- WIADOMOŚCI
Kosmos nie jest celem. Jest narzędziem bezpieczeństwa państwa
Polska ma dziś historyczną szansę zbudować silny sektor kosmiczny i obronny. Pytanie brzmi: czy budujemy zdolności, czy jedynie finansujemy technologie?
24 lutego 2022 roku zmienił nie tylko architekturę bezpieczeństwa Europy. Zmienił również sposób, w jaki postrzegamy sektor kosmiczny. Wojna w Ukrainie pokazała, że satelity przestały być domeną nauki, prestiżu czy eksploracji kosmosu. Stały się elementem infrastruktury krytycznej i jednym z filarów współczesnego pola walki. Obserwacja Ziemi, łączność satelitarna, nawigacja, świadomość sytuacyjna w przestrzeni kosmicznej oraz szybkie przetwarzanie danych okazały się równie ważne jak tradycyjne systemy uzbrojenia.
Europa wyciągnęła z tego wnioski. Jeszcze kilka lat temu polityka przemysłowa koncentrowała się przede wszystkim na innowacyjności i konkurencyjności. Dziś jej fundamentem staje się odporność. Europejski Fundusz Obronny, instrument SAFE, większe zaangażowanie Europejskiego Banku Inwestycyjnego w finansowanie technologii dual-use czy rosnące zainteresowanie inwestorów sektorem obronnym są wyrazem tej zmiany. Inwestujemy już nie tylko po to, aby rozwijać nowe technologie. Inwestujemy po to, aby Europa była bezpieczniejsza i mniej zależna od innych.
Polska znajduje się w centrum tej transformacji. Nigdy wcześniej nie dysponowaliśmy tak dużymi środkami na rozwój sektora kosmicznego i obronnego. Nigdy wcześniej zainteresowanie inwestorów, administracji i przemysłu nie było tak duże. To prawdopodobnie najlepszy moment w historii polskiego sektora kosmicznego.
Historia pokazuje jednak, że pieniądze same w sobie nie budują bezpieczeństwa. Budują je dobrze zdefiniowane priorytety, konsekwentnie realizowana strategia i odwaga do podejmowania trudnych decyzji. Dlatego właśnie dziś warto zadać pytanie, które powinno wyznaczać kierunek całej debaty o przyszłości polskiego sektora kosmicznego.
Czy finansujemy technologie, czy budujemy zdolności?
To nie jest jedynie różnica semantyczna. To zasadnicza różnica w sposobie myślenia o bezpieczeństwie państwa.
W debacie publicznej często koncentrujemy się na liczbie realizowanych projektów, nowych związkach, klastrach, organizacjach kosmicznych, wysokości pozyskanego finansowania, kolejnych rundach inwestycyjnych czy wycenach spółek. Są to ważne wskaźniki rozwoju rynku, ale nie powinny być mylone z miarą bezpieczeństwa państwa. Z punktu widzenia inwestora sukcesem jest wzrost wartości przedsiębiorstwa. Z punktu widzenia państwa sukcesem jest wzrost zdolności operacyjnych.
Wojna w Ukrainie pokazała, że przewagę budują nie pojedyncze technologie, lecz całe architektury. Dane z wielu konstelacji satelitarnych są integrowane z rozpoznaniem lotniczym, dronami, systemami dowodzenia i algorytmami sztucznej inteligencji. O wartości technologii nie decyduje fakt jej posiadania, lecz możliwość wykorzystania jej przez użytkownika końcowego – żołnierza, analityka czy dowódcę – we właściwym czasie i we właściwym miejscu.
Zobacz też

Podobnie jest z budową własnych zdolności kosmicznych. Pojedynczy satelita obserwacyjny nie tworzy zdolności rozpoznawczej. Tak samo jak pojedynczy czołg nie tworzy brygady, a pojedynczy samolot nie zapewnia przewagi w powietrzu. Zdolność to cały system: konstelacja, segment naziemny, infrastruktura telekomunikacyjna, przetwarzanie danych, sztuczna inteligencja, odpowiednio wyszkoleni operatorzy, procedury i użytkownicy, którzy potrafią wykorzystać informacje do podejmowania decyzji. Dopiero wszystkie te elementy razem tworzą realną wartość dla bezpieczeństwa państwa.
To prowadzi do kolejnego pytania, które w Polsce zadajemy zdecydowanie zbyt rzadko. W czym właściwie chcemy być najlepsi?
Nie da się zbudować światowej klasy kompetencji we wszystkich segmentach sektora kosmicznego. Nie dysponujemy ani nieograniczonym budżetem, ani nieograniczoną liczbą specjalistów. I nie ma w tym nic złego. Żadne państwo tej wielkości nie jest liderem we wszystkim.
