenuity. Tym samym SR-1 Freedom stałby się pierwszym statkiem kosmicznym z reaktorem jądrowym, który opuści ziemską orbitę.

Reklama

Zgodnie z nowym podejściem „Prioritize What Works, Accelerate” przedstawiciele NASA wyjaśnili, jak zmiany mają wyglądać w praktyce. Szczegóły przedstawiono 2 czerwca podczas wspólnego posiedzenia National Academies’ Aeronautics and Space Engineering Board oraz Space Studies Board.

Jak tłumaczyła Lori Glaze, pełniąca obowiązki zastępczyni administratora NASA ds. rozwoju systemów eksploracyjnych, obecne wysiłki Agencji koncentrują się na uproszczeniu procedur oraz maksymalnym wykorzystaniu istniejących technologii i gotowego sprzętu.

Jak mówiła Glaze, NASA ma być „bardzo skoncentrowana na identyfikowaniu barier utrudniających szybsze działanie oraz sposobów przyspieszenia procesu decyzyjnego”. Jednocześnie działania podejmowane w tym kierunku mają pozostawać zgodne z obowiązującymi wymogami NASA dotyczącymi zarządzania tego typu projektami. „Staramy się wykorzystać jak najwięcej istniejących rozwiązań przy możliwie najmniejszej liczbie nowych prac rozwojowych” – podkreślała Glaze.

Ma to umożliwić m.in. Power and Propulsion Element (PPE), czyli moduł zasilania i napędu elektrycznego, pierwotnie planowany dla księżycowej stacji orbitalnej Gateway. Po niedawnym anulowaniu tego projektu PPE ma zostać zaadaptowany na potrzeby misji SR-1. Sam reaktor ma natomiast bazować na istniejących już projektach badawczych prowadzonych przez amerykański Departament Energii.

Reklama

Mimo tych zapewnień misja wciąż budzi zastrzeżenia. Jej całkowite koszty nie zostały jeszcze oszacowane i pozostają nieznane. Jak wyjaśniała Glaze, na tym etapie finansowanie ma się jednak „spinać”, ponieważ środki mają pochodzić z budżetu NASA na 2027 r. oraz z 2,6 mld USD przeznaczonych w 2026 r. na anulowany program Gateway.

Drugą obawą pozostaje sama wykonalność misji. SR-1 ma zostać przygotowana w wyjątkowo krótkim czasie, wynoszącym zaledwie dwa i pół roku, mimo wysokiego poziomu technicznego skomplikowania. Jeden z przedstawicieli NASA miał zauważyć, że tak napięty harmonogram bardziej przypomina tempo prac nad małym satelitą niż nad złożoną misją międzyplanetarną.

Glaze przyznała, że plan jest ambitny i stanowi poważne wyzwanie. „To nie oznacza, że odniesiemy sukces, ale mogę powiedzieć, że robimy wszystko, co w naszej mocy, aby sprostać temu wyzwaniu” – podkreślała.

Niedotrzymanie marsjańskiego okna startowego, przypadającego na okres od grudnia 2028 do stycznia 2029 r., oznaczałoby konieczność przesunięcia misji o kolejne 26 miesięcy, czyli najprawdopodobniej do 2031 r. Taki scenariusz mógłby wywołać szersze opóźnienia w obecnie priorytetowym programie NASA, jakim jest Artemis.

Test reaktora w przestrzeni kosmicznej w ramach SR-1 ma bowiem poprzedzać wyniesienie pierwszego reaktora jądrowego na powierzchnię Księżyca. Lunar Reactor-1 (LR-1), planowany na 2030 r., ma zasilić przyszłą bazę księżycową, zwłaszcza w okresach nocy i ograniczonego dostępu do światła słonecznego.

Reklama

Stąd SR-1 nieprzypadkowo określono mianem „real mission, real deadline”, czyli realnej misji z realnym terminem. Jej ogłoszenie w marcu br. oraz obecne przyspieszenie wpisują się w polityczne oczekiwania zapisane w grudniowym rozporządzeniu wykonawczym prezydenta Donalda Trumpa dotyczącym zapewnienia amerykańskiej dominacji w przestrzeni kosmicznej. Dokument wzywał m.in. do rozmieszczenia reaktorów jądrowych na Księżycu i orbicie, w tym do przygotowania do 2030 r. reaktora zdolnego do pracy na powierzchni Srebrnego Globu.

Stawka jest tym większa, że przez sześć dekad Stany Zjednoczone zainwestowały ponad 20 mld USD w kosmiczne technologie jądrowe, a mimo to wysłały w kosmos tylko jeden reaktor: SNAP-10A w 1965 r. W opisie misji NASA pisze wprost o straconych miliardach i dekadach. SR-1 ma być projektem, który wreszcie przerwie tę passę.

Reklama