Największe sukcesy odnoszą te kraje, które potrafią skoncentrować swoje zasoby wokół jasno określonych specjalizacji. Finlandia konsekwentnie buduje przewagi w obszarach związanych z odpornością cyfrową, świadomością sytuacyjną i technologiami podwójnego zastosowania. Izrael rozwija technologie odpowiadające konkretnym potrzebom bezpieczeństwa państwa. Stany Zjednoczone od dziesięcioleci wykorzystują zamówienia publiczne i wymagającego klienta państwowego do budowy całych ekosystemów innowacji.
Polska nie musi kopiować żadnego z tych modeli. Powinna jednak odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: które zdolności będą dla nas strategiczne za dziesięć czy piętnaście lat i w których obszarach chcemy zbudować europejskich czempionów?
Dziś zbyt często próbujemy rozwijać po trochu wszystkiego. Takie podejście dobrze wygląda w prezentacjach i raportach. Znacznie gorzej sprawdza się jako strategia państwa.
Rozproszenie środków może sprawić, że będziemy obecni w wielu segmentach rynku, ale w żadnym nie osiągniemy masy krytycznej potrzebnej do zbudowania trwałej przewagi. Polska nie potrzebuje kilkudziesięciu firm robiących po trochu wszystkiego. Potrzebuje kilku przedsiębiorstw, które staną się europejskimi liderami w starannie wybranych obszarach i będą konkurować jakością swoich produktów, a nie jedynie narodowością właściciela.
To wymaga również zmiany sposobu myślenia o roli państwa. Państwo nie powinno być wyłącznie grantodawcą. Powinno być przede wszystkim architektem rynku i wymagającym klientem. To ono powinno definiować potrzeby operacyjne, wskazywać luki zdolności i budować przewidywalny popyt na rozwiązania, których naprawdę potrzebują Siły Zbrojne RP oraz administracja odpowiedzialna za bezpieczeństwo.
Każda publiczna inwestycja powinna odpowiadać na kilka prostych pytań. Jaką konkretną lukę zdolności wypełnia? Kto będzie użytkownikiem? Kiedy rozwiązanie osiągnie gotowość operacyjną? W jaki sposób zwiększy odporność państwa? Jeżeli nie potrafimy odpowiedzieć na te pytania, istnieje ryzyko, że finansujemy projekt, a nie zdolność.
Ważny jest czas
Większość programów badawczo-rozwojowych zakłada perspektywę pięciu lub nawet dziesięciu lat. Tymczasem zagrożenie dla Polski istnieje już dziś. Dlatego rozwój krajowych technologii nie może oznaczać rezygnacji z pozyskiwania gotowych rozwiązań tam, gdzie są one potrzebne natychmiast. Budowanie własnego przemysłu i zapewnianie bezpieczeństwa tu i teraz nie są celami sprzecznymi. Są dwoma elementami tej samej strategii.
Być może najważniejsza zmiana, jaka powinna dziś nastąpić, dotyczy samego sposobu myślenia o sektorze kosmicznym. Nie potrzebujemy wyłącznie strategii rozwoju sektora kosmicznego. Potrzebujemy strategii wykorzystania kosmosu dla bezpieczeństwa państwa.
To zasadnicza różnica. Nie budujemy satelitów dlatego, że chcemy mieć satelity. Budujemy je po to, aby skuteczniej chronić granice, szybciej wykrywać zagrożenia, podejmować lepsze decyzje, zwiększać odporność infrastruktury krytycznej i zapewnić Polsce większą niezależność w świecie, który staje się coraz mniej przewidywalny.
Polska ma dziś wyjątkową szansę. Być może największą od początku transformacji ustrojowej. Pieniądze są dostępne. Wola polityczna również. Zainteresowanie inwestorów jest większe niż kiedykolwiek wcześniej.
Pozostaje najtrudniejsze zadanie – dokonanie wyborów. Czy wiemy, jakie zdolności kosmiczne będą Polsce potrzebne w 2035 roku? Czy wiemy, które z nich chcemy rozwijać sami, a które pozyskiwać od sojuszników? Czy mamy odwagę skoncentrować środki na kilku strategicznych specjalizacjach zamiast finansować po trochu wszystkiego? Czy potrafimy odróżnić medialny sukces od rzeczywistej wartości dla bezpieczeństwa państwa?
Bo historia nie zapamięta, ile projektów sfinansowaliśmy ani ile wynosiły wyceny spółek. Zapamięta natomiast, czy wykorzystaliśmy najlepszy moment w historii polskiego sektora kosmicznego, aby zbudować zdolności, które rzeczywiście zwiększyły bezpieczeństwo Polski.
Autor: dr Agnieszka Łukaszczyk